Borne Sulinowo
Niemcy, Rosjanie, Polacy…

Ci, którzy zameldowali się w pierwszej setce, z dumą podają swoje numery. Bo też Borne Sulinowo wraz z okolicą przyłączono do Polski w 1992 roku, kiedy opuścili bazę ostatni, już nie radzieccy, a rosyjscy żołnierze.
Podoba Ci się ten tekst? Powiedz o tym innym na Facebooku
Sprawdź nasz Instagram
fot: Anna Ochremiak
Borne Sulinowo. Niemcy, Rosjanie, Polacy…
Ale też mieszkańcy Bornego Sulinowa bawią się swoją-nie swoją przeszłością, nawiązują do niej przypominają, na niej w ogromnym stopniu starają się budować turystyczną atrakcyjność miejscowości. I jakoś im się to udaje.
  • Borne Sulinowo. Niemcy, Rosjanie, Polacy…
  • Borne Sulinowo. Niemcy, Rosjanie, Polacy…
  • Borne Sulinowo. Niemcy, Rosjanie, Polacy…
  • Borne Sulinowo. Niemcy, Rosjanie, Polacy…
  • Borne Sulinowo. Niemcy, Rosjanie, Polacy…
  • Borne Sulinowo. Niemcy, Rosjanie, Polacy…
  • Borne Sulinowo. Niemcy, Rosjanie, Polacy…
  • Borne Sulinowo. Niemcy, Rosjanie, Polacy…
  • Borne Sulinowo. Niemcy, Rosjanie, Polacy…
Uwaga! Materiał został zamieszczony w naszym portalu już ponad rok temu.
A świat się zmienia… Niektóre informacje praktyczne mogą okazać się nieaktualne!

? Zafascynowany słuchałem opowieści dziadka o pionierskich czasach we Wrocławiu ? opowiada Dariusz Czerniawski, twórca i opiekun izby pamięci w Bornem Sulinowie. Pomyślałem, że tu mogę przeżyć coś podobnego. Przecież ta okolica to nasze najnowsze Ziemie Odzyskane?

Kiedy tu przyjechałem po raz pierwszy przez sześć godzin chodziłem po mieście i nie spotkałem nikogo ? wspomina Dariusz Czerniawski. Teraz to już, nadużyciem byłoby powiedzieć, że tętniące życiem, ale miasto. Prawa miejskie przyznano Bornemu, gdy liczyło 400 mieszkańców. Dziś mieszka tu około 5 tys. osób.

Ci, którzy zameldowali się w pierwszej setce, z dumą podają swoje numery. Bo też Borne Sulinowo wraz z okolicą przyłączono do Polski w 1992 roku, kiedy opuścili bazę ostatni, już nie radzieccy, a rosyjscy żołnierze. Ale mimo że minęło 18 lat, ich byłą obecność czuje się tu na każdym kroku. Powraca w opowieściach, w legendach o ukrytych w ziemi tajemnicach. Podobno nieprawdziwych. Ale też mieszkańcy Bornego Sulinowa bawią się swoją-nie swoją przeszłością (wszyscy, którzy tu mieszkają przybyli skądeś wcale nie tak dawno temu), nawiązują do niej przypominają, na niej w ogromnym stopniu starają się budować turystyczną atrakcyjność miejscowości. I jakoś im się to udaje.

