Aruba
Nie trzeba robić nic na wyspie szczęśliwej
A świat się zmienia… Niektóre informacje praktyczne mogą okazać się nieaktualne!
Aruba, Jamaica ooo
I wanna take yaa?
Bermuda, Bahama
come on pretty mama…
Ilekroć pomyślę o moim kolejnym celu podróży, momentalnie chce mi się nucić tę melodię. Jadę teraz do miejsca wyciągniętego wprost z teledysku do tej słynnej piosenki Beach Boysów, ?Kokomo?. Karaibskie plaże, lazurowa woda i drinki z parasolką. Aruba to miejsce gdzie absolutnie nie wolno przywozić ze sobą zmartwień i stresów. Coś w tym musi być, bo mój największy problem, brak gotówki i rezerwacji hotelowej, rozwiązał się jeszcze przed przyjazdem na wyspę, na lotnisku w Porto Fijo w Wenezueli. Przesympatyczne małżeństwo, które tam poznałam, Frank i Josefina zaproponowało mi nocleg i gościnę. Na wyspę dostajemy się malutkim samolotem linii Tiara. Według grafiku, z Wenezueli na Arubę leci się półtorej godziny, ale jeżeli nie uwzględni się różnicy czasu, samolot ląduje na wyspie, raptem piętnaście minut po starcie. Szybko, bez zmęczenia i stresu, Bon Bini ? witajcie na Arubie.
Tu się poznali, zakochali i wzięli ślub…
Razem z Josefiną i Frankiem jedziemy do ich domu położonego w centralnej części wyspy. To tu znajduje się większość domów tubylców, linia brzegowa zarezerwowana jest wyłącznie dla turystów. Frank i Josefina już dwadzieścia lat żyją razem na One happy Island ? jak nazywana jest Aruba. To tutaj się poznali, zakochali i wzięli ślub, mimo że oboje pochodzą z dwóch końców świata. Ona przyjechała z Wenezueli, on z odległej Holandii, a nie wyobrażają sobie życia gdziekolwiek indziej. Ich dom jest mały, ale bardzo przytulny, kuchnia i jadalnia znajdują się na zewnątrz ? to możliwe dzięki doskonałym warunkom klimatycznym ? temperatura nigdy nie spada tu poniżej 20 stopni. Z kuchni, wchodzi się (i to dosłownie) wprost do ogrodu. Przez suchy klimat nie ma tu nawet skrawka trawy, cały teren porośnięty jest najróżniejszymi odmianami kaktusów, palm i innych egzotycznych drzewek które nie wymagają dużo wody.
Tylko ten wiatr…
Dość uciążliwy wydaje się wiatr, który wieje niemal bez przerwy, sypie piaskiem po oczach, brudzi samochody (te jeżdżące po wyspie są naprawdę bardzo zakurzone), czy przenosi wszelkiego rodzaju liście i patyki. Dlatego powszechnym widokiem są mieszkańcy, zamiatający po kilka razy dziennie swoje ogródki i otwarte części domów. Josefina pokazuje mi też swoich pupili, kilka dużych żółwi mieszkających w specjalnej zagrodzie, oraz przedstawia mnie swoim sąsiadom, którzy podobnie jak oni, osiedlili się na wyspie kilkanaście lat temu.
Tylko pozazdrościć.Chciałbym znaleźć się w miejscu do nic nie robienia. na zawsze