Mompox
Czas biegnie tutaj inaczej

Bus popsuł się akurat w środku dnia, gdy zatrzymaliśmy przy regularnej kontroli wojskowej – stali przed mostem. Zanim przyjechał następny bus z miasta, spędziliśmy całą godzinę czekając pod drzewem. Wojsko poszło, samochody pojechały, a ósemka pasażerów została...
Podoba Ci się ten tekst? Powiedz o tym innym na Facebooku
lub na Google+
fot: Katarzyna Pąk
Mompox. Czas biegnie tutaj inaczej
Łańcuszek ludzi dobrej woli sprawił, że nas przerzucali z jednego do drugiego busa, upewniali się sami, czy to jedzie w pożądanym kierunku.
Uwaga! Materiał został zamieszczony w naszym portalu już ponad rok temu.
A świat się zmienia… Niektóre informacje praktyczne mogą okazać się nieaktualne!

Czas biegnie tutaj inaczej. Albo przyspiesza, albo wolno, jak rzeka Magdalena, wije się wokół. Jechałyśmy do tutejszego Macondo, tego z Marqueza, 12 godzin.

Znałyśmy tylko pierwszy transport, później była to niewiadoma: jakim autobusem, taksówką czy łodzią, promem… Łańcuszek ludzi dobrej woli sprawił, że nas przerzucali z jednego do drugiego busa, upewniali się sami, czy to jedzie w pożądanym kierunku. I tak przez mini-bus, taksówkę, bus, łódkę i taksówkę plus motor, dostałyśmy się na wyspę na Rio Magdalena, gdzie leży miasteczko Mompox.

Jeden z busów popsuł się akurat w środku dnia, gdy zatrzymaliśmy przy regularnej kontroli wojskowej – stali przed mostem. Zanim przyjechał następny bus z miasta, spędziliśmy całą godzinę czekając pod drzewem. Wojsko poszło, samochody pojechały, a ósemka pasażerów została: z dziadkiem który sprzedawał pod drzewem naturalne kokosy jako napój orzeźwiający.

Z tej ósemki  jeden to był młodym rzutkim z Blackberry,  jadącym do klienta w interiorze, drugi to jakiś sprzedawca ze sklepu bławatnego dopytujący się o Poskę, pani nierozmowna, cichy dziadek z czerwonym ptaszkiem w klatce i młodzieniec w białych czystych skarpetkach, białych podrabianych nike-ach , z małym plecaczkiem i w czyściutkiej bluzeczce – cały był bardzo schludny.

Młodzieniec przysiadł się na mój pieniek i oznajmił cicho, że nigdy mu się nie zdarzyło, by popsuł się bus, ale on po raz pierwszy wyjechał z domu, toteż i przygoda jest pierwsza w swoim rodzaju. Dodał, że nie było go w domu miesiąc i 27 dni.

No… zabrzmiało to jak zachęta do pytania, więc jasne, że spytałam o przyczyny wyjazdu. – Ukradłem narzeczoną i uciekliśmy z domu. – Teraz wraca do Villa de los Altos w górze rzeki Magdalena, skąd pochodzi, bo narzeczona go zdradziła. Odeszła z innym. Wraca sam, rodzina czeka, a rodzina narzeczonej mieszka pięć domów dalej… nie wiedział co teraz będzie, ale pozostawanie w mieście –wracał z Barranquia – nie miało sensu, skoro ona odeszła z „otra persona”.

Póki nie dosiadł się sprzedawca, powiedział jeszcze, że ma dwanaścioro rodzeństwa, ale że jest najstarszy, to nie ma komu stawić czoła, gdyby rodzina narzeczonej coś miała naprzeciw. Chociaż ona ma tylko jednego brata… – Ale wiesz, – powiedział, bo ja jestem najstarszy z rodzeństwa z moją mamą, bo ta pozostała szóstka, to z innej mamy. Chociaż z rozmowy wynikało, że pomogła mu siostra mieszkająca w Barranqia z tej innej mamy…

Ja – praktycznie  – pytałam, z czego będzie żył, czy poszuka pracy w Los Altos… ale to chyba nie było w jego planach. W Los Altos się żyje… z tego co urośnie. I chyba projektami przyszłościowymi nikt nie zaprząta sobie głowy. No i jak tutaj nie pisać powieści? Top-scenariusze piszą się same.

 

Komentarze: 3

    mara, 22 kwietnia 2012 @ 09:11

    Telenowela na drodze. Tylko chłopaka żal…

    wędrowiec, 23 kwietnia 2012 @ 08:20

    Wcale nie trzeba jechać tak daleko, żeby wysłuchać podobna historię. Wystarczy wsiąść do naszego pekaesu i nawiązać kontakt z ludnością.Tymaczasem jesteśmy otwarci na kontakty na antypodach, zupełnie nie mamy ochoty słuchać tego, co ma nam do powiedzenia pani Zosia w moherowym berecie albo Zenek bez pierwszej jedynki. Jeśli tylko otwarlibyśmy się na ludzkie opowieści, usłyszelibyśmy niejedną love story w drodze do Wólki Górnej. Ale do Wólki Górnej, jeśli już jedziemy, to samochodem.A to nie sprzyja międzyludzkim kontaktom. Niestety.

    majka.m., 23 kwietnia 2012 @ 11:25

    W ogóle przestaliśmy rozmawiać w drodze. Nie rozmawiamy ani w pociągu, ani w autobusie. Nawet na wakacjach coraz więcej ludzi zamyka się w swoim towarzystwie i w ogóle nie ma ochoty na nawiązywanie kontaktów z miejscowymi. To się zmieniło

Dodaj komentarz
(Dozwolone typy plików: jpg, gif, png, maksymalny waga pliku: 4MB.)
(wymagany, niepublikowany)
Zobacz, gdzie to jest

Napiszmy razem przewodnik

Dlaczego otwarty? Bo jego pisanie nigdy się nie kończy... Bo może go pisać każdy, także Ty...

przyślij swój tekst i zdjęcia
ARTYKUŁ NALEŻY DO CYKLU W drodze do Macondo…

W drodze do Macondo…

To razem się składa. Może wyjść z tego latynoska telenowela albo noblowska powieść... Bo rzeczywistość jest tutaj całkiem jak z Márqueza – opowiada Katarzyna Pąk

Jak Wam się podoba?

Co Ci się podoba w Otwartym Przewodniku? Co denerwuje, drażni, przeszkadza? Jakie elementy rozwinąć, by było jeszcze ciekawiej?

Czekamy na Twoją opinię...
Obserwuj stronę na Google+
Wszystkie materiały zamieszczone na naszym portalu chronione są prawem autorskim. Możesz skopiować je na własny użytek.
Jeśli chcesz rozpowszechniać je dla zysku bez zgody redakcji i autora – szukaj adwokata!

Ta strona używa cookies. Można zmienić ich ustawienia w przeglądarce. Dowiedz się więcej o naszej Polityce Cookies

..

Zamknij

Zamknij