Kowno
Miłe uczucie swojskości

Kowno robi na nas bardzo przyjazne wrażenie. Nie jest zbyt bogato, sporo pięknych budynków czeka na odnowienie. To, co odnowione, nie kapie przepychem ale jest porządne i jakieś takie „smaczne”.
Tagi: ,
Podoba Ci się ten tekst? Powiedz o tym innym na Facebooku
Sprawdź nasz Instagram
fot: Anna Michałowska
Kowno. Miłe uczucie swojskości
Ciekawie czyta się o zasługach dla miasta Wielkiego Księcia S. J. Poniatowskisa. Ileż to historia ma perspektyw... W mieście sporo Polaków-turystów, głównie autokarowych. Obiecujemy sobie tu wrócić i lepiej przygotować się ze wspólnej historii.
  • Kowno. Miłe uczucie swojskości
  • Kowno. Miłe uczucie swojskości
  • Kowno. Miłe uczucie swojskości
  • Kowno. Miłe uczucie swojskości
  • Kowno. Miłe uczucie swojskości
  • Kowno. Miłe uczucie swojskości
  • Kowno. Miłe uczucie swojskości
  • Kowno. Miłe uczucie swojskości
  • Kowno. Miłe uczucie swojskości
Uwaga! Materiał został zamieszczony w naszym portalu już ponad rok temu.
A świat się zmienia… Niektóre informacje praktyczne mogą okazać się nieaktualne!

Około północy mijamy granicę.  Tuż za nią elektryzuje mnie buda z napisem ?winiety?. Pytam kierowców przez CB czy mnie też obowiązuje? Cisza.

Idę do budy. Kolejka do okienka. Sami Turcy, Węgrzy itp. Nie pogadasz. Sylabizuję instrukcję wywieszoną w okienku. Jest: samochody osobowe korzystają z dróg pierwszej klasy bezpłatnie. Ekstra. Jedziemy ze 20 km i śpimy na dużym parkingu przy szosie.

Rano pobudka i miłe zaskoczenie. Pagórkowaty krajobraz, inny niż w Polsce, ale jakże ciepły w dotyku! Zaczynamy rozumieć poetów. Swojski klimacik: dwóch miejscowych w berecikach niesie bełty. Malowniczą dróżką ku domostwom nikną wśród łanów wyzłacanych pszenicą, posrebrzanych żytem? Eh, łzy się serdeczne kręcą.

Tuż przed południem wpadamy do Kowna. Wprawdzie stolica przedwojenna, ale w zastępstwie może być. Chcemy trafić do kościoła. Wjeżdżamy do starego centrum, stawiamy samochód na parkingu. Msza tuż obok za 20 minut, ekstra. Hm? ale dlaczego ludzie wychodzą zamiast wchodzić? Podejrzenia rozwiewają dwie dziewczyny: czas! Mają tu przesunięty o godzinę i jest trzynasta, a nie dwunasta.

No cóż ? mała wycieczka po mieście. Kowno robi na nas bardzo przyjazne wrażenie. Nie jest zbyt bogato, sporo pięknych budynków czeka na odnowienie. To, co odnowione, nie kapie przepychem ale jest porządne i jakieś takie ?smaczne?. Smaczków dodają kowalskie szyldy, którymi zachwyca się Ania. Piękna katedra z początku XV w. a więc z początków chrześcijaństwa na Litwie. Ciekawie czyta się o zasługach dla miasta Wielkiego Księcia S. J. Poniatowskisa. Ileż to historia ma perspektyw… W mieście sporo Polaków-turystów, głównie autokarowych. Obiecujemy sobie tu wrócić i lepiej przygotować się ze wspólnej historii.

Z wyjazdem mamy nieco problemów. Oznakowanie całkiem nieczytelne. Jak w domu! Pytamy jegomościa na stacji benzynowej ? tłumaczy jasno ładnym rosyjskim. Ale jest z tego pokolenia, które powinno.

Żeby nabrać sił przed dalszą drogą i zaoszczędzić trochę czasu na pitraszeniu jedziemy do knajpy. 8 km od Kowna w stronę Wilna, piękną dwupasmówką w stylu naszej gierkówki, dojeżdżamy do doskonałego zajazdu. Drewniany, zbudowany na kształt dworu, jest zdolny przyjąć na raz chyba ze 300 osób. Autokary z Niemiec i wszelkich innych krajów przerabia jak biedronka mszyce (fuj, ale porównanie). Dzięki zmyślnej aranżacji wnętrze, mimo obszerności, robi kameralne wrażenie. Na zewnątrz w razie ładnej pogody dodatkowe 200 miejsc pod wiatą ? jak oni to ogarniają? Miłe kelnerki w ludowych strojach uwijają się jak w ukropie. Wiem, że na Litwie z młodzieżą tylko po angielsku, rosyjskiego nie znają. Obsłużeni jesteśmy ekspresowo, z miłym uśmiechem. Z niejakim trudem znajdujemy w menu ?borsch? i ?dumplingsy?. Pychota. Za cztery osoby z lodami i kawą 120 zł. Dobry wybór, ale nieprzypadkowy ? byłem tu kiedyś, zaproszony przez Litwinów, polecam każdemu.

Zajrzyj na te strony:

Dodaj komentarz
(Dozwolone typy plików: jpg, gif, png, maksymalny waga pliku: 4MB.)
(wymagany, niepublikowany)
ARTYKUŁ NALEŻY DO CYKLU Kamperem na Nordkapp

Kamperem na Nordkapp

Droga pachnie północną przygodą. Liche roślinki walczące z klimatem. Surowa północ. Bezludzie? – o wyprawie na kraniec Europy opowiada Jacek Michałowski.

Pisz razem z nami

Dlaczego otwarty? Bo jego pisanie nigdy się nie kończy... Bo może go pisać każdy, także Ty...

przyślij swój tekst i zdjęcia
Wszystkie materiały zamieszczone na naszym portalu chronione są prawem autorskim. Możesz skopiować je na własny użytek.
Jeśli chcesz rozpowszechniać je dla zysku bez zgody redakcji i autora – szukaj adwokata!
Zamknij