Billund
Miasteczko (z) klocków Lego
Miniland, kultowa część parku, powstawał miesiącami. Ręcznie, z milionów klocków. Do dziś jest wizytówką Legolandu – trochę muzeum, trochę makietą, trochę żywym organizmem, który co roku dostaje nowe elementy. Ta historia jest tu obecna na każdym kroku.
W pierwszym sezonie park odwiedziło 625 tys. osób, nad którymi czuwało wówczas 50 pracowników. – Dziś Legoland Billund szczyci się 11 parkami tematycznymi, ponad 45 atrakcjami, do których budowy wykorzystano łącznie ponad 80 mln klocków – podkreśla Agnieszka Blandzi. –park odwiedza ok. 2 mln gości rocznie, pod czujnym okiem ponad tysiąca pracowników.
Billund ma wiele kart
W sercu miasteczka stoi Lego House, miejsce, które można określić jako laboratorium wyobraźni. Wchodzisz, siadasz, budujesz, burzysz, testujesz — i nagle okazuje się, że te same klocki, które kiedyś rozsypywały się po dywanie, potrafią dziś ożyć w cyfrowym świecie. Dorośli wychodzą stąd z tym samym błyskiem w oku co dzieci.
Kilka kroków dalej jest największy w całej Skandynawii aquapark Lalandia, czyli idealna ucieczka na chłodniejszy dzień. Zjeżdżalnie, baseny, fale, sauny – wszystko pod jednym dachem, w klimacie wiecznego lata. A 20 min. od Billund czeka Givskud Zoo. To nie jest zwykły ogród zoologiczny. Tu jedzie się autem między zwierzętami z czterech kontynentów, które przechadzają się tuż obok. Dla dzieci to czysta magia, dla dorosłych – świetna odskocznia od klockowego świata.
I wreszcie sama Jutlandia – ma swój rytm: spokojny, nordycki, trochę surowy, ale piękny. Wystarczy godzina jazdy, żeby znaleźć się nad morzem albo w małych miasteczkach, które pokazują kameralną twarz Danii. Ale to również malownicza kraina, z pagórkowatym krajobrazem urozmaiconym fiordami i piaszczystymi plażami. Sercem regionu jest średniowieczne miasteczko Vejle.
– Nie sposób ominąć twierdzy w Kolding – uczula Agnieszka Blandzi. – To stąd, jak głosi hymn Polski, hetman Stefan Czarniecki „dla ojczyzny ratowania rzucił się przez morze”. Oraz miasteczko Jelling, zapisane na liście UNESCO „świadectwo urodzenia Danii”, gdzie zobaczysz dwa najsłynniejsze na świecie kamienie runiczne z X wieku.
Legoland praktycznie
* Najgorszym pomysłem jest kupowanie biletów przy wejściu. Online jest taniej, szybciej i bez ryzyka, że trafisz na kolejkę, która odbiera chęć do życia. Ceny są dynamiczne, więc im wcześniej, tym lepiej. Warto też sprawdzić bilety łączone z Lego House – często wychodzi korzystniej niż osobno. Warto rozważyć kupno karty Resort Pass, zapewnia nieograniczony dostęp do Legolandu, Lalandii, WOW Park oraz Givskud Zoo podczas kilkudniowej wizyty.
* Jeśli planujesz odwiedzić Lego House, zrób to dzień przed albo dzień po parku. Po całym dniu w Legolandzie dzieci są tak zmęczone, że trudno im w pełni wykorzystać potencjał Lego House, a to miejsce zasługuje na świeże głowy. Takie rozwiązanie wymaga jednak przenocowania w Billund. Tu można nocować w hotelu Legoland lub wakacyjnej wiosce, nie opuszczając w pewnym sensie atmosfery parku rozrywki, ale tańszy będzie nocleg w odległości 15-minutowego spaceru.
* W parku jest sporo restauracji, ale nie ma problemu jeśli wniesie się własne jedzenie. W Billund jest supermarket, w którym zrobisz szybkie zakupy na cały dzień.
* Warto zainstalować aplikację Legoland. Pokazuje czas oczekiwania do atrakcji, mapę parku, godziny pokazów i aktualne promocje. Dzięki niej można ułożyć trasę tak, żeby nie stać w kolejkach dłużej niż trzeba.
* Samolotem bezpośrednio do Billund można dolecieć z Gdańska i Katowic. Lotnisko jest obok parku. Samochodowa trasa wiedzie albo przez Niemcy (z Warszawy to ok. 1 tys. km, z Wrocławia – ok. 900 km, z Gdańska – ok. 800 km). Ale warto rozważyć podróż przez Szwecję, płynąc promem do Trelleborga lub Ystad – stąd do Billund jest ok 350 km (lub kilkadziesiąt km więcej, jeśli nie chcemy płacić za przejazd mostem Oresund). Warto policzyć, czy bardziej opłaca się trasa lądem, w wielu przypadkach z noclegiem po drodze i kosztami drogiego ostatnio paliwa, czy nocleg na promie.







Dodaj komentarz