Inari
Pożegnanie z jeziorem

Drzewka są niewiele od nas wyższe. Jeziorko obok nie nosi żadnych oznak obecności człowieka. Krystalicznie czysta woda, na brzegu zwalony pień. Miękki wysoki mech sprawia wrażenie, jakby nie rósł na stałym podłożu. Nie mam pewności jak to działa.
Podoba Ci się ten tekst? Powiedz o tym innym na Facebooku
Sprawdź nasz Instagram
fot: Anna Michałowska
Inari. Pożegnanie z jeziorem
Parking robi wrażenie, jakby był przy czymś. Ale przy czym? Tu pierwszy raz widzimy trawniki na dachach. Bardzo nam się ten patent podoba. Na końcu parkingu duża tablica informacyjna. Już wiemy ? tu zaczyna się rezerwat, a właściwie trasa turystyczna.
  • Inari. Pożegnanie z jeziorem
  • Inari. Pożegnanie z jeziorem
  • Inari. Pożegnanie z jeziorem
  • Inari. Pożegnanie z jeziorem
  • Inari. Pożegnanie z jeziorem
  • Inari. Pożegnanie z jeziorem
  • Inari. Pożegnanie z jeziorem
  • Inari. Pożegnanie z jeziorem
  • Inari. Pożegnanie z jeziorem
  • Inari. Pożegnanie z jeziorem
  • Inari. Pożegnanie z jeziorem
Uwaga! Materiał został zamieszczony w naszym portalu już ponad rok temu.
A świat się zmienia… Niektóre informacje praktyczne mogą okazać się nieaktualne!

Droga wzdłuż jeziora jest niezwykle malownicza. Brzegiem, groblą, wzdłuż moczarów. Zatrzymujemy się na posiłek – wybieram miejsce na dzikim parkingu nad sama wodą – można wjechać niemal do wody. 

Za chwilę okazuje się, że jest to bardzo przydatne. Podjeżdża duża terenówka z lawetą, na lawecie łódź ? ale jaka! Terenówka porusza się jak po własnym podwórku ? za pierwszą przymiarką cofa pochylnią do jeziora, laweta niknie pod wodą, wyciągarka zwalnia łódź. Patrzę z otwartą gębą ? cała operacja trwa niecałe pół minuty, z zegarkiem w ręku. Mistrzem ceremonii jest ? dziewczyna (!). Jedno z tutejszych biur podróży organizujące połów ryb na jeziorze ? główny „przemysł” okolicy. Trzech panów w woderach zgrabnie ładuje się do łódki. Opierają wędki o rodzaj skrzydła. Odpływają i szybko nikną na horyzoncie. W sumie nie dziwne ? łódeczka ma silnik Jonson 200 (liczba oznacza moc w KM).

Dojeżdżamy do osady Inari, w języku Samów ? Anar. Napisy na tablicach są dwujęzyczne. W zasadzie cała osada to hotel z restauracją po jednej stronie, za hotelem przystań dla jachtów i lądowisko wodnosamolotów. Po lewej sklep. I już. Kupujemy potrzebne rzeczy. Specjalnie poluję na filmjolk ? rodzaj zsiadłego mleka w kartoniku ? rewelacja, szczególnie do płatków. Wkrótce za Inari skręcamy z głównej drogi nr 4 (E75), która prowadzi dalej do granicy z Norwegią w Utsjoki i dalej do granicy z Rosją w Kirkenes.

Jedziemy na Karasjok. Droga naprawdę staje się wąska. Las ustępuje miejsca zaroślom. Zatrzymujemy się na herbatę z ciastkiem, a właściwie chcemy się trochę poprzyglądać tej dziwnej okolicy. Drzewka są niewiele od nas wyższe. Jeziorko obok nie nosi żadnych oznak obecności człowieka. Krystalicznie czysta woda, na brzegu zwalony pień. Miękki wysoki mech sprawia wrażenie, jakby nie rósł na stałym podłożu. Nie mam pewności jak to działa. Wracam na parking. Na parkingu oczywiście jest kibelek i stolik z krzesełkami. Jak zwykle porządnie, ale nie do przesady, jak np. w Szwecji.

Parking robi wrażenie, jakby był przy czymś. Ale przy czym? Tu pierwszy raz widzimy trawniki na dachach. Bardzo nam się ten patent podoba. Na końcu parkingu duża tablica informacyjna. Już wiemy ? tu zaczyna się rezerwat, a właściwie trasa turystyczna. Z tablicy wynika, że do wycieczki trzeba się odpowiednio przygotować, najbliższa cywilizacja i dojście do drugiej szosy ? za siedem dni. Rysunki szczegółowo instruują, jak przechodzić przez most linowy, jak rozpalać ogień i omawiają inne poważne kwestie survivalowe. Ciekawe, jak wygląda taka dzika trasa z miejscami na ogniska? Mają porąbane drzewo i zapałki w folii? Coraz bardziej mnie ciągnie, by tu zostać. Jedziemy. Granica już blisko.

Zajrzyj na te strony:

Dodaj komentarz
(Dozwolone typy plików: jpg, gif, png, maksymalny waga pliku: 4MB.)
(wymagany, niepublikowany)
ARTYKUŁ NALEŻY DO CYKLU Kamperem na Nordkapp

Kamperem na Nordkapp

Droga pachnie północną przygodą. Liche roślinki walczące z klimatem. Surowa północ. Bezludzie? – o wyprawie na kraniec Europy opowiada Jacek Michałowski.

Pisz razem z nami

Dlaczego otwarty? Bo jego pisanie nigdy się nie kończy... Bo może go pisać każdy, także Ty...

przyślij swój tekst i zdjęcia
Wszystkie materiały zamieszczone na naszym portalu chronione są prawem autorskim. Możesz skopiować je na własny użytek.
Jeśli chcesz rozpowszechniać je dla zysku bez zgody redakcji i autora – szukaj adwokata!
Zamknij