Borne Sulinowo wypełniło białą plamę na mapach dopiero po 1992 roku. Ale i historia tego miejsca  zaczyna się tylko kilkanaście lat przed utworzeniem przez Rosjan eksterytorialnej bazy wojskowej w środku Polski. W latach 30. ubiegłego wieku nieurodzajne i słabo zaludnione lasy na Pojezierzu Drawskim należały do Niemiec, choć były blisko granicy II Rzeczypospolitej. Na morenowych wzgórzach powstawał właśnie pas umocnień nazwany pózniej Wałem Pomorskim. Na jego zapleczu, na miejscu malutkich wsi Linde, po polsku ? Lipa (kilka starych domów, pamiątka po osadzie, stoi przy ulicy Lipowej; lipa jest też we współczesnym herbie Bornego Sulinowa) i Gross Born (od wysiedlonej wsi w środku poligonu pochodzi niemiecka nazwa tego miejsca) ? ogromna baza wojskowa, całe militarne miasto, zbudowane na surowym korzeniu, pomyślane, zaplanowane, wybudowane tylko w ciągu pieciu lat dla wojska, z gigantycznym poligonem na zapleczu. Rozplanowane z niemiecką precyzją, funkcjonalnie zabudowane, było ośrodkiem, w którym szkoliły się wszystkie typy wojsk i siedzibą szkoły artylerii Wehrmachtu. Uroczyście otworzył je Adolf Hitler w sierpniu 1938 roku. Rok później 1 września 1939 r. o godz. 4:45, jednostki sformowanego w Gross Born XIX Korpusu gen. Guderiana ruszyły na Polskę.

Przygotowując się do wojny, którą nazwano potem II  światową, Niemcy zbudowali obok ogromnych koszar obóz jeniecki Gross Born. Przetrzymywali tu żołnierzy polskich pojmanych w trakcie kampanii wrześniowej, potem Francuzów, jeńców radzieckich,  od 1942 roku ? głównie polskich oficerów, wreszcie powstańców z Warszawy.

Wiosną  1945 roku Armia Czerwona zajęła poniemieckie koszary wraz z poligonem i pozostała tu przez prawie pół wieku. Nazwę zmieniono na Borne Sulinowo (?????-????????), drugi człon pochodzi prawdopodobnie od wsi Silnowo, leżącej po „polskiej” stronie jeziora Pile. Garnizon liczył ok. 25 tys. żołnierzy, około tysiąca czołgów, najprawdopodobniej były tu rakiety z głowicami atomowymi. Tak mówią. Sojusznicza armia miała do dyspozycji poligon o powierzchni 18 tys. ha. Wszystko za drutami, bez dostępu i bez kontroli ze strony władz PRL. Rosjanie wykorzystywali infrastrukturę pozostawioną przez Niemców. W krajobrazie miasta pojawiły się jednak bloki z wielkiej płyty przywiezione w elementach z radzieckich fabryk (nazywane są Leningradami) i trochę brzydkich pawilonów, baraków, gigatyczne garaże. Najprostszym kluczem do odróżnienia architektury obu epok jest kształt dachu: strome zbudowali Niemcy, płaskie Rosjanie.

Rosjanie pozostawili bazę podobno w dobrym stanie. Spustoszenia poczynili szabrownicy, jak to na Ziemiach Odzyskanych. Polskie wojsko nie upilnowało (a pilnowało niespełna przez rok) powierzonego mu mienia. Mówią, że za flaszkę można było wejść i zabrać wszystko? 98 procent zabudowań w Bornem Sulinowie ma już nowych właścicieli. Większość została wyremontowana i zrewitalizowana, sporo jednak straszy jeszcze ruiną. Proces zagospodarowywania miasta ciągle trwa. Jest przestronnie i nad wyraz? czysto.

Warto wiedzieć

W skład kompleksu wojskowego wchodziło także zbudowane w tym samym czasie i bardzo podobne miasteczko militarne ? Westwalenhof (w czasach radzieckich Gorodok). Leży, a właściwie leżało ono (teraz to miasto-widmo Kłomino) kilkanaście kilometrów od Bornego Sulinowa, na południowym skraju poligonu. Nie udało się go jednak zasiedlić po przyłączeniu do Polski. Mieszka tu jedna czy dwie rodziny a zabudowania są sukcesywnie rozbierane.

