Cezary Rudziński Artykułów: 1112

Cezary Rudziński

Podróżuję od… trzeciego tygodnia życia, czyli już baaardzo długo. Po prostu mama doszła do wniosku, że zdrowiej dla mnie będzie, jeżeli pierwsze (a później dwa następne) lato spędzę u jej przyjaciółki na wsi. Na tyle blisko od miasta, aby tata mógł przyjeżdżać nawet kilka razy w tygodniu. Potem były wyjazdy „na letniska”, kajakowe spływy z rodzicami Pilicą, zimowe ferie w górach i wizyty u dziadków we Lwowie. Nawet podczas wojny niezbyt dalekie podróże po okupacyjnym GG. Chociaż wówczas „podróżowałem” głównie oglądając atrakcje świata na znaczkach pocztowych. To filatelistyka zrodziła we mnie chęć podróżowania.

Po wojnie wyjeżdżałem na coraz liczniejsze wycieczki, rajdy i obozy: harcerskie, PTTK-owskie, studenckie oraz włóczęgi z przyjaciółmi w kraju i zagranicą. A w ostatnich latach także z wnuczką. W młodości „ostro” chodziłem po górach zaliczając chyba wszystkie, od Garłucha w dół, nie tylko tatrzańskie, liczące się szczyty po obu stronach polsko-czesko-słowackiej granicy. Osiągalne bez – bo mieszkając dosyć daleko od gór nie uległem pasji taternictwem – stosowania technik alpinistycznych, ale zdobywając Złotą G.O.T. W górach krymskich natomiast odznakę „Turist SSSR”.

Z czasem „liznąłem” również góry Kaukazu, Alpy, Apeniny, Himalaje, Andy – o mniej istotnych nie wspominając. I trochę wody. Pływałem po i we wszystkich oceanach, blisko 20 morzach, największych rzekach świata i kontynentów: Amazonce, Nilu, Mekongu, Wołdze, Dunaju, Dnieprze i wielu innych. Po wielkich jeziorach: Titicaca czy Karibu – łącznie pod blisko 50 różnymi banderami.

Jako dziennikarz, pilot wycieczek, a przede wszystkim podróżnik i turysta zjeździłem już, z nielicznymi wyjątkami, całą Europę i setki miejsc na czterech innych kontynentach. Mam, oczywiście, swoje ulubione kraje i miasta, do których wracam, lub jestem gotów wrócić przy każdej okazji: Budapeszt, Florencję – i co najmniej kilkanaście innych miast włoskich, podobnie jak hiszpańskich, Lwów, Kijów, Paryż, Pragę, Wiedeń, Wilno. A poza Europą Chiny, Indie, Indonezję, Nepal, Sri Lankę, Tybet, Tajlandię, Birmę i inne kraje tego regionu, Azję Środkową, Zakaukazie, Egipt i Bliski Wschód, RPA, Tunezję, Maroko, Meksyk czy Peru.

Są jednak i miejsca, do których ciągle nie mogę dotrzeć, chociaż wybieram się tam od dawna, a obok niektórych przejeżdżałem już w odległości kilkunastu – kilkudziesięciu kilometrów: Andora, Lichtenstein, Bhutan czy kraje Ameryki Środkowej. Podczas każdej podróży sporo fotografuję – w archiwum mam tysiące zdjęć, w tym większość jeszcze nie publikowanych.

A po powrocie – lub w trakcie pobytu zagranicą – piszę reportaże i relacje. Nie licząc artykułów na inne tematy, głównie społeczne, gospodarcze czy historyczne. Przy czym o turystyce i wypoczynku już… ponad 60 lat. Także w książkach i broszurach. Nie bez – dodam nieskromnie – sukcesów: ponad 70 medali, statuetek, nagród i innych wyróżnień za twórczość dziennikarską i autorską. Tego co już opublikowałem zebrało się też sporo… tysięcy pozycji. Więcej o mnie przeczytać można w Leksykonie Polskiego Dziennikarstwa, International authors and writers who’s who (Cambridge), Who is Who w Polsce 2011, 2012, 2013 i paru innych źródłach.

Artykuły:

Każde z pomieszczeń jest dokładnie opisane, z ich historią, ciekawostkami, informacjami o ludziach, którzy tu bywali, bez pomijania dosyć wstydliwego przecież okresu fascynacji gospodarzy nazizmem.

Nazwę domu w którym zamieszkał Richard Wagner, kompozytor wymyślił dokonując nieprzetłumaczalnej na język polski zbitki dwu słów: Wahn, co znaczy zarówno złudzenie jak i szaleństwo, oraz Fried(e) – pokój lub wolność.

Gdy w 1872 r. Wagner przeniósł się z rodziną do stolicy Górnej Frankonii, rozpoczął zabiegi o zbudowanie w Bayreuth wielkiego, operowego Teatru Festiwalowego, na miarę swoich wizji muzycznych.

Kamienna fasada opery nie jest specjalnie atrakcyjna. Ale wnętrze: widownia z balkonami oraz scena jest oszałamiająca, nawet dla nie przepadających za przepychem baroku.

Coroczne, organizowane od 1876 r., operowe Festiwale Wagnerowskie odbywają się w wybudowanym według projektu kompozytora na tamtejszym Zielonym Wzgórzu Teatrze Festiwalowym.

Kolekcję zaczął tworzyć w roku 1839 archeolog Demetrios Piderides. Przeznaczył na ten cel znaczną część swojego majątku. Pragnął ratować zabytki Cypru, grabione i chętnie wywożone przez cudzoziemców.

Historycy przyjmują, że Kurion założony został w XIII w. p.n.e. przez kolonistów z Argos – antycznego miasta na Peloponezie, w czasach kultury mykeńskiej. Ale z tamtych czasów nie zachowało się praktycznie nic.

Ściany podtrzymują stare, poczerniałe, drewniane belki. Największym skarbem świątyni są jej oryginalne, chociaż zachowane w różnym stanie, freski. Malowano je przez sześć wieków, zapełniając każdy centymetr ścian, stropu i wnętrza kopuły.

Idea Parku Rzeźb narodziła się niedawno, a jej realizacja rozpoczęła w 2014 roku. Wówczas to zorganizowano tu pierwszy plener rzeźbiarski nazwany sympozjum. Zaproszeni artyści pozostawili wykonane przez siebie dzieła.

Z zewnątrz dawny klasztor zachowujący tę nazwę nadal przypomina średniowieczny zamek otoczony kamiennymi murami. Na jego dziedziniec wchodzi się przez bramę w grubym murze, zamykaną na noc ciężkimi drewnianymi wrotami.

Napiszmy razem przewodnik

Dlaczego otwarty? Bo jego pisanie nigdy się nie kończy... Bo może go pisać każdy, także Ty...

przyślij swój tekst i zdjęcia

Jak Wam się podoba?

Co Ci się podoba w Otwartym Przewodniku? Co denerwuje, drażni, przeszkadza? Jakie elementy rozwinąć, by było jeszcze ciekawiej?

Czekamy na Twoją opinię...
Obserwuj stronę na Google+
Wszystkie materiały zamieszczone na naszym portalu chronione są prawem autorskim. Możesz skopiować je na własny użytek.
Jeśli chcesz rozpowszechniać je dla zysku bez zgody redakcji i autora – szukaj adwokata!

Ta strona używa cookies. Można zmienić ich ustawienia w przeglądarce. Dowiedz się więcej o naszej Polityce Cookies

..

Zamknij