Reklama:

Borşa. Szlaki prowadzą na Pietrosul

dodany: 08.04.2010, autor: Anna Ochremiak

Borşa. Szlaki prowadzą na Pietrosul
fot: Anna Ochremiak

Góry Rodniańskie w najwyższych partiach przypominają nieco nasze Tatry Zachodnie. Ze względu na charakter rzeźby nazywane są czasem szumnie Alpami Rodniańskimi.

Najwyższy ich szczyt Pietrosul (2305 m. n.p.m.), jest jednocześnie najwyższy w całych Karpatach Wschodnich. Sąsiednia Rebra i oddalony nieco na wschód stożkowaty Ineul wyznaczają najwyższą i najbardziej skalistą część grani. W dole, w lodowcowych cyrkach i kotłach błyszczą niewielkie jeziorka, których w całym masywie naliczono aż 36. Za najpiękniejsze uważa się największe, położone pod Ineulem na wysokości 1815 m Lala Mare. Wędrowanie nie sprawia tu żadnych trudności, ale – inaczej niż w Górach Marmaroskich – znajdziemy więcej towarzystwa na szlaku. Nie spodziewajmy się jednak tłoku takiego jak u nas. Po prostu należy się liczyć z tym, że spotkamy kogoś na szczycie albo na biwaku. Może nawet będzie to kilka osób...

Na Pietrosulu znowu Słowacy: ci sami zresztą, co pod Fărcăulem w Górach Marnmaroskich, kilka dni wcześniej. Opijając borovičką miłe spotkanie (oni byli lepiej przygotowani niż my) spoglądamy razem na widoczny jak na dłoni łuk Karpat. Na biwaku – grupa plecakowych. Oczywiście Polacy, studenci. I jeszcze samotny Niemiec. To wszyscy.
W doskonałą (węgierską) mapę najlepiej zaopatrzyć się jeszcze w Polsce. Na miejscu raczej nie ma co liczyć na zakup, a jeśli nawet uda nam się coś znaleźć, jakość będzie pozostawiać wiele do życzenia. Za to szlaki w Górach Rodniańskich są bardzo dobrze oznakowane i gęstą siecią pokrywają całe pasmo. W górach nie ma co prawda schronisk (było jedno, ale padło), jednak co mniej więcej pół dnia drogi wyznaczono miejsca, na których wolno biwakować. Nie można natomiast stawiać namiotu byle gdzie, bo Góry Rodniańskie chronione są jako park narodowy, a masyw Pietrosula wpisano na listę rezerwatów biosfery UNESCO. Można też na lekko atakować szczyty z bazy u podnóża gór, ale warto mieć na uwadze to, że każda taka wyprawa to bity dzień marszu i konieczność pokonania półtora tysiąca metrów w pionie.

Doskonałym miejscem wypadowym w góry jest gwarna miejscowość Borşa. Znajdziemy nocleg albo w tutejszych hotelach, albo w odległym o 10 km na wschód kompleksie turystycznym. Kompleks wybudowano w poprzedniej epoce. Po latach upadku podnosi się teraz z ruiny, a właściwie ta jego część, która znalazła prywatnego właściciela. Co nie znalazło, straszy monumentalnym korytarzem, smutnym cieciem, zapachem socjalistycznej toalety i absolutną niemożnością przenocowania ani zjedzenia czegokolwiek. Tuż obok, u prywatnej inicjatywy czysto, recepcjonista mówi po angielsku, całkiem porządny obiad w restauracji z menu w trzech językach kosztuje kilkanaście złotych, a pokój dwuosobowy 120. Wokół budują się domy, widać, że z przeznaczeniem na kwatery dla turystów.

Z tyłu za hotelem grupka ludzi czeka, aż uzbiera się dostatecznie wielu chętnych do wyjazdu na górę dwukilometrowym wyciągiem krzesełkowym. Wtedy dopiero obsługa odpali silniki. Zdarza się to co pół godziny, czasem co godzinę. Krzesełko – to widać – też pochodzi z poprzedniej epoki, ale jest bardzo ładnie odmalowane, zadbane. Za to na górze – łąka, pasą się krowy, a pan obsługujący górną stację sprzedaje piwo. Widać był tu kiedyś pawilon gastronomiczny, ale dziś straszy zrujnowanym murem i powybijanymi szybami. Dalej jeszcze czterystumetrowy orczyk. Całość daje szeroką, widokową dwuipółkilometrową trasę narciarską. Musi być fajnie. Podobno miejsca na zimę trzeba rezerwować już latem.

tekst ukazał sie w magazynie Wasze Podróże

zajrzyj na te strony:

komentarze: 0

Zobacz, gdzie to jest

Reklama:

Pooglądaj na zdjęciach

fot: Anna Ochremiak

Znajdź nas na Facebook'u

Zaproś znajomych ze szlaku

Jeśli na naszych stronach znajdujesz ciekawe informacje, zaproponuj im, by również tu zaglądali.

jego e-mail