Cezary Rudziński Artykułów: 1006

Cezary Rudziński

Podróżuję od… trzeciego tygodnia życia, czyli już baaardzo długo. Po prostu mama doszła do wniosku, że zdrowiej dla mnie będzie, jeżeli pierwsze (a później dwa następne) lato spędzę u jej przyjaciółki na wsi. Na tyle blisko od miasta, aby tata mógł przyjeżdżać nawet kilka razy w tygodniu. Potem były wyjazdy „na letniska”, kajakowe spływy z rodzicami Pilicą, zimowe ferie w górach i wizyty u dziadków we Lwowie. Nawet podczas wojny niezbyt dalekie podróże po okupacyjnym GG. Chociaż wówczas „podróżowałem” głównie oglądając atrakcje świata na znaczkach pocztowych. To filatelistyka zrodziła we mnie chęć podróżowania.

Po wojnie wyjeżdżałem na coraz liczniejsze wycieczki, rajdy i obozy: harcerskie, PTTK-owskie, studenckie oraz włóczęgi z przyjaciółmi w kraju i zagranicą. A w ostatnich latach także z wnuczką. W młodości „ostro” chodziłem po górach zaliczając chyba wszystkie, od Garłucha w dół, nie tylko tatrzańskie, liczące się szczyty po obu stronach polsko-czesko-słowackiej granicy. Osiągalne bez – bo mieszkając dosyć daleko od gór nie uległem pasji taternictwem – stosowania technik alpinistycznych, ale zdobywając Złotą G.O.T. W górach krymskich natomiast odznakę „Turist SSSR”.

Z czasem „liznąłem” również góry Kaukazu, Alpy, Apeniny, Himalaje, Andy – o mniej istotnych nie wspominając. I trochę wody. Pływałem po i we wszystkich oceanach, blisko 20 morzach, największych rzekach świata i kontynentów: Amazonce, Nilu, Mekongu, Wołdze, Dunaju, Dnieprze i wielu innych. Po wielkich jeziorach: Titicaca czy Karibu – łącznie pod blisko 40 różnymi banderami.

Jako dziennikarz, pilot wycieczek, a przede wszystkim podróżnik i turysta zjeździłem już, z nielicznymi wyjątkami, całą Europę i setki miejsc na czterech innych kontynentach. Mam, oczywiście, swoje ulubione kraje i miasta, do których wracam, lub jestem gotów wrócić przy każdej okazji: Budapeszt, Florencję – i co najmniej kilkanaście innych miast włoskich, podobnie jak hiszpańskich, Lwów, Kijów, Paryż, Pragę, Wiedeń, Wilno. A poza Europą Chiny, Indie, Indonezję, Nepal, Sri Lankę, Tybet, Tajlandię, Birmę i inne kraje tego regionu, Azję Środkową, Zakaukazie, Egipt i Bliski Wschód, RPA, Tunezję, Maroko, Meksyk czy Peru.

Są jednak i miejsca, do których ciągle nie mogę dotrzeć, chociaż wybieram się tam od dawna, a obok niektórych przejeżdżałem już w odległości kilkunastu – kilkudziesięciu kilometrów: Andora, Lichtenstein, Bhutan czy kraje Ameryki Środkowej. Podczas każdej podróży sporo fotografuję – w archiwum mam tysiące zdjęć, w tym większość jeszcze nie publikowanych.

A po powrocie – lub w trakcie pobytu zagranicą – piszę reportaże i relacje. Nie licząc artykułów na inne tematy, głównie społeczne, gospodarcze czy historyczne. Przy czym o turystyce i wypoczynku już… ponad 60 lat. Także w książkach i broszurach. Nie bez – dodam nieskromnie – sukcesów: ponad pół setki medali, statuetek, nagród i innych wyróżnień za twórczość dziennikarską i autorską. Tego co już opublikowałem zebrało się też sporo… tysięcy pozycji. Więcej o mnie przeczytać można w Leksykonie Polskiego Dziennikarstwa, International authors and writers who’s who (Cambridge), Who is Who w Polsce 2011, 2012, 2013 i paru innych źródłach.

