Stoh. Stare słupki na granicznej górze
dodany: 07.04.2010, autor: Anna Ochremiak
Szczyty ciągnących się wzdłuż ukraińskiej granicy Gór Marmaroskich sięgają prawie dwu tysięcy metrów, ale w charakterze zbliżone są do naszych Bieszczadów. Tylko bardziej rozległe, bardziej strome i naprawdę bardzo puste.
W ciągu kilku dni spotkaliśmy jedynie grupkę wędrujących grzbietem głównym z ciężkimi worami na plecach Polaków i wbiegających na lekko na najwyższy szczyt Słowaków.
Długie, ciągnące się kilometrami doliny ograniczają strome, zalesione zbocza. Ponad granicą lasu, na połoninach pasą się owce, krowy, konie. Przy nich z rzadka zobaczymy pasterzy, w czasie wędrówki na pewno natkniemy się na ich letnie siedziby - stâny. Zawsze możemy liczyć na życzliwość ludzi. Nie zawsze na przyjaźń towarzyszących im pasterskich psów.
Góry są w ogóle niezagospodarowane turystycznie. Nie ma tu schronisk, a szlak turystyczny widziałam tylko jeden. Wyznakowano go z krańca wsi Poienile de sub Munte, do Vânderel, uroczego jeziorka zawieszonego na skraju przełęczy pod najwyższym szczytem Fărcăul (1961 m). Przebiegnięcie tej trasy i zdobycie szczytu możliwe jest w ciągu całego dnia, ale znacznie przyjemniejsza jest kilkudniowa wędrówka odkrytymi grzbietami z namiotem. Obfitujące w wodę i drewno na ognisko góry to coś, o czym marzą wszyscy chyba biwakowicze, zwłaszcza że nie ma w tej sprawie żadnych ograniczeń. A kto usłyszy niosący się po górach o zmroku głos trombity, zapamięta go na długo.
Poważnym utrudnieniem jest brak jakiejkolwiek mapy. Po prostu chyba w Rumunii jej nie wydano? My chodziliśmy z broszurką, w której był odręczny rysunek sprzed z górą dwudziestu lat. Dało się, ale... małą pomyłkę w odliczaniu dolin przypłaciliśmy kilkoma godzinami nieplanowanego marszu (na szczęście w przepięknej okolicy), a próbę zejścia z grzbietu jak nam podpowiadała fantazja, zaplątaniem się w bezładną sieć owczych ścieżek, prowadzących to tu, to tam, ale wcale nie do dna doliny, gdzie czekał na nas samochód. Dopiero po powrocie do kraju udało mi się znaleźć taką mapę, na której była spora część naszej wędrówki. Bo kto by pomyślał, że wybierając się w rumuńskie góry trzeba kupić węgierską mapę Ukraińskiej Czarnohory...
Wędrując przez dość bezludne góry wyobrażamy sobie spotkanie z niedźwiedziem. To pewnie możliwe, ale nie przyzwyczajajmy się do tej myśli. Zwierz, nieprzyzwyczajony do turystów, głupi nie jest i wie, że od człowieka może spodziewać się tylko zła. Chowa się więc, jak może. Zupełnie poważnie trzeba się natomiast liczyć ze spotkaniem z pogranicznikami. Raczej nic złego nas z ich strony nie czeka. Kontrola dokumentów, czy to na dole, przy schowanej w dolinie strażnicy, czy tu, na granicznej ścieżce, i ostrzeżenie, by nie przechodzić na drugą stronę, bo Ukraińcy łapią, albo żądają pieniędzy. Polacy, których spotkaliśmy po drodze opowiadali o podobnych kłopotach. Nas nic takiego nie dotknęło. Podejrzewam zresztą, że wędrując po przeciwnej, ukraińskiej stronie grzbietu, można się spotkać z podobnymi ostrzeżeniami.
Najwyższym wzniesieniem Gór Marmaroskich jest Fărcăul, położony nieco w bok od głównego, granicznego grzbietu. ładna i widokowa góra. I warto na nią wejść, jak na najwyższy szczyt przystało. Ale najciekawszym, z przyczyn sentymentalnych tylko, jest niewyględny, zalesiony prawie pod wierzchołek Stoh (Stogul). To na tym, sięgającym 1653 m wzniesieniu zbiegały się przed II wojną światową trzy granice: rumuńska... czechosłowacka i... polska. Rumunia pozostała w tym miejscu gdzie była, Czechosłowacji już nie ma, Słowacja i Polska straciły ziemie na rzecz wyzwolicieli. Na szczycie do tej pory, obok współczesnych słupków rumuńskiego i ukraińskiego stoi okrągły, trójdzielny betonowy słup, wyznaczający przebieg dawnych granic. Pamiątką po rubieży Kraju Rad, jest jeszcze teraz widoczny doskonale pas ziemi, oranej kiedyś codziennie przez całe dziesięciolecia. Teraz też chyba trochę pełni swoją funkcję, choć nikt nie ma pary orać jej co rano. Z wierzchołka Stoha roztacza się przepiękny widok na Góry Rodniańskie po rumuńskiej stronie i Czarnohorę z Howerlą i Popem Iwanem po ukraińskiej.
Warto wiedzieć
Ogromną atrakcją Gór Marmaroskich jest przejazd wąskotorową kolejką w głąb doliny rzeki Vaser. Pociąg snuje się niemiłosiernie przystając co chwilę, czy to z przyczyn technicznych, czy towarzyskich. Jest więc dużo czasu na podziwianie widoków. Tam i z powrotem można obrócić w ciągu jednego dnia, ale trzeba zdążyć na start w Vişeu de Sus przed ósmą rano.
tekst ukazał sie w magazynie Wasze Podróże
zajrzyj na te strony:













