Titicaca
Isla del Sol ? Wyspa Słońca

To miejsce święte dla Boliwijczyków i Peruwiańczyków (jezioro leży na pograniczu tych dwóch krajów), a także Indian Keczua. To też wyjątkowe miejsce w historii Inków. To właśnie tutaj narodzili się pierwsi Inkowie oraz samo słońce, dając początek ich cywilizacji.
Podoba Ci się ten tekst? Powiedz o tym innym na Facebooku
Sprawdź nasz Instagram
fot: Anna Kiełtyka
Titicaca. Isla del Sol ? Wyspa Słońca
Na wyspie można spędzić cały dzień albo zostać na noc. Ja decyduję się tylko na kilkugodzinną wycieczkę, chociaż jest co oglądać. Samych ruin jest ponad osiemdziesiąt, do tego sakralne miejsca Inków, muzeum archeologiczne z unikalnymi eksponatami, często wykonanymi z czystego złota i przepiękne widoki.
  • Titicaca. Isla del Sol ? Wyspa Słońca
  • Titicaca. Isla del Sol ? Wyspa Słońca
  • Titicaca. Isla del Sol ? Wyspa Słońca
  • Titicaca. Isla del Sol ? Wyspa Słońca
Uwaga! Materiał został zamieszczony w naszym portalu już ponad rok temu.
A świat się zmienia… Niektóre informacje praktyczne mogą okazać się nieaktualne!

Boliwia to mały kraj, tym bardziej fascynujące jest to, że wszystko jest tutaj ?naj?. Największa pustynia solna, najwyżej położona stolica, najwyżej położone miasto i najwyżej położone jezioro żeglowne, będące równocześnie największym jeziorem wysokogórskim na Ziemi.

To właśnie, znajdujące się na wysokości 3182 m n. p. m. jezioro Titicaca, chcę teraz zobaczyć. Bazą wypadową jest miasteczko Copacabana, oddalone kilka godzin drogi od stolicy kraju. Tak naprawdę  w samym mieście nie ma za dużo interesujących rzeczy do zobaczenia. Miejsce to słynnie z pielgrzymek do niewielkiej, drewnianej figurki Matki Boskiej, która jest opiekunką jeziora i zawsze ustawiona jest w jego kierunku, aby mogła obserwować co się na nim dzieje. Lokalni, nastawieni na zysk, próbują wcisnąć każdemu przechodzącemu obok turyście sweter albo czapeczkę  z alpaki. Prawdę mówiąc nie widziałam do tej pory osoby, która by się oparła, jak nie tutaj, to przynajmniej w innych miejscowościach. Jak rozpoznać turystę w Boliwii? Po wzorzystym swetrze, czapeczce albo rękawiczkach z alpaki, które noszą tutaj wszyscy przyjezdni.

Oczywiście atrakcją numer jeden jest rejs na największą z wysp jeziora, Isla del Sol (Wyspę Słońca). To miejsce święte dla Boliwijczyków i Peruwiańczyków (jezioro leży na pograniczu tych dwóch krajów), a także Indian Keczua. To też wyjątkowe miejsce w historii Inków. Według legend, to właśnie tutaj narodzili się pierwsi Inkowie oraz samo słońce, dając początek ich cywilizacji. Na wyspę można dostać się prywatną łodzią albo wielkim promem kursującym kilka razy dziennie; rejs trawa parę godzin.

Pogoda specjalnie nie dopisuje, mam nadzieję że może i tym razem narodzi się tutaj choć trochę słońca. Na wyspie można spędzić cały dzień albo zostać na noc. Ja decyduję się tylko na kilkugodzinną wycieczkę, chociaż  jest co oglądać. Samych ruin jest ponad osiemdziesiąt, do tego sakralne miejsca Inków, muzeum archeologiczne z unikalnymi eksponatami, często wykonanymi z czystego złota i przepiękne widoki.

Wraz z zapoznaną Walijką postanawiamy przejść wyspę wzdłuż ? ok. 6 km ? do następnego portu. Przez całą drogę towarzyszy nam również małżeństwo z dwójką dzieci, które podróżują ze swoimi rodzicami właściwie od urodzenia. Rodzina spędza po roku na każdym kontynencie. Nastoletnia July i siedmioletni August przez ostatnie miesiące chodzili do szkoły w Afryce, teraz rodzina jedzie przez całą Amerykę do Guajany by tam osiedlić się na kolejne miesiące.

Po południu słońce spełnia moje prośby i łaskawie wychodzi za chmur, niestety w dalszym ciągu strasznie wieje. W czasie wędrówki na drugą stronę wyspy co jakiś czas dołączają do nas tzw. ?łowcy dolarów? ? małe dzieci ubrane w tradycyjne stroje trzymają wielka lamę, ?Photo, one dolar? przekrzykują się. Są przy tym bardzo skrupulatne: gdy pewien Argentyńczyk pstryka dwa zdjęcia, automatycznie krzyczą ?Dos dolares? pokazując na palcach dwa.
Wieczorem gdy wracam na ląd, słońce malowniczo tonie w wodzie jeziora. Znajdują się tutaj jeszcze inne, mniejsze wyspy oraz ponad czterdzieści niewielkich, pływających sztucznych wysepek, tzw. Uros (zrobione z trzciny totora zgrabnie unoszą się na wodzie, niestety dzisiaj to bardziej skanseny, gdzie Indianie za opłatą odgrywają scenki przed turystami).

Następnego dnia, jadę zobaczyć jezioro z drugiej strony, a co się z tym wiąże ? z innego punktu widzenia, peruwiańskiego punktu widzenia.

 
Dodaj komentarz
(Dozwolone typy plików: jpg, gif, png, maksymalny waga pliku: 4MB.)
(wymagany, niepublikowany)
Doceniają nas!

 

Stowarzyszenie Dziennikarzy Podróżników Globtroter wyróżniło Otwarty Przewodnik Krajoznawczy nagrodą
za najciekawsze publikacje turystyczne w 2019 r.

Cieszymy się!

 

Pisz razem z nami

Dlaczego otwarty? Bo jego pisanie nigdy się nie kończy... Bo może go pisać każdy, także Ty...

przyślij swój tekst i zdjęcia
Wszystkie materiały zamieszczone na naszym portalu chronione są prawem autorskim. Możesz skopiować je na własny użytek.
Jeśli chcesz rozpowszechniać je dla zysku bez zgody redakcji i autora – szukaj adwokata!
Zamknij