Artykuły:

Na razie z tych wysp turystyczną atrakcją jest tylko Dżamira. W ciągu siedmiu lat od czasu mojego, poprzedniego na niej pobytu, sporo się tu zmieniło. Budowa trwa bowiem nadal...

Do Piotrkowa Trybunalskiego mam stosunek szczególny, gdyż jest to moje miasto rodzinne. Przeżyłem w nim pierwsze ponad 15 lat życia i wiele pięknych, ale również bardzo trudnych chwil.

Sporo wartych uwagi tablic pamiątkowych znalazłem w Odessie. Przy ul. Deribasowskiej, na ścianie byłego liceum Richelieu, w którym mieszkał i pracowała Adam Mickiewicz, znalazłem poświęconą naszemu poecie.

Zwiedzając Kijów natrafiłem na dom, na zewnętrznych ścianach którego znajduje się, nie jak zwykle, jedna, dwie, lecz ponad 20 takich tablic pamiątkowych! Nie spotkałem się z czymś podobnym nigdzie indziej...

Legenda przypisuje założenie miasta żyjącemu w I połowie XII w. możnowładcy Piotrowi Duninowi zwanemu Włostowicem, od którego imienia miało ono otrzymać nazwę. Drugi jej człon – Trybunalski – nawiązuje do czasów, gdy miasto było siedzibą Trybunału Koronnego.

Starą część Szardży najlepiej jednak poznawać pieszo. Można wtedy zobaczyć najwięcej, przynajmniej z zewnątrz. Bo podobno już z ponad 600 (!) meczetów wybudowanych w Szardży, tylko trzy dostępne są dla innowierców.

Współcześnie Szardża jest dynamicznie rozwijającym się centrum przemysłu, handlu i kultury, a ostatnio również turystyki. Odnotowującym w każdej z tych dziedzin znaczące sukcesy.

Emirat ten ma historię jeszcze krótszą i mniej wyrazistą, niż wielokrotnie mniejszy sąsiedni Dubaj, czy niewielka, ale obecnie też robiąca światową karierę Szardża (Sharjah), a nawet najmniejszy ze wszystkich Adżman (Ajman) szczycący się najstarszym w ZEA fortem.

Odwiedziłem galerię w niedzielne przedpołudnie. W kolejce do kasy stało kilka – kilkanaście osób. W salach wystawowych było pełno. Wśród zwiedzających sporo osób starszych, ale również młodzieży, naprawdę interesujących się sztuką.

Jest tu raptem nieco ponad 500 pozycji w kolekcji stałej, organizowane są wystawy czasowe. Muzeum mieści się, w specjalnie dla niego wybudowanym trzypoziomowym gmachu, którego architektura nawiązuje do tradycyjnych arabskich suków – krytych bazarów.

Napiszmy razem przewodnik

Dlaczego otwarty? Bo jego pisanie nigdy się nie kończy... Bo może go pisać każdy, także Ty...

przyślij swój tekst i zdjęcia

Jak Wam się podoba?

Co Ci się podoba w Otwartym Przewodniku? Co denerwuje, drażni, przeszkadza? Jakie elementy rozwinąć, by było jeszcze ciekawiej?

Czekamy na Twoją opinię...
Obserwuj stronę na Google+
Wszystkie materiały zamieszczone na naszym portalu chronione są prawem autorskim. Możesz skopiować je na własny użytek.
Jeśli chcesz rozpowszechniać je dla zysku bez zgody redakcji i autora – szukaj adwokata!

Ta strona używa cookies. Można zmienić ich ustawienia w przeglądarce. Dowiedz się więcej o naszej Polityce Cookies

..

Zamknij