Filipiny
Kraj szczęśliwych ludzi…

Filipiny to niesamowity zlepek ludzkich ras, typów, odmian. Same tylko ludy austronezyjskie są jedynym w swoim rodzaju rasowym amalgamatem, a przecież to dopiero punkt wyjścia...
Tagi:
Podoba Ci się ten tekst? Powiedz o tym innym na FacebookuPolub ten wpis na FacebookuPolub wpis na Facebooku
Sprawdź nasz Instagram
fot: Jarosław Swajdo
Filipiny. Kraj szczęśliwych ludzi…
Na razie dominuje angielski. Ale wielka i stale wrastająca w świecie rola języka hiszpańskiego jako międzynarodowego, przyniosła jego życzliwą akceptację także na Filipinach.
Uwaga! Materiał został zamieszczony w naszym portalu już ponad rok temu.
A świat się zmienia… Niektóre informacje praktyczne mogą okazać się nieaktualne!

„Nie jesteśmy Azjatami, jesteśmy Latynosami. Manila bardziej niż Azję przypomina Amerykę Południową. Dlaczego musimy mówić po angielsku, czyż hiszpański nie jest ładniejszy” Rzecze mój filipiński interlokutor, po chwili to samo powtarzając po hiszpańsku.

„Nosimy hiszpańskie imiona i hiszpańskie nazwiska”. Za moment: „Araneta, Carriedo, Cubao, Doroteo, Guadalupe, Legarda, Liberdad, Quirino, Pureza, Recto”, niczym z automatu strzela po latyńsku brzmiącą topografią miasta, retorycznie zapytując „Asia o Hispanoamérica”… I w konkluzji: „Filipiny to taka Mała Hiszpania na Zachodnim Pacyfiku. Jak cała Latynoameryka, jak Hiszpanie czy jak Włosi, ot, właśnie, albo jak wy Polacy, jesteśmy katolikami, i to katolikami żarliwymi. Niczym latarnia promieniujemy dla tych połaci świata i katolicyzmem i chrześcijaństwem”. By z kolei na moje pytanie, ile dziś osób na Filipinach zna hiszpański, bez wahania rzucić „Todos Todos!”

Renesans hiszpańskości

Mój młody rozmówca, pracujący jako taksówkarz a dorabiający przewodnictwem miejskim, dał się tutaj oczywiście ponieść swym życzeniom. Ich ewentualne ziszczenie nie stoi jednak wbrew pozorom aż chyba tak zupełnie poza realnością. Wprawdzie obecnie po hiszpańsku nie tylko nie mówią tu wszyscy, lecz rzadko kto, ale ostatnio hiszpańszczyzna zdaje się wyraźnie odradzać na Las Islas Filipinas. Jest to związane z dwiema rzeczami. Jedna to pewna rewizja przez Filipińczyków stosunku do swej własnej historii narodowej, tzn. niepostrzeganiem w niej już Hiszpanii jako wcielenia zła wszelkiego, co długi czas miało miejsce, w dużym stopniu za sprawą intensywnej swego czasu amerykańskiej indoktrynacji, sączonej między innym przez szkolną edukację. Drugą zaś jest wielka i stale wrastająca w świecie rola języka hiszpańskiego jako międzynarodowego, wśród języków europejskich obecnie jak wiadomo drugiego takiego po angielskim.

Nie ma chyba potrzeby dodawać, iż w tych wysiłkach, niewątpliwie wartych kibicowania, bo mimo wszystko idących w głąb filipińskiej kultury, są Filipiny wspierane przez swą dawną Metropolię. Wcale nie jest też wykluczony jakiś rodzaj ponownego prawnego umocowania tutaj języka hiszpańskiego (jako co-official language formalnie przetrwał on na Filipinach aż po rok 1987). Furtkę taką daje zresztą aktualne filipińskie prawodawstwo. (Mimowolnie i tu nasuwa się skojarzenie z Maltą, której Konstytucja nie zamyka drogi do restytucji w takim charakterze języka włoskiego; z tą wszakże fundamentalną różnicą, iż włoski znam tam praktycznie każdy; obecnie 86% przy ang. 88%).

Latynosi Azji i Pacyfiku

Wszystko to w pewnym sensie zaskoczyło mnie. Udając się bowiem na Filipiny i dysponując na ich temat ogólnymi informacjami miałem w tej kwestii przemyślenia zbliżone. I choć wynikały one rzecz jasna z historii, czyli absolutnej wszystkiego podstawy, tym samym noszące więc duże znamiona prawdopodobieństwa, obawiałem się, iż mogą być one jednak tylko moimi własnymi zapatrywaniami. Bynajmniej niewolnymi od pewnych sympatii, zwykle wypaczających przecież obraz. Reasumując nie spodziewałem się spotkania podobnych refleksji na miejscu. Dodatkowo zaś wyrażonych z taką pełną emocji ekspresją. „Spójrz na naszą nawet tylko samą najnowszą historię”. (To jak można domniemywać aluzja do prawicowej dyktatury Ferdinanda Marcosa 1965–1986). „Zresztą pal licho historię, spójrz na mnie, czy ja nie wyglądam na Latynosa”… Ciągnie dalej Ernesto.

Czytaj dalej - strony: 1 2

Poczytaj więcej o okolicy:

Dodano: 9 listopada 2018; Aktualizacja 20 listopada 2018;
 
Dodaj komentarz
(Dozwolone typy plików: jpg, gif, png, maksymalny waga pliku: 4MB.)
(wymagany, niepublikowany)
Wszystkie materiały zamieszczone na naszym portalu chronione są prawem autorskim. Możesz skopiować je na własny użytek.
Jeśli chcesz rozpowszechniać je dla zysku bez zgody redakcji i autora – szukaj adwokata!
Zamknij