Iść… ciągle iść… Zainteresowania turystyczne mam od "urodzenia":). Praca zawodowa umożliwiała mi realizację małych marzeń, a status emerytki pozwala na realizację tych trochę większych.
Piękne to chwile, kiedy bez zawodowych zobowiązań można wrzucić plecak na plecy i ruszać w nieznaną drogę. Wędruję samotnie, ze znajomymi, lub z przyjaciółmi. Moim drugim „domem” jest namiot, schronisko, pensjonat lub kwatera – byle było tanio:). Środkiem transportu – pociąg, autobus, „stop”, lub samochody znajomych. Tu jest pewna „transakcja” – ja ich zabieram w ciekawe miejsca, a oni mnie do autka:).
Bywam wszędzie, gdzie można zobaczyć coś ciekawego. Od Tatr do Bałtyku, od wschodu do zachodu i po przekątnej też. Dobrze mi w krajach sąsiadów tych bliższych i dalszych. Lubię poznawać „nowe” ale jest też wiele miejsc do których wracam z sentymentem. Najbliższe sercu są jednak góry. Najlepszą obecnie partnerką jest Gordana, czyli moja wnuczka. Ona już „może” a ja jeszcze „mogę” więc siły są wyrównane.
Lubię dokumentować swoje wyprawy, a co za tym idzie – dzielić się zdobytą wiedzą z innymi. Dzięki OPK jestem „tu”… i relacjonuję „czasy współczesne”. Jeżeli Czytelnik ma ochotę coś więcej wiedzieć o mnie i zajrzeć do mojej turystycznej przeszłości, zapraszam do wspomnień w cyklu
„Iść…ciągle iść…”: cz. I, cz. II, cz. III, cz.IV, cz. V

komentarze: 0
przeczytaj cały artykuł






