Stoh
Stare słupki na granicznej górze

Autorka: Anna Ochremiak
Długie, ciągnące się kilometrami doliny Gór Marmaroskich ograniczają strome, zalesione zbocza. Ponad granicą lasu, na połoninach pasą się owce, krowy, konie. Przy nich z rzadka zobaczymy pasterzy
fot: Anna Ochremiak
Stoh. Stare słupki na granicznej górze
Nie ma tu schronisk, a szlak turystyczny widziałam tylko jeden. Wyznakowano go z krańca wsi Poienile de sub Munte, do Vânderel, uroczego jeziorka zawieszonego na skraju przełęczy pod najwyższym szczytem Fărcăul (1961 m).
To już 10 lat! Materiał został zamieszczony w naszym portalu ponad dekadę temu.
A świat się zmienia… Niektóre informacje praktyczne mogą okazać się nieaktualne!

Szczyty ciągnących się wzdłuż ukraińskiej granicy Gór Marmaroskich sięgają prawie dwu tysięcy metrów, ale w charakterze zbliżone są do naszych Bieszczadów. Tylko bardziej rozległe, bardziej strome i naprawdę bardzo puste.

W ciągu kilku dni spotkaliśmy jedynie grupkę wędrujących grzbietem głównym z ciężkimi worami na plecach Polaków i wbiegających na lekko na najwyższy szczyt Słowaków.

Długie, ciągnące się kilometrami doliny ograniczają strome, zalesione zbocza. Ponad granicą lasu, na połoninach pasą się owce, krowy, konie. Przy nich z rzadka zobaczymy pasterzy, w czasie wędrówki na pewno natkniemy się na ich letnie siedziby – stâny. Zawsze możemy liczyć na życzliwość ludzi. Nie zawsze na przyjaźń towarzyszących im pasterskich psów.

Góry są w ogóle niezagospodarowane turystycznie. Nie ma tu schronisk, a szlak turystyczny widziałam tylko jeden. Wyznakowano go z krańca wsi Poienile de sub Munte, do Vânderel, uroczego jeziorka zawieszonego na skraju przełęczy pod najwyższym szczytem Fărcăul (1961 m). Przebiegnięcie tej trasy i zdobycie szczytu możliwe jest w ciągu całego dnia, ale znacznie przyjemniejsza jest kilkudniowa wędrówka odkrytymi grzbietami z namiotem. Obfitujące w wodę i drewno na ognisko góry to coś, o czym marzą wszyscy chyba biwakowicze, zwłaszcza że nie ma w tej sprawie żadnych ograniczeń. A kto usłyszy niosący się po górach o zmroku głos trombity, zapamięta go na długo.

Poważnym utrudnieniem jest brak jakiejkolwiek mapy. Po prostu chyba w Rumunii jej nie wydano? My chodziliśmy z  broszurką, w której był odręczny rysunek sprzed z górą dwudziestu lat. Dało się, ale… małą pomyłkę w odliczaniu dolin przypłaciliśmy kilkoma godzinami nieplanowanego marszu (na szczęście w przepięknej okolicy), a próbę zejścia z grzbietu jak nam podpowiadała fantazja, zaplątaniem się w bezładną sieć owczych ścieżek, prowadzących to tu, to tam, ale wcale nie do dna doliny, gdzie czekał na nas samochód. Dopiero po powrocie do kraju udało mi się znaleźć taką mapę, na której była spora część naszej wędrówki. Bo kto by pomyślał, że wybierając się w rumuńskie góry trzeba kupić węgierską mapę Ukraińskiej Czarnohory…

Czytaj dalej - strony: 1 2

Poczytaj więcej o okolicy:

Dodano: 7 kwietnia 2010; Aktualizacja 6 czerwca 2020;
Dodaj komentarz
(Dozwolone typy plików: jpg, gif, png, maksymalny waga pliku: 4MB.)
(wymagany, niepublikowany)
Wszystkie materiały zamieszczone na naszym portalu chronione są prawem autorskim. Możesz skopiować je na własny użytek.
Jeśli chcesz rozpowszechniać je dla zysku bez zgody redakcji i autora – szukaj adwokata!
Zamknij