Batumi
Port, kurort i pola herbaciane

Gruziński port Batumi jest miastem młodym (jeszcze w końcu lat 80. XIX wieku była to mała wioska), praktycznie bez zabytków. Ma za to bardzo ładny park nadmorski oraz ciekawe otoczenie głównej arterii prospektu Szoty Rustaweli, ze słynnym ogrodem botanicznym i ciekawym muzeum sztuki Adżarii.
Podoba Ci się ten tekst? Powiedz o tym innym na FacebookuPolub ten wpis na FacebookuPolub wpis na Facebooku
Sprawdź nasz Instagram
fot: Cezary Rudziński
Batumi. Port, kurort i pola herbaciane
Dosyć zaniedbane ? chociaż i tu widać nowe budynki ? są okolice bazaru. Ale w sumie jest to najbardziej zadbane i czyste miasto Gruzji z tych, które widziałem.
Uwaga! Materiał został zamieszczony w naszym portalu już ponad rok temu.
A świat się zmienia… Niektóre informacje praktyczne mogą okazać się nieaktualne!

Niespełna 140- tysięczne Batumi jest stolicą Adżarii i jednym z dwu głównych portów Gruzji. W starożytności był tu fort rzymski Batys.

Był to pierwszy, później zislamizowany, region obecnej Gruzji, do którego już w I wieku trafiło chrześcijaństwo. Ale samo Batumi jest miastem młodym (jeszcze w końcu lat 80. XIX wieku była to mała wioska), praktycznie bez zabytków. Ma za to bardzo ładny park nadmorski oraz ciekawe otoczenie głównej arterii prospektu Szoty Rustaweli, ze słynnym ogrodem botanicznym, ciekawym muzeum sztuki Adżarii. Dosyć zaniedbane ? chociaż i tu widać nowe budynki ? są okolice bazaru. Ale w sumie jest to najbardziej zadbane i czyste miasto Gruzji z tych, które widziałem.

Warto wiedzieć

* 10 km na południe od Batumi znajduje się dawna rzymska twierdza Gonio. Ściślej jej mury obronne, bo wewnątrz jest sad cytrusowy. Zbudowana została na miejscu, w którym już w VI w p.n.e. było duże osiedle ludzkie.
* 5 km dalej na południe jest przejście graniczne z Turcją. W drodze do niego obserwowaliśmy baraszkujące w pobliżu brzegu stado delfinów. Bo Adżaria to w lecie przede wszystkim popularny czarnomorski region wypoczynkowy. Z cenami jednak, jak słyszeliśmy, bardzo ?europejskimi?, w każdym razie ? najwyższymi w Gruzji.
* Sławne, chyba przede wszystkim z piosenki, bo jakość tutejszej herbaty była niska, ?herbaciane pola Batumi? po okresie prawie całkowitego upadku zaczynają się odradzać. Na razie na niewielkich obszarach, ale sadzi się podobno bardzo dobrej jakości krzewy. Może więc i na lokalną herbatę będzie się kiedyś jeździć do Gruzji.

Poczytaj więcej o okolicy:

 

Komentarze: 1

    kkociubka, 19 marca 2011 @ 23:16

    Byłam z rodzicami w Batumi jako mała dziewczynka, więc jakiś czas temu. Przykro czytać, że tak podupadło. Ale może też na to nakłada się obraz miasta widziany oczami dziecka, bo autor, jak się domyślam, nie jest małą dziewczynką.

    Dla mnie Batumi to była absolutna egzotyka i trochę bajkowe miejsce. Zapamiętałam dość dużo starych willi – w porównaniu z Warszawą to była zupełnie inna zabudowa. Ale najpiękniejsza była promenada wiodąca na plażę (zresztą widoczna tu obok na zdjęciu), wysadzana bananowcami. Byliśmy w Batumi latem, pierwszy raz widziałam banany rosnące na drzewach. Nawet kamienista plaża mi się podobała, bo po prostu była inna od wszystkich mi znanych, choć kamienie były w gruzińskich upałach rozgrzane tak, że parzyły. Odwiedziliśmy też delfinarium, gdzie odbywały się nieprawdopodobne pokazy.

    Fantastyczny port, w którym cumowały luksusowe statki wycieczkowe, pływające po Morzu Czarnym. Pamiętam, że podróżujący nimi turyści wieczorami mieli okazję zejść na ląd, a mój ojciec przekupywał marynarzy, żebyśmy mogli wejść na pokład. Kasyna, sklepy, restauracje – dla mnie to był absolutnie zaczarowany świat. Zresztą sentyment do statków mi został na całe życie.

    Cudowni byli ludzie. Gruzini są bardzo serdeczni i gościnni – to, mam nadzieję, się nie zmieniło. Byliśmy na gruzińskim weselu – pyszne było jedzenie, mnóstwo egzotycznych owoców, dużo wspólnych śpiewów i zabawy. Obowiązkowym gruzińskim zwyczajem weselnym było wychylenie toastu za zdrowie młodej pary z… rogu. Pojęcia nie mam, z jakiegoż zwierzęcia był to róg, ale rozmiary miał słuszne. Z mocną obawą patrzyłam na mojego raczej niepijącego ojca, czy sprosta zadaniu, ale wychylił duszkiem dobre pół litra gruzińskiego wina, ku uciesze zgromadzonych potwierdzając przyjaźń pomiędzy naszymi narodami.

    Nie zgodzę się też co do herbaty. Herbaciane pola ciągnęły się po horyzont i to oczywiście też był dla mnie niesamowity widok. Wręcz bym powiedziała, że to piosenka się nie umywa. Zawsze jak ją słyszałam, to byłam przekonana, że Filipinki śpiewają o czymś, czego na oczy nie widziały. Byliśmy w manufakturze wytwarzającej herbatę, najprzeróżniejsze jej rodzaje – od pieczołowicie zbieranych pączków po najpośledniejsze resztki przerabiane na granulat. Nic się nie mogło zmarnować, więc jasne, że były herbaty genialne i popularne. Ja nigdy herbaty nie lubiłam, ale ta przywieziona z Gruzji była wyjątkowa.

    Mam świadomość, że bardzo subiektywnie piszę, ale nie wierzę w obiektywnych podróżników. Zakochujemy się w jakiś miejscach i to jest najfajniejsze w podróżowaniu.

Dodaj komentarz
(Dozwolone typy plików: jpg, gif, png, maksymalny waga pliku: 4MB.)
(wymagany, niepublikowany)
Wszystkie materiały zamieszczone na naszym portalu chronione są prawem autorskim. Możesz skopiować je na własny użytek.
Jeśli chcesz rozpowszechniać je dla zysku bez zgody redakcji i autora – szukaj adwokata!
Zamknij