Filipiny
Kraj szczęśliwych ludzi…

Filipiny to niesamowity zlepek ludzkich ras, typów, odmian. Same tylko ludy austronezyjskie są jedynym w swoim rodzaju rasowym amalgamatem, a przecież to dopiero punkt wyjścia...
Tagi:
Podoba Ci się ten tekst? Powiedz o tym innym na FacebookuPolub ten wpis na FacebookuPolub wpis na Facebooku
Sprawdź nasz Instagram
fot: Jarosław Swajdo
Filipiny. Kraj szczęśliwych ludzi…
Na razie dominuje angielski. Ale wielka i stale wrastająca w świecie rola języka hiszpańskiego jako międzynarodowego, przyniosła jego życzliwą akceptację także na Filipinach.
Uwaga! Materiał został zamieszczony w naszym portalu już ponad rok temu.
A świat się zmienia… Niektóre informacje praktyczne mogą okazać się nieaktualne!

Na malajskim gruncie

Bo i faktycznie Filipiny to niesamowity zlepek ludzkich ras, typów, odmian. Już sama ich nazwijmy to pierwotna warstwa antropologiczna, czyli ludy austronezyjskie, rozsypane po oceanicznych bezkresach od Madagaskaru przez Malaje po Hawaje i Nową Zelandię z jej Maorysami, stanowi niepowtarzalny, jedyny w swoim rodzaju rasowy amalgamat, istne pomieszanie z poplątaniem, a przecież to dopiero punkt wyjścia. Abstrahując od szerzących tutaj w średniowieczu islam Arabów ważniejsze komponenty owej zasadniczo na malajskim gruncie stopionej mieszanki to chronologicznie Chińczycy, do manilskiego Binondo ściągani przez Hiszpanów już końcem 16. stulecia i którzy stamtąd rozeszli się później po całym kraju; dalej różni inni Azjaci, chrześcijanie i katolicy, na katolickich Filipinach szukający azylu przed prześladowaniami religijnymi w swych ojczyznach, np. w Indochinach czy Japonii; przybysze z Meksyku i innych partii Ameryki Środkowej, już sami w sobie na ogół będący mestizos, obecni na Archipelagu w związku ze współtworzeniem przezeń Nowej Hiszpanii; wreszcie Europejczycy, dość masowo napływający na Filipiny po otwarciu przez Madryt kraju na handel międzynarodowy w XIX wieku, osiedlający się tutaj jako kupcy bądź przedsiębiorcy, wśród nich Brytyjczycy i Holendrzy, Portugalczycy i Włosi, Francuzi i Niemcy (relatywnie spora liczba z niemiecka brzmiących nazwisk wskazuje też na prezencję środkowoeuropejskich Żydów). Swój ułamek dorzucili wtedy podobnież nawet Rosjanie.

No i oczywiście Szpania. Do wymienienia osobno i na pierwszym planie. Głównie Andaluzyjczycy, sami zazwyczaj arabskiej domieszki, ale także Katalończycy czy Baskowie, potem zaś bardziej Kastylijczycy. Nb. te zapirenejskie regionalizmy trafiały też na pewne odbicie w dość rozbudowanym hiszpańskim kolonialnym systemie kastowym z jego na wycinku dwiema kategoriami tzw. czystych Hiszpanów; mianowicie Wyspiarzami, tj. Hiszpanami urodzonymi na miejscu i stąd zwanymi też Filipińczykami; tudzież Półwyspiarzami, nieodczuwającymi większych więzi z krajem, bo świeżo dla administrowania nim nasyłanych z Półwyspu Iberyjskiego, głównie właśnie z politycznie dominującej tam Kastylii. W XIX wieku miało to ważkie konsekwencje polityczne. Listę zamykają Amerykanie. Sprawując 1898–1946 nad Filipinami rządy, a potem siedząc tutaj w swych bazach wojskowych aż po 1992 rok, zostawili oni po sobie tysiące i tysiące Amerasians. Przybywający na Archipelag łączyli się z filipińskimi Malajami, jako też między sobą, tudzież we wszystkich innych, już wcześniej zmiksowanych konstelacjach.

Gdzie katolicyzm, tam piękno

Czyż w takiej sytuacji może dziwić, iż Filipinki to jedne z najładniejszych dziewcząt na świecie… Albo w ogóle najładniejsze. Przy tym ubrane schludnie acz gustownie, barwnie i kolorowo, w tonacjach wyrazistych, choć może niekiedy przy pewnej przesadzie z bordo-fioleto-różem; przystępne i komunikatywne, w rozmowie miłe i przyjazne; życzliwego usposobienia; delikatne w obejściu; same absolutnie nienarzucające się, ale zwykle chętne do zawierania znajomości, albo perspektywicznie może czegoś więcej; o spojrzeniach dziewczęco zalotnych; wyglądają też na uczuciowe, romantyczne, wrażliwe; jako też na zwyczajnie po ludzku dobre; w swych bardzo dziewczęcych pozach bardzo podobne do Włoszek czy Hiszpanek. Bo gdzie katolicyzm, tam piękno (jakkolwiek są od tej reguły wyjątki, a z pewnością jeden).

À propos Italii, cieszy się ona na Filipinach wielką estymą, czasami idzie nawet odnieść wrażenie identyfikowania tutaj Włoch jako swego rodzaju synonimu Europy. „European? Yeah! Italiano”… Z takimi stawianiem sprawy można się zetknąć na ulicach Manili. Z krajów EU najwięcej Filipińczyków żyje właśnie we Włoszech, na drugim zaś miejscu jest Hiszpania. Tam też w oparciu o generowaną przez katolicyzm bliskość duchową najłatwiej i najszybciej się oni aklimatyzują.

Ermita, Santa Mesa, Parañaque

Filipiny to kraj zasadniczo ubogi. Tak oto na Ermita District, tj. w samiutkim sercu stolicy, obok budynków różnych centralnych instytucji państwowych czy lokalnych headquarters rozmaitych globalnych korporacji, na zapleczu reprezentacyjnych Roxas Boulevard i Kalaw Avenue, dwie minuty od Rizal Park, a dalsze parę od Intramuros, turystycznego cacka, ludzie żyją w warunkach trudnych do wyobrażenia sobie nawet w najbardziej zapadłych kątach Europy Wschodniej. By już nawet nie wspomnieć o klasycznych baraccopoli, nieodzownym elemencie socjopejzażu całego Trzeciego Świata, szeroko rozlanych poza centrum miasta, między innymi na Santa Mesa czy Tondo, albo w Parañaque City, w południowej części Metro Manila. Mimo to Filipińczycy są na ogół pogodni, radośni, uśmiechnięci. Zdają się być szczęśliwi. Albo przynajmniej nie być specjalnie nieszczęśliwi. The Land of Happy People…

Czytaj dalej - strony: 1 2

Poczytaj więcej o okolicy:

Dodano: 9 listopada 2018; Aktualizacja 20 listopada 2018;
 
Dodaj komentarz
(Dozwolone typy plików: jpg, gif, png, maksymalny waga pliku: 4MB.)
(wymagany, niepublikowany)
Wszystkie materiały zamieszczone na naszym portalu chronione są prawem autorskim. Możesz skopiować je na własny użytek.
Jeśli chcesz rozpowszechniać je dla zysku bez zgody redakcji i autora – szukaj adwokata!
Zamknij