Przylądek Dobrej Nadziei
Chmury między oceanami

Widok jest fantastyczny. Wydaje się, że woda za chwilę zaleje i zmiecie położone na zboczach domy. Ale to złudzenie – tylko białe jak śnieg i gęste jak wata chmury powstałe ze zderzenia chłodnego powietrza atlantyckiego z ciepłym znad Oceanu Indyjskiego.
Podoba Ci się ten tekst? Powiedz o tym innym na Facebooku
lub na Google+
fot: Cezary Rudziński
Przylądek Dobrej Nadziei. Chmury między oceanami
Od zachodu granatowe zimnego atlantyckiego Prądu Benguelskiego, od wschodu szmaragdowe i ciepłe Prądu Przylądka Igielnego Oceanu Indyjskiego, zwanego tu – także na drogowskazach – Indykiem. Widok na ten bezmiar wody jest fascynujący, można by go podziwiać godzinami.
  • Przylądek Dobrej Nadziei. Chmury między oceanami
  • Przylądek Dobrej Nadziei. Chmury między oceanami
  • Przylądek Dobrej Nadziei. Chmury między oceanami
  • Przylądek Dobrej Nadziei. Chmury między oceanami
  • Przylądek Dobrej Nadziei. Chmury między oceanami
  • Przylądek Dobrej Nadziei. Chmury między oceanami
  • Przylądek Dobrej Nadziei. Chmury między oceanami
  • Przylądek Dobrej Nadziei. Chmury między oceanami
  • Przylądek Dobrej Nadziei. Chmury między oceanami

Widok jest fantastyczny. Przez wysoki na kilkaset metrów, wznoszący się nad zatoką grzbiet górski jak gdyby przelewała się gigantyczna fala tsunami.

Wydaje się, że za chwilę zaleje i zmiecie położone na zboczach domy. Ale to złudzenie –  tylko białe jak śnieg i gęste jak wata chmury powstałe ze zderzenia chłodnego powietrza atlantyckiego z ciepłym znad Oceanu Indyjskiego. To w tym rejonie, w okolicach przylądka – dla jednych Cabo Tormentoso – Burz, dla innych  Cabo da Boa Esperanca lub po angielsku Cape of Good Hope – Dobrej Nadziei oraz odległego o 40 km Cape Town – Kapsztadu zaczęła się nowożytna historia południa Afryki.

Pierwszym Europejczykiem, który zobaczył – oczywiście z oceanu – to miejsce w 1488 roku, wylądował w zatoce Algoa i nazwał Przylądkiem Dobrej Nadziei, był portugalski żeglarz Bartholomeu Diaz. W dziewięć lat później, w 1497 roku, jego rodak Vasco da Gama wylądował w zatoce Świętej Heleny, a później wyruszył dalej na wschód odkrywając nową drogę do Indii. Z wielu żeglarzy związanych z tym miejscem chyba najsławniejszym jest jednak „Latający Holender”, którego historia trafiła nawet na sceny operowe.

A było to tak. W roku 1641 Hendrik van der Decken płynąc wokół tego przylądka trafił na potężny sztorm, z którego, jak chce legenda, ocalił jego statek wezwany na pomoc diabeł. Ale od tamtej pory uszkodzony przez burzę, z podartymi żaglami i martwą załogą żaglowiec błąka się po morzach i ocenach. A spotkanie go, co ponoć zdarza się raz na kilkadziesiąt lat – ostatnio jakoby podczas II wojny światowej, według żeglarskich przesądów wróży nieszczęście. Dziś Przylądek Dobrej Nadziei – bo taka jednak utrwaliła się jego nazwa dzięki cichym i spokojnym zatokom w jego pobliżu, w których zmęczeni przez sztormy żeglarze znajdowali bezpieczne schronienie – jest popularnym celem wycieczek.

