Warszawa
Panny telefonistki z ulicy Zielnej
Panny telefonistki – a dlaczego właśnie panny? Na początku XX wieku było ich w Warszawie 171. Były to młode kobiety z dobrych domów, po pensjach. Znające języki obce.
Wyróżniały się kulturą osobistą, dobrym wychowaniem i dyskrecją – tak ważną w pracy polegającej na łączeniu rozmów telefonicznych. Musiały potrafić z jednakową uprzejmością obsłużyć zarówno miłych, jak i obcesowych klientów. Pracowały zmianowo, przez całą dobę, w nieustannym hałasie centrali – wśród stukotu opadających klapek i plątaniny kabli, które ręcznie łączyły, zestawiając rozmowy.
Jeszcze do 31 marca 2026 r.
w Bibliotece Akademii Leona Koźmińskiego
(ul. Jagiellońska 57/59)
warto obejrzeć wystawę
„Człowiek i technologia. Historia telefonistek i firmy Ericsson w Polsce”.
Link poniżej
Była to praca wymagająca skupienia, szybkości i odporności na zmęczenie. Uważano, że takim zadaniom najlepiej sprostają młode, niezamężne kobiety – nie tylko ze względu na ich sprawność, lecz także dlatego, że nie potrzebowały zgody męża na podjęcie pracy. W tamtych czasach obowiązywała bowiem zasada, że to mąż powinien utrzymywać rodzinę; wysłanie żony do pracy mogło być uznane za towarzyski blamaż.
One zapoczątkowały nowy etos
Panny z centrali przy ulicy Zielnej 27, a później z monumentalnego gmachu przy Zielnej 39, zapoczątkowały w Warszawie nowy etos – etos umysłowej pracy kobiet, który nie podważał ich społecznego statusu. Zatrudnione w 1904 roku przy obsłudze warszawskiej centrali telefonicznej wyznaczyły ścieżkę kobiecej niezależności – zarówno finansowej, jak i mentalnej.
W zarządzie operatora centrali zasiadała także kobieta – pani Rościszewska, księgowa reprezentująca kobiecą część załogi. W latach 30., gdy w miastach zaczęto wprowadzać automatyczne centrale telefoniczne, pomagała telefonistkom negocjować odprawy związane z nadchodzącą automatyzacją pracy.
Codzienność telefonistek była ściśle zorganizowana. Choć pracowały zmianowo, młode kobiety nie wychodziły same późnym wieczorem. Nocowały w budynku centrali pod opieką kierowniczek, które pełniły rolę swoistych przyzwoitek. Tymczasem pod budynkiem, w powozach stojących przy ulicy, nierzadko czekali przypadkowi adoratorzy ciekawi młodych kobiet pracujących w „szwedzkiej wieży”.
Pierwsza wojna światowa przyniosła ogromne zmiany społeczne. Na barki kobiet spadło wiele nowych obowiązków, a ich samodzielność i kompetencje przestały być czymś ukrywanym. Przełomem było przyznanie kobietom praw obywatelskich w Polsce w listopadzie 1918 roku. Otrzymały wtedy prawa wyborcze, możliwość samodzielnego występowania przed sądem i decydowania o własnym życiu.
Telefonistki należały do najbardziej nowoczesnej części kobiecego społeczeństwa Warszawy. Były jednymi z pierwszych kobiet w mieście zdobywających prawo jazdy, chętnie jeździły na rowerach i mogły nawet pobierać lekcje baletu – bez złośliwych komentarzy o „deklasowaniu się” czy utracie pozycji społecznej. Dobre zarobki sprawiały, że część z nich kontynuowała pracę zawodową także po zamążpójściu.
Prestiż, awans społeczny i niezależność finansowa
Budynki central telefonicznych należały po 1922 roku do Polskiej Akcyjnej Spółki Telefonicznej, której udziałowcami byli w czterech siódmych szwedzki Ericsson, a w trzech siódmych Skarb Państwa. Były to miejsca pracy nowoczesne i prestiżowe. Przeszklone sale, toalety, prysznice, a nawet salonik wypoczynkowy z pianinem tworzyły standardy pracy nieznane wcześniej w Warszawie.
Znajomi czy bywalcy warszawskiej socjety nie zawsze wiedzieli, kto dokładnie był pracodawcą telefonistek – ale wszyscy wiedzieli, że „praca w telefonach” wiele znaczy. Pisał o nich nawet Kornel Makuszyński, nazywając je „wróżkami o słodkim głosiku”. W końcu to nie krasnoludki obsługiwały skomplikowane centrale – robiły to młode, doskonale przygotowane kobiety.
Zatrudnianie kobiet było zresztą świadomą polityką władz od momentu powstania pierwszej warszawskiej centrali telefonicznej. Wcześniej kobiety bez majątku czy bogatego męża mogły pracować co najwyżej jako sprzedawczynie lub guwernantki. Posada telefonistki oznaczała natomiast prestiż, awans społeczny i często prawdziwą niezależność finansową.
Nie było jednak łatwo dostać taką pracę. Kandydatki przechodziły rozmowy kwalifikacyjne i musiały spełniać wiele wymagań. Poszukiwano dziewcząt o miłym głosie, nienagannych manierach i dobrej prezencji. Wymagana była znajomość języków obcych – obowiązkowo rosyjskiego, a mile widziany był także francuski lub niemiecki. Kandydatki musiały być niezamężne i bezdzietne.
Nie trafiał tu nikt przypadkowy
Nic więc dziwnego, że telefonistkami zostawało wiele młodych kobiet z rodzin ziemiańskich, które wskutek historycznych zawirowań traciły majątki i poszukiwały zatrudnienia. Do słynnej „szwedzkiej wieży” przy Zielnej nie trafiał nikt przypadkowy.
Kandydatki musiały przedstawić dokumenty potwierdzające ich nieposzlakowaną opinię, a najlepiej również rekomendację od osoby cieszącej się autorytetem. Takie zasady obowiązywały przed pierwszą wojną światową i w dużej mierze utrzymały się także w okresie międzywojennym, mimo ogromnych zmian obyczajowych.








Na moim zdjęciu jest centrala telefoniczna z muzeum w
Schronie Przeciwatomowym w Kaliszu .
Zapewne przy podobnym sprzęcie siedziały panie na poczcie,
zawsze było słychać damski głos : łączę zamiejscową , Koźminek (miejscowość) .
Niektóre telefony na wsiach nie miały tarczy numerycznej tylko korbkę .
Gdy była rozmowa z USA to poczta wysyłała telegram do domu.
Nie było wtedy komórek i sms .
Była podana przybliżona godzina a gdy już doszło
do rozmowy to pani z poczty mówiła :
USA , kabina nr 2 .
Na poczcie było kilka kabin.