Lukka. Najpiękniejsze miasto Toskanii
dodany: 21.12.2009, autor: Adam Gąsior
Chociaż o żadnemu z miast Toskanii nie można odmówić uroku, to jednak u mnie palmę pierwszeństwa w konkursie piękności otrzymała mniejsza od większości z nich i mniej popularna Lukka.
Niewielkiemu miastu warto poświęcić cały dzień, a na pewno odwdzięczy się nam ukazaniem swych licznych zalet. Warto ją obejrzeć w pełnym świetle i przy ostatnich promieniach zachodzącego słońca. Żeby w pełni docenić uroki Lukki, zakochać się w niej, trzeba przejść się uliczkami, zatrzymać na placach, posiedzieć przy kawie w małej kafejce, ale i obejrzeć niemal z lotu ptaka oraz obejść starówkę dookoła po dawnych murach.
Wjeżdżając do miasta i kierując się napisami wskazującymi centrum natrafiamy na okalające od wieków najstarszą część Lukki mury. Pochodzące z XVI-XVII wieku, w wieku XIX zostały zamienione na ciąg alejek spacerowych. Najlepiej zostawić samochód na zewnątrz murów (bezpłatne miejsca parkingowe.
Na początek możemy tuż za bramą wynająć rower i przejechać się po murach. Czterokilometrowa trasa nie sprawia żadnych trudności a pozwoli podziwiać starówkę z zewnątrz. Po powrocie, już pieszo zagłębiamy się a labirynt uliczek.
Uzbrojeni w przewodnik wiemy, że jest tu kilka miejsc "obowiązkowych" do zwiedzenia. Na razie rozkoszujemy się zapachem starych murów, kamieniczek, barwą ścian i bruku. Na większości uliczek nie ma tłoku normalnego w innych miastach Toskanii. Jedynie główną ulicą handlową Via Filungo trudno przejść bez potrącenia innych przechodniów. Tu ulokowały się sklepy najsłynniejszych firm odzieżowych, cukiernie, restauracje.
Uciekamy w bok, ku ciszy. Spacerując warto przyglądać się uważnie fasadom budynków, wejściom, bramom. Na wielu zachowały się stare, oryginalne kołatki, dzwonki, skrzynki pocztowe, religijne obrazki, okucia okienne i barierki balkonów. Drogę przebiega nam leniwy kot, który szybko rozkłada się na plamie słonecznej na trotuarze.
Krążąc po starej części miasta na pewno trafimy na pierwszą osobliwość. Z kilku uliczek bramy prowadzą na owalny plac Pizza Anfiteatro. Plac powstał w miejscu dawnego amfiteatru rzymskiego. Rzymianie zbudowali Lukkę w II wieku p.n.e. Sto lat później poza obrębem miasta zbudowali amfiteatr. W wieku szóstym wewnątrz jego zbudowano kamienice, na domy zamieniono też zewnętrzne ściany amfiteatru.
W wieku XIX wnętrze oczyszczono z domów mieszkalnych i tak powstał plac w obecnym kształcie. Wysoko na niektórych fasadach można z łatwością odczytać ślad dawnych łuków rzymskich wypełnionych ścianami z kamienia i cegły. Dookoła królują kawiarenki i sklepy, na środku często instaluje się sezonowe wystawy, rzeźby.
Nie można przegapić dwóch najsłynniejszych świątyń Lukki. Większość gości odwiedza katedrę San Martino żeby zobaczyć Folto Santo (Święto Twarz). W oktagonalnej kaplicy, za kratami wisi trzymetrowej wielkości drewniany krucyfiks a na nim wizerunek Chrystusa. Twarz tu przedstawiona uchodzi za prawdziwy wizerunek Jezusa z Nazaretu. Według legendy rzeźba jest autorstwa Nikodema, jednego z uczniów Chrystusa. Podczas pracy przestraszył się, że nie podoła zadaniu. Gdy zasnął przy śniło mu się, że pracę dokończyli za niego aniołowie. Gdy się zbudził zobaczył ukończony krucyfiks. Dalsze losy były równie niezwykłe. Po śmierci Nikodema krzyż został ukryty w jaskini i dopiero kilkaset lat później anioł nawiedził we śnie biskupa Gualfredo pielgrzymującego do Jerozolimy zdradzając mu miejsce ukrycia figury. Ten kazał umieścić ją w łodzi bez załogi i powierzyć jej losy opiece Boga. Łódź dotarła w pobliże portu Luni w Toskanii, gdzie zawiadomiony przez rybaków biskup Lukki Giovanni wspólnie z mieszkańcami portu wydobył ją na brzeg. Oczywiście każda miejscowość chciała ją zatrzymać dla siebie, biskup kazał więc wsadzić krucyfiks na wóz bez woźnicy. Woły zaciągnęły wóz aż do Lukki i tu zatrzymały się. Rzeźbę umieszczono w kościele San Frediano (można tu obejrzeć freski ilustrujące tę historię), ale pierwszej nocy zniknęła i znaleziono ją w kościele San Martino. Uznano to za cud a kościół zyskał rangę katedry.
