Po pokonaniu 90 schodków wijących się spiralnie wychodzimy na wysokość 15 m. nad poziom gruntu, gdzie znajduje się taras widokowy. Nawet przy nienajlepszej pogodzie zobaczymy Góry Kamienne, Sowie, Masyw Ślęży a może i więcej.
Nie ma tu jednej drogi, bo każdy w lesie wydeptuje własne zakosy. Wystające kamienie, gołe korzenie, które czasem służą wsparciem dla nóg i rąk, wreszcie luźne, osypujące się kamyczki, mielące się pod nogami...
W lesie można obserwować nadchodząca zimę po odlatujących ptakach ale i po rosnących grzybach. Takim przykładem późnych grzybów są np. podgrzybki na grubej nóżce i z ciemnobrązowymi łebkami.
Mazury przywitały nas ulewą utrudniającą rozkoszowanie się posezonowym klimatem tej krainy. Ale turystyczna dusza wygrała wewnętrzną walkę z niesprzyjającymi warunkami...
Dąbki są uzdrowiskiem od 2007 r. Na status uzdrowiska wpłynął mikroklimat zawierający w powietrzu jod i olejki eteryczne z lasów sosnowych. Brak też przemysłu w okolicy.
Zapraszam na krótką relację z jednodniowej wycieczki z Gdańska do stolicy Dolnego Śląska. Polecam ją każdemu turyście, któremu niestraszne intensywne tempo zwiedzania (choć zdecydowanie przydałyby się dodatkowe dwa-trzy dni).
Na początku XX w. zakończyła się era wydobycia kruszcu. W 1903 r. na terenach pogórniczych powstał Park Miejski, prawdopodobnie pierwsza w Europie udana rewitalizacja terenów poprzemysłowych.
Spośród planowanych funkcji zalewu udała się turystyka i rekreacja. Do najwidoczniejszych inwestycji w tę dziedzinie należą kompleksy w Starym Dworze i Bondarach. Woda przyciągnęła też letników.
Przepłynęłyśmy w tym samym co kiedyś składzie, ten sam odcinek Liwca. Z Wólki Proszewskiej do Sowiej Góry. To tylko ok. 16 km. Ale to nie była łatwa przeprawa. Wisiałyśmy na zielsku...
Jeszcze przed wejściem do budynku uderzył mnie jego rozmach i pięknie zagospodarowana przestrzeń. Dzięki rewitalizacji serce warszawskiej Pragi cały czas bije. Turystów nie odstraszył nawet deszcz.