Miejsce u podnóża kilkudziesięciometrowej wysokości skały, w którym tablica wbita w plażę informuje, że to właśnie jest jeden z najsławniejszych przylądków świata, rozczarowało mnie. Ale wystarczyło przejechać do podnóża sąsiedniej znacznie wyższej skały – można dostać się tam również ścieżką nad urwiskami – i wejść lub wjechać kolejką szynową do starej latarni morskiej na szczycie Cape Point, aby znaleźć się w punkcie niezwykłym. 249 metrów niżej, o niemal pionowe skały bez przerwy biją i pienią się fale.

Od zachodu granatowe zimnego atlantyckiego Prądu Benguelskiego, od wschodu szmaragdowe i ciepłe Prądu Przylądka Igielnego Oceanu Indyjskiego, zwanego tu – także na drogowskazach – Indykiem. Widok na ten bezmiar wody jest fascynujący, można by go podziwiać godzinami. Tylko na dalekim horyzoncie majaczą jakieś białe plamy. Wydaje się, że to już Antarktyda, bo jedynie ona jest dalej na południe. Ale to tylko chmury. Przewodnicy, a nawet tablice informują, że to właśnie w tym miejscu Atlantyk styka się z Indykiem. W rzeczywistości następuje to ponad 100 km na południowy wschód, obok Cape Agulhas – Przylądka Igielnego, najbardziej na południe wysuniętego punktu Afryki.

Warto wiedzieć

Przylądek Dobrej Nadziei oraz znajdujący się na nim rezerwat przyrody, w którym żyją pawiany, antylopy i liczne ptaki, to jeden z najważniejszych celów wycieczek z ponad 2,5 milionowej aglomeracji Kapsztadu.

 

Komentarze: brak

Dodaj komentarz
(wymagany, niepublikowany)
Zobacz, gdzie to jest

Napiszmy razem przewodnik

Dlaczego otwarty? Bo jego pisanie nigdy się nie kończy... Bo może go pisać każdy, także Ty...

przyślij swój tekst i zdjęcia

Dziękujemy, prosimy o więcej

Dziękujemy za pozytywną ocenę Otwartego Przewodnika Krajoznawczego po remoncie. I cały czas prosimy o wskazówki, jak się możemy ulepszać i rozwijać...

czekamy na Twoją opinię!
Przeczytaj także...

Jaworzyna Spiska. Wieś między Tatrami

autor: Barbara Górecka

Historia miejscowości sięga XVIII w. W 1759 r. rodzina Horváthów uruchomiła tu hutę żelaza. Wokół huty powstała niewielka osada. Zaczęła ona jednak podupadać w drugiej połowie XIX w., kiedy złoża rudy się wyczerpały, a w Zakopanem otwarto konkurencyjną hutę.

Świnoujście. Promem przez Świnę między wyspami

autor: Stanisław Błachnio

Świnoujście leży na trzech dużych wyspach: Uznam, Wolin, Karsibór. W jego granicach administracyjnych znajduje się poza trzema zamieszkanymi – 41 małych, bezludnych wysp i wysepek. W tym „wyspiarskim” mieście jest tylko jeden most.

Przeczytaj także...

Jaworzyna Spiska. Wieś między Tatrami

autor: Barbara Górecka

Historia miejscowości sięga XVIII w. W 1759 r. rodzina Horváthów uruchomiła tu hutę żelaza. Wokół huty powstała niewielka osada. Zaczęła ona jednak podupadać w drugiej połowie XIX w., kiedy złoża rudy się wyczerpały, a w Zakopanem otwarto konkurencyjną hutę.

Świnoujście. Promem przez Świnę między wyspami

autor: Stanisław Błachnio

Świnoujście leży na trzech dużych wyspach: Uznam, Wolin, Karsibór. W jego granicach administracyjnych znajduje się poza trzema zamieszkanymi – 41 małych, bezludnych wysp i wysepek. W tym „wyspiarskim” mieście jest tylko jeden most.

Zamknij