Najpiękniejszą świątynią w mieście jest niewątpliwie kościół San Michel in Foro. Romańska fasada uchodzi nawet za jedną z piękniejszych w całej Italii. Rzeczywiście zdobiące ją cztery arkadowe loggie robią wielkie wrażenie. Fasada przypomina nieco renesansową attykę, wyniesiona jest bowiem o kilkanaście metrów nad poziom dachu kościoła. Najlepiej to widać z placu z boku budynku. Stąd też widać najlepiej niezwykle wyglądające schodki kamienne przyklejony jakby do fasady od tyłu. Kiedyś najprawdopodobniej prowadziły do jednej z wieżyczek, obecnie urwane wyglądają nieco abstrakcyjnie.
W cieniu arkad placu możemy wypocząć przy stoliku kawiarnianym, obejrzeć występ ulicznego grajka lub maga - zawsze ktoś to zabawia turystów i przechodniów.
Wizyty na innym placu nie mogliśmy sobie odmówić ze względu na patrona. Pizza Napoleone to największy i najgwarniejszy z placów Lukki. Obsadzony platanami, otoczony fasadami monumentalnych pałaców, zapełniony jest turystami i miejscowymi odpoczywającymi w cieniu drzew lub parasolek licznych kafejek.
Pora spojrzeć na miasto z góry. Odnajdujemy uliczkę Via Guinigi. Dominuje tu barwa czerwona, ceglasta. Z cegieł zbudowano zachowane świetnie do dzisiaj palazzi. Fasady przecięte są smukłymi marmurowymi, białymi kolumnami. Dochodzimy do Palazzo Guinigi stojącego na rogu ulicy Sant Andrea. Czeka nas kilkuminutowa wspinaczka na XV wieczną wieżę Torre Guinigi. Lekki wysiłek jest bogato wynagrodzony. Z dachu wieży, na którym rosną dwa dęby rozpościera się wspaniała panorama miasta. Promienie zachodzącego słońca ślizgają się po morzu czerwonych dachówek, wąskie wąwozy uliczek giną już w cieniu, w oddali widać wzgórza Toskanii, jedyny gwar to inni turyści, którzy dotarli tu na górę razem z nami. W kilku językach brzmią okrzyki zachwytu, trzeszczą migawki aparatów fotograficznych. Gdy znajdziemy chwilę spokoju uważniej możemy przyjrzeć się miastu z góry. Ponad dachami domów górują wieże kościelne, gdzieniegdzie dominują mury pałacowe. Na dachach i tarasach widać ogródki, drzewka uginające się pod cytrynami, gdzie indziej suszy się pranie. I pomyśleć, że miasto to wygląda prawie tak samo od pięciuset lat.
autor jest redaktorem naczelnym Magazynu Turystycznego Wasze Podróże
zajrzyj na te strony:
![]() |
„Florencja to najpiękniejsze miasto na świecie. Urodziłem się tu 40 lat temu, ale od 10 lat mieszkam w Polsce i dopiero teraz, z dystansu, zaczynam doceniać, w jak pięknym miejscu miałem szczęście się wychować” pisze na stronach albumu „Moja Toskania” Witold Casetti. W przewodniku pod tym samym tytułem opisywał ulubione zakątki Toskanii, tutaj pokazuje na zdjęciach jej barwy, zapachy i klimaty. |












