Szlachtowa
Muzeum Pienińskie: co mnie się podobało

Autor: Renata Majek
Dowiedziałam się, że najpierw była czarna izba, w której gotowano i spano. Biała izba pojawiła się wtedy, gdy komin wyprowadzono na zewnątrz i dym nie brudził ścian. Było to ważne, ponieważ kuracjuszy do Szczawnicy przybywało coraz więcej...
Podoba Ci się ten tekst? Powiedz o tym innym na Facebooku
lub na Google+
fot: Renata Majek
Szlachtowa. Muzeum Pienińskie: co mnie się podobało
Nowa wystawa niczym szlak, a muzealnicy niczym górscy przewodnicy prowadzić będą przez zagadki przeszłości i dziedzictwo teraźniejszości...
  • Szlachtowa. Muzeum Pienińskie: co mnie się podobało
  • Szlachtowa. Muzeum Pienińskie: co mnie się podobało
  • Szlachtowa. Muzeum Pienińskie: co mnie się podobało
  • Szlachtowa. Muzeum Pienińskie: co mnie się podobało
  • Szlachtowa. Muzeum Pienińskie: co mnie się podobało
  • Szlachtowa. Muzeum Pienińskie: co mnie się podobało
  • Szlachtowa. Muzeum Pienińskie: co mnie się podobało
  • Szlachtowa. Muzeum Pienińskie: co mnie się podobało
  • Szlachtowa. Muzeum Pienińskie: co mnie się podobało
  • Szlachtowa. Muzeum Pienińskie: co mnie się podobało
  • Szlachtowa. Muzeum Pienińskie: co mnie się podobało
  • Szlachtowa. Muzeum Pienińskie: co mnie się podobało
  • Szlachtowa. Muzeum Pienińskie: co mnie się podobało
Uwaga! Materiał został zamieszczony w naszym portalu już ponad rok temu.
A świat się zmienia… Niektóre informacje praktyczne mogą okazać się nieaktualne!

Muzeum Pienińskie dwa lat temu zostało przeniesione ze Szczawnicy do wsi Szlachtowa. A gdy się przenosiło, zbiory zostały zareklamowane tak:

Nowa wystawa niczym szlak, a muzealnicy niczym górscy przewodnicy prowadzić będą przez zagadki przeszłości i dziedzictwo teraźniejszości, opowiadając o znaczeniu rzeki Dunajec i pływających po nich flisakach, połoninach i pasterzach, bożnicach, cerkwiach i kościołach, wodach, uzdrowiskach i kuracjuszach. I w zasadzie informację o muzeum można by zakończyć, dodając tylko, że to wszystko prawda, i że takich zbiorów, oprawy oraz przewodnika, nie powstydziłaby się placówka pod szyldem muzeum narodowego.

Z szalayowskim godłem

Jednak przynajmniej pokrótce opiszę, co mnie się najbardziej podobało. A mianowicie opowiadanie przewodniczki. Miała dużą wiedzę, i – co ważniejsze – ciekawie opowiadała. Dowiedziałam się, jak mieszkano w XIX w. Że najpierw była czarna izba, w której gotowano i spano. Biała izba pojawiła się wtedy, gdy komin wyprowadzono na zewnątrz i dym nie brudził ścian. Było to ważne, ponieważ kuracjuszy do Szczawnicy przybywało coraz więcej i brakowało miejsc w pensjonatach. Gospodarz, gdy miał bieloną izbę, dostawał godło (tzw. szalayowskie) i mógł przyjmować gości. Gospodarzy o tym samym nazwisku było wielu, zatem rozróżniał ich przydomek. Był np. dom Pod winogronem, Pod pieskiem, Pod lisem. Tablice z rysunkami (godłami) w Szczawnicy widać jeszcze dziś. Obecnie najwięcej mieszkańców nosi nazwisko Słowik, mówi się np. idę do Słowika „Spod Sowy”.

Co kryją szafy…

Zaglądamy więc do góralskiej chałupy i koliby – pienińskiego szałasu pasterskiego. Pośrodku góralskiej chałupy stało łóżko, a nad nim na żerdzi wieszano ubrania. A naprzeciw pieca „święty kącik”ze obrazami świętych, zwyczajem tutejszym, na szkle malowanych. Największe jednak na mnie wrażenie robią góralskie stroje – z bogactwem kolorów i haftów. No i nazwy garderoby i jej elementów: ośminy, pasieki, ogniwka, kule, smrecki, sercówki – parzenice na portkach. To opisy męskiego stroju. Damskie to np. gorsety (sukienne i aksamitne), kanafaski i farbanice.

Kącik dla zasłużonych

Część ekspozycji poświęcona została ludziom, którym rejon zawdzięcza rozwój i rozgłos. Należy do nich m.in. Józef Dietl, twórca polskiej dziedziny medycznej – balneologii, drugim „wielkim” był Józef Szalay – właściciel Szczawnicy i twórca szczawnickiego kurortu, oraz Awit Szubert, zwany pierwszym fotografem Pienin. Każdy z nich ma w muzeum „swój” kącik. Szalay pozostawił po sobie przepiękne budynki, w tzw. szwajcarskim stylu, którymi możemy zachwycać się do dziś. Dzięki Dietlowi już w XIX w. w lecznictwie uzdrowiskowym obowiązywały europejskie standardy. Miejscowi wiedzieli jak się przygotować do przyjęcia gości, a kuracjusze – czego oczekiwać i jak się leczyć. Obowiązkowym wyposażeniem był pokój z łazienką, a w nim drewniana wanna, kufer i szafka.

Warto wiedzieć

* Z zachowanych zapisków dowiadujemy się, że wodę należało pić przechadzając się i wskazane było łączenie jej z żętycą (serwatka z mleka owczego), mlekiem lub kumysem (mleczny napój alkoholowy), a nawet z winem.
* Dziwolągiem wydają się urządzenia do inhalacji, a pod urządzeniem do masażu głowy raczej nikt obecnie nie odważyłby się usiąść. Wygląda jak narzędzie do tortur.

Dodano: 18 maja 2016; Aktualizacja 23 maja 2016;
 

Komentarze: brak

Dodaj komentarz
(Dozwolone typy plików: jpg, gif, png, maksymalny waga pliku: 4MB.)
(wymagany, niepublikowany)
Zobacz, gdzie to jest

Napiszmy razem przewodnik

Dlaczego otwarty? Bo jego pisanie nigdy się nie kończy... Bo może go pisać każdy, także Ty...

przyślij swój tekst i zdjęcia

Jak Wam się podoba?

Co Ci się podoba w Otwartym Przewodniku? Co denerwuje, drażni, przeszkadza? Jakie elementy rozwinąć, by było jeszcze ciekawiej?

Czekamy na Twoją opinię...
Wszystkie materiały zamieszczone na naszym portalu chronione są prawem autorskim. Możesz skopiować je na własny użytek.
Jeśli chcesz rozpowszechniać je dla zysku bez zgody redakcji i autora – szukaj adwokata!

Ta strona używa cookies. Można zmienić ich ustawienia w przeglądarce. Dowiedz się więcej o naszej Polityce Cookies

..

Zamknij

Zamknij