Szczytjest punktem widokowym na Beskid Żywiecki ze zdecydowanie dominującą w panoramie ogromną Babią Górą. Widać także Beskid Makowski i Mały, a przy dobrej pogodzie pokażą się Tatry.
W Lienz góry nie są tłem. One są bohaterem. Mają w sobie coś teatralnego – ostre krawędzie, pionowe ściany, światło, które zmienia się jak scenografia. To tu widać najlepiej, jak bardzo Lienz jest „dolomicki”.
To jest Austria, ale z francuskim twistem: zero dojazdów, zero skibusów, zero kombinowania. Wychodzisz z hotelu, zapinasz narty i jedziesz. Wracasz? Zjeżdżasz pod drzwi.
Żaba na Skrzycznem jest symbolem Szczyrku. Bo to właśnie od skrzeczenia żab miała się wziąć nazwa najwyższego szczytu w okolicy. Zamieszkiwały one ponoć leżące kiedyś miedzy Skrzycznem a Małym Skrzycznem jeziorko.
Jest tu 75 kilometrów tras – od szerokich carvingowych autostrad po kameralne ścieżki w lesie. Najbardziej znane jest Bergkastel, rodzinne centrum narciarskie, gdzie dzieci uczą się pierwszych skrętów.
Spacerek mogę polecić z czystym sumieniem. Zwłaszcza że – jak wspomniałam – w dzień powszedni nie było tam tłoku. Sześciokilometrową trasę można dowolnie przedłużać o nieprzetarte odcinki szlaków.
Jest ośmioosobowa, szybka, cicha, z podgrzewanymi siedzeniami i osłoną przeciwśniegową. Wywozi 2400 narciarzy na godzinę. Krzesełka wyposażono w system podgrzewania i stabilizatory kołysania.
Podczas budowy nowej kolejki linowej zadbano o środowisko naturalne. Wykorzystano istniejące wycinki, eksploatacja nowej kolejki linowej zmniejszy hałas w okolicy, a likwidacja starego wyciągu ograniczy zużycie wody i energii.
Rzecz nie tylko w świetnych, malowniczo poprowadzonych nartostradach. Rzecz nawet nie wodach termalnych i radonowych. Bad Gastein ma coś jeszcze – wyjątkową historię. I 300-metrowej wysokości wodospad w samym centrum.
Davos i Klosters to zimowe metropolie nie tylko dla miłośników jazdy na nartach i snowboardzie. Są tu dwa sztuczne lodowiska i największe w Europie lodowisko naturalne – do jazdy na łyżwach i gry w curling.
