Rzym
Wieczorem w Koloseum ożywają cienie

Wybieram się na nocne zwiedzanie… Bez wielkich tłumów (choć z grupą), w ciszy i spokoju przemierzam mroczne korytarze niezwykłego teatru. Widzę trybuny, klatki dla zwierząt, pomieszczenia gladiatorów. Dawny świat ożywiam na nowo.
Podoba Ci się ten tekst? Powiedz o tym innym na Facebooku
Sprawdź nasz Instagram
fot: Andrzej Węgrowicz
Rzym. Wieczorem w Koloseum ożywają cienie
Nocny Rzym ma niezaprzeczalny urok. Wieczorem można też zwiedzać najciekawsze jego zabytki. Wnętrze rzymskiej knajpy sfotografowałem w Pompejach.
  • Rzym. Wieczorem w Koloseum ożywają cienie
  • Rzym. Wieczorem w Koloseum ożywają cienie
  • Rzym. Wieczorem w Koloseum ożywają cienie
  • Rzym. Wieczorem w Koloseum ożywają cienie
  • Rzym. Wieczorem w Koloseum ożywają cienie

Wyruszam rano, metodycznie przemierzam ulice. Od placu do placu, od ruin do ruin. Po południu odpoczywam w cieniu pinii na Janikulum. A gdy Rzym ogarnie jesienny wczesny zmrok, zanurzam się w nocne miasto.

Co wieczór odwiedzam inne ulice, co wieczór inne place. Nie ja jeden. Tacy jak ja, grupami, parami, albo samotnie uprawiają nocne wędrówki. Siedzę z nimi na Schodach Hiszpańskich, przeciskam się w tłumie do fontanny di Trevi. Pięknie podświetlona, ledwie po remoncie. Pod Panteon, na Piazza della Rotonda płynę w strumieniu ludzi. Zaglądam w zaułki Trastevere, niełatwo tu wieczorem o stolik.

Turyści sączą wino, na stoły Włochów wjeżdżają michy pełne makaronów i warzyw. Dla nas dzień kulinarny się kończy, dla nich to ledwie początek celebracji wieczoru. Raz po raz powracam pod mury Koloseum. Jeszcze piękniejsze niż za dnia są oświetlone nocą. Wybieram się na nocne zwiedzanie… Bez wielkich tłumów (choć z grupą), w ciszy i spokoju przemierzam mroczne korytarze niezwykłego teatru. Widzę trybuny, klatki dla zwierząt, pomieszczenia gladiatorów. Dawny świat ożywiam na nowo.

Jak bawili się starożytni Rzymianie?

Czy lubili biesiadować jak współcześni nam Włosi? Uczty w zamożnych domach ciągnęły się w nieskończoność – od jajka do jabłek, ab ovo ad mala, po kolei metodycznie pochłaniano coraz to więcej potraw. Zwykli ludzie woleli iść w miasto: knajpki otwarte były przez całą noc. Ich mnogość i gęstość widać najpełniej w ruinach miast Pompeje i Herkulanum. W restauracjach różnych kategorii  spędzano czas jedząc, pijąc, oddając się grom towarzyskim. Alea iacta est – kości zostały rzucone – nie wzięło się bez przyczyny. To była najpopularniejsza grą starożytności, co więcej znana do dziś, choć w nieco innej formie.

Rzymianie umawiali się też na planszówki – wyryte w kamieniu schematy do gry (ich zasady tych gier nie są do końca rozpoznane) archeolodzy odnajdują w starożytnych gruzach. Są wszędzie tam, gdzie stacjonowali legioniści, są w budynkach użyteczności publicznej całego Imperium, ot choćby na Forum Romanum.

Wreszcie igrzyska

Chleba i igrzysk – panem et circenses – domagał się  rzymski lud: rozrywek i pełnej michy. To także  brzmi bardzo współcześnie. Walki gladiatorów czy wyścigów rydwanów gromadziły rzesze gawiedzi. Rangę tych imprez poznamy po zachowanych do dziś stadionach. Najbardziej znanym jest właśnie Koloseum, amfiteatr zbudowany przez Flawiuszów, w którego centrum znajduje się arena o wymiarach 86 na 54 metrów, a widownia na czterech kondygnacjach  mogła pomieścić na raz 50 tysięcy widzów. Niewiele mniej niż nasz Narodowy…  jak on był wielofunkcyjny: walki gladiatorów, masakra dzikich zwierząt, nawet inscenizacje bitw morskich – rozmach zależał od gestu fundatora.

Pod areną znajdowały się pomieszczenia dla ludzi, klatki z dzikimi zwierzętami, magazyny dekoracji scenicznych i zapadnie umożliwiające szybkie ich zmiany. Cesarz miał swoja lożę VIP, a ochrony przed upałem lub deszczem rozciągano nad widownią płócienną zasłonę. Liczne szerokie wyjścia umożliwiały szybka ewakuacje obiektu na wypadek zamieszek.

Co innego wyścigi rydwanów: te odbywały się w Circus Maximus. Jego budowę rozpoczął Juliusz Cezar a ukończył Oktawian August. Cyrk Wielki mógł pomieścić nawet 180 tysięcy widzów a ponadkilometrowy tor otaczała trzypiętrowa widownia z murowanym sektorem VIP i drewnianymi ławami dla pospólstwa.

Prawie  jak dziś

Wstęp wolny zapewniali wielcy kupujący ludzkie głosy i przychylność tłumu. A rywalizujący zawodnicy  obrastali grupami kibiców. Obstawianie zwycięzcy przydawało kibicowaniu emocji. Wygląda na to, że znane nam współcześnie zakłady bukmacherskie są stare jak świat i pojawiły się bardzo wcześnie, już przy pierwszych formach sportowych  rywalizacji.  Obstawiano wyniki wyścigów rydwanów, biegów, rzuty dyskiem, zapasy… typowano zwycięzcę pojedynku gladiatorów. Skąd to wiemy? Z wydawanych przez cesarzy zakazów. A że powtarzali je kolejnymi edyktami, nie były one skuteczne…

Także stadionowe  ekscesy nie są znakiem naszych czasów.  Z kibolami już 2 tys. lat temu mieli kłopot starożytni Rzymianie. W 59 roku n.e. w Pompejach doszło do zamieszek między siłami miejscowych, a kibicami z pobliskiej Nucerii. Poszło na miecze. Ofiary były, ale reakcja państwa też.  Rzymski Senat ukarał miasto 10-letnim zakazem urządzania igrzysk w ogóle, a organizatorzy tych ostatnich, zostali skazani na wygnanie.

Zajrzyj na te strony:

Dodaj komentarz
(Dozwolone typy plików: jpg, gif, png, maksymalny waga pliku: 4MB.)
(wymagany, niepublikowany)

Pisz razem z nami

Dlaczego otwarty? Bo jego pisanie nigdy się nie kończy... Bo może go pisać każdy, także Ty...

przyślij swój tekst i zdjęcia
Wszystkie materiały zamieszczone na naszym portalu chronione są prawem autorskim. Możesz skopiować je na własny użytek.
Jeśli chcesz rozpowszechniać je dla zysku bez zgody redakcji i autora – szukaj adwokata!
Zamknij