Poczytaj więcej o okolicy:

Dodano: 10 kwietnia 2011; Aktualizacja 19 lutego 2012;

Komentarze: 1

    cez, 12 kwietnia 2011 @ 13:02

    A ja już tam byłem wówczas, gdy miejscowość ta formalnie nie istniała ! A było to tak. W dniach 19-20 listopada 1969 roku w Wojewódzkiej Radzie Narodowej – ówczesnym Urzędzie Wojewódzkim – w Koszalinie odbywała się jakaś konferencja, na którą wysłała mnie agencja prasowa w której pracowałem. Podczas tej konferencji poznałem Pełnomocnika Rządu do spraw stacjonowania w Polsce Armii Radzieckiej, generała WP. Jego nazwiska już nie pamiętam, gdyż w odróżnieniu od daty tego wyjazdu nie zachowało się w kalendarzu. Gdy dowiedział się, że pisuję również na tematy obronne, poinformował mnie, że po konferencji jedzie do radzieckiej bazy w Bornem Sulinowie ? nazwę tę usłyszałem wówczas po raz pierwszy i zaproponował, abym pojechał z nim i napisał stamtąd reportaż. Zgodziłem się chętnie, bo takich wyjazdów nie musiałem uzgadniać z kierownictwem redakcji i wiedząc, że tak atrakcyjny reportaż zostanie szybko opublikowany. Tym bardziej, że wcześniej byłem już – i napisałem reportaż, ze sztabu Północnej Grupy Wojsk Radzieckich w Legnicy.
    21 listopada, pamiętam, że był to piękny słoneczny dzień, pojechaliśmy z Koszalina samochodem generała. Strażnicy w bramie bazy byli trochę zaskoczeni, że obok polskiego generała i jego wojskowego kierowcy jest jeszcze jakiś cywil. Ale na generalskie: on so mnoj – on jest ze mną, tylko zasalutowali i samochód wpuścili. Podjechaliśmy pod budynek klubu garnizonowego. Tam na prośbę generała, który poinformował mnie, że musi uzgodnić z dowództwem bazy sprawę mojej obecności oraz tematykę reportażu – zajął się mną jakiś, chyba lejtnant lub kapitan. Wypiliśmy czaj ( herbatę ) z ciasteczkami, przez pół godziny ? może 40 minut, rozmawialiśmy o niczym, bo radziecki oficer całkowicie ignorował moje pytania na temat bazy. Nagle wszedł bardzo zmieszany polski generał. – Niestety – powiedział, nie ma możliwości, aby pan dzisiaj uzyskał tu materiał do reportażu. Ponieważ wiem, że wraca pan do Warszawy, już zamówiłem bilet lotniczy ( Koszalin miał wówczas połączenie lotnicze z Warszawą ), mój kierowca odwiezie pana na lotnisko. Proszę także pamiętać, że nie może pan wymieniać nazwy miejscowości w której znajdujemy się, ani w publikacjach, ani w rozmowach prywatnych.
    Przypominam ten drobny epizod sprzed ponad 40 lat, gdyż wątpię, aby on był znany nie tylko w Bornem Sulinowie. Sądzę jednak, że jest ciekawym świadectwem z tamtej epoki. Informującym m.in. ile w tej bazie miał do powiedzenia oficjalny Pełnomocnik rządu PRL ds. stacjonowania w Polsce Armii Radzieckiej.

    Cezary Rudziński

Dodaj komentarz
(Dozwolone typy plików: jpg, gif, png, maksymalny waga pliku: 4MB.)
(wymagany, niepublikowany)
Doceniają nas!

 

Stowarzyszenie Dziennikarzy Podróżników Globtroter wyróżniło Otwarty Przewodnik Krajoznawczy nagrodą
za najciekawsze publikacje turystyczne w 2019 r.

Cieszymy się!

 

Pisz razem z nami

Dlaczego otwarty? Bo jego pisanie nigdy się nie kończy... Bo może go pisać każdy, także Ty...

przyślij swój tekst i zdjęcia
Wszystkie materiały zamieszczone na naszym portalu chronione są prawem autorskim. Możesz skopiować je na własny użytek.
Jeśli chcesz rozpowszechniać je dla zysku bez zgody redakcji i autora – szukaj adwokata!
Zamknij