Obertauern
Najbardziej francuska z austriackich stacji
To crème de la crème Obertauern. O Gamsleiten 2 każdy narciarz mówi z nabożnym szacunkiem a wspomina z lekkim drżeniem łydki. To jedna z najbardziej stromych, oficjalnie przygotowanych tras w całej Austrii. Tu grawitacja jest bardzo konkretna. Stoisz na górze, patrzysz w dół i nagle rozumiesz, dlaczego w Obertauern nie ma potrzeby budować parku adrenaliny. Ten stok sam jest atrakcją. Trasa, jak słynny Tunnel w Alpe d’Huez, nie wybacza błędów, ale za to daje to bezcenne poczucie zdanego egzaminu z umiejętności jazdy na nartach, zwłaszcza gdy z góry podjeżdża się pod dolną stację wyciągu, by powtórzyć zjazd. Szacunek w oczach obsługi kanapy jest nieskrywany.
Gamsleiten 2 ma jeszcze jedną cechę, o której nie mówi się głośno, bo Austriacy wolą, żeby to zostało w kategorii „dla wtajemniczonych”. Mniej więcej w połowie ściany, tam gdzie stok na chwilę przestaje być pionowy, a zaczyna być tylko bardzo stromy, pojawia się wąska ścieżka między skałkami.
I właśnie tam freeride’owcy odbijają z wytyczonej trasy. Znikają między głazami, jakby wchodzili do innego wymiaru – takiego, w którym obowiązuje tylko jedna zasada: „jak już skręcisz, to jedź, nie myśl”.
Schroniska: Austria w najlepszym wydaniu
Schroniska na stoku są jak z pocztówki: drewniane, przytulne, z piecem kaflowym i zapachem czegoś, co właśnie wyszło z pieca. Wchodzisz tylko na chwilę, a wychodzisz godzinę później, bo Gruberstadl kusi Kaiserschmarrnem, który mógłby dostać własny paszport, Hochalm to klasyka gatunku: drewniane belki, taras z widokiem i kelnerzy, którzy wiedzą, że narciarz nie ma czasu na filozofię, Kringsalm to miejsce, gdzie człowiek zaczyna wierzyć, że speck i ser to pełnowartościowy posiłek sportowca a w Tref 2000 Hutte porcja żeberek wygląda jakby pochodziła od jakiegoś zwierzęcego monstrum.
Après‑ski, czyli Obertauern jak Vegas
Kiedy słońce chowa się za grzbietem a na stoki ruszają ratraki, Obertauern przełącza się w tryb „nocne życie”. I to nie jest zwykłe après‑ski. To jest austriacki odpowiednik Las Vegas. A najlepsze miejscówki na apres‑ski to nie są jakieś „instaspots”, tylko żywe, głośne, pachnące śniegiem i drewnem bary, w których człowiek przypomina sobie, że życie jest po to, żeby się trochę pobawić.
Apres‑ski w Mile w Obertauern to czysta, nieskomplikowana radość po całym dniu na stoku. I ważne: to nie jest żadna trasa po barach, żaden „mile walk”. To jeden konkretny bar, który po prostu tak się nazywa. W którym ludzie tańczą w butach narciarskich, jakby to było najbardziej naturalne środowisko człowieka, DJ gra tak, jakby jutro miało nie być a piwo smakuje jak nagroda za przeżycie Gamsleiten 2.
Lürzer Alm to klasyk. Drewniane wnętrze, atmosfera jak z alpejskiego filmu i tłum ludzi, którzy przyszli „na chwilę”, a wychodzą, kiedy już naprawdę muszą. W Edelweissalm mamy après‑ski z widokiem, muzyką i klimatem, który sprawia, że człowiek zapomina, że jutro też chciał jeździć.
Jeśli Mile jest dzikie, a Lürzer Alm kultowe, to Gruber Stadl jest po prostu jak Austria w pigułce. Drewniana stodoła, muzyka, która niesie się po całej okolicy, i ten moment, kiedy wchodzisz tylko po jedno piwo, a kończysz na stole, śpiewając z Austriakami, których nie znasz.
Ale kto nie lubi tej czasem wymuszonej euforii niczym w Sylwestra, że i on, i jego auto są o rok starsze, znajdzie wiele zacisznych miejsc – ot choćby takie jak piwniczka hotelu Zehnerkar. Świetne austriackie wina: biały Grüner Weltliner czy czerwony Blaufrankisch lub Zweitgelt a do tego Wildererspiess – marynowane mięsa z sosem grzybowym, ziemniaczkami z pietruszką, bukietem sałat i lokalnym sznapsem, podana na miniaturowym ruszcie. Zmysł wzroku i smaku będą zgodne – to kulinarne dzieło sztuki.
Jarosław Kałucki jestem autorem audycji o podróżowaniu „Spakowani” w Polskim Radio 24






















Dodaj komentarz