Iquitos
Łodzią w stronę amazońskiej dżungli

Rejs łodzią po amazońskiej dżungli był czymś niezwykłym. Kierujący nią Indianin zapewniał, że tak wysokiego poziomu wody nie było od lat. I w wiele miejsc wpływa po raz pierwszy w życiu.
Podoba Ci się ten tekst? Powiedz o tym innym na FacebookuPolub ten wpis na FacebookuPolub wpis na Facebooku
Sprawdź nasz Instagram
fot: Cezary Rudziński
Iquitos. Łodzią w stronę amazońskiej dżungli
Z drzew zwisały długie jak grube kiszki gniazda os. W suchych konarach drzew od czasu do czasu udawało mi się dostrzec i sfotografować zaczepionego na nich leniwca. A niekiedy nawet sfotografować go, gdy był bliżej i niżej, teleobiektywem jak do portretu.
Uwaga! Materiał został zamieszczony w naszym portalu już ponad rok temu.
A świat się zmienia… Niektóre informacje praktyczne mogą okazać się nieaktualne!

Z Iquitos można się wybrać na wycieczkę do dżungli. Na niewielkich, suchych jak klepisko polanach można obserwować i fotografować jak wygrzewają się – i atakują nieproszonych gości – młode anakondy.

A gdy ktoś, tak jak ja, trafi się na bardzo wysoką wodę – może popłynąć indiańską łodzią z silniczkiem w głąb dżungli. Gdy ruszałem, przez chwilę przypomniało mi się jak podczas jednej z wielkich powodzi w Polsce pływałem łodzią ze strażakami po… Puszczy Nadnoteckiej. Ale szybko okazało się, że to jednak coś zupełnie innego. Chodziłem już wcześniej po dżungli amazońskiej w różnych jej miejscach pieszo i było to duże przeżycie.

Piłem wodę wlewaną wprost do gardła z odcinanych korzeni drzew, obserwowałem przyrodę. Niekiedy w panujących tam nawet w południe ciemnościach tak wielkich, że tylko na chwilę rozświetlały ją flesze aparatu fotograficznego. Rejs łodzią po dżungli był jednak czymś niezwykłym. Kierujący nią Indianin zapewniał, że tak wysokiego poziomu wody nie było od lat. I w wiele miejsc wpływa po raz pierwszy w życiu. Mijaliśmy zwartą, zieloną roślinność. Całe kolonie ogromnych pływających liści mających średnice po 1,5-2 metrów, na których bez problemów mogłoby usiąść duże dziecko.

Z drzew zwisały długie jak grube kiszki gniazda os. W suchych konarach drzew od czasu do czasu udawało mi się dostrzec i sfotografować zaczepionego na nich leniwca. A niekiedy nawet sfotografować go, gdy był bliżej i niżej, teleobiektywem jak do portretu.

Poczytaj więcej o okolicy:

Dodano: 10 kwietnia 2013; Aktualizacja 29 lutego 2020;
 
Dodaj komentarz
(Dozwolone typy plików: jpg, gif, png, maksymalny waga pliku: 4MB.)
(wymagany, niepublikowany)
Wszystkie materiały zamieszczone na naszym portalu chronione są prawem autorskim. Możesz skopiować je na własny użytek.
Jeśli chcesz rozpowszechniać je dla zysku bez zgody redakcji i autora – szukaj adwokata!
Zamknij