Mazury
Jesienna wyprawa we dwoje
Mazury były dla mnie nieodkrytym regionem aż do tego roku (nie liczę jednorazowego wypadu do Olsztyna kilka lat temu).
Postanowiłam nadrobić zaległości i wraz z chłopakiem poznać przepiękną krainę jezior oraz bunkrów. Wybór padł m.in. na Ryn, Mikołajki, Mamerki i Giżycko. Zapraszam na relację z czterodniowego wyjazdu we wrześniu 2026 r.
Ryn – basen w zamkowych podziemiach i dwa jeziora
Naszą wyprawę zaczęliśmy od niewielkiego Rynu, położonego nad dwoma jeziorami – Ryńskim i Ołów. Prezentowały się pięknie zarówno wieczorem, jak i rano. Miasteczko poza sezonem wydawało się natomiast opustoszałe, a deszczowa aura nie zachęcała do długich spacerów. Turystyczne życie toczyło się w zamku stanowiącym główną atrakcję.
Pierwsze wzmianki o krzyżackiej budowli pochodzą z XIV w. Na przestrzeni kolejnych wieków była wielokrotnie niszczona i przebudowywana. Aktualnie zamek jest w posiadaniu prywatnego właściciela, który przekształcił go w czterogwiazdkowy hotel. Największe wrażenie zrobiły na mnie: wewnętrzny zadaszony dziedziniec, restauracja z przepięknym sklepieniem, a także wyjątkowy basen w podziemiach.
Co ciekawe, podobno można tu nawet spotkać dobrego ducha Białej Damy. Zgodnie z legendą jest nią Anna – żona litewskiego księcia Witolda, który chciał zdobyć koronę Litwy przy wsparciu Krzyżaków. Wielokrotnie miał on odwiedzać zamek w Rynie, by ustalić zasady sojuszu. Zobowiązał się do przejścia na stronę Krzyżaków przed bitwą pod Grunwaldem, a w ramach gwarancji pozostawił na zamku księżną Annę z dziećmi. Jak wiemy z lekcji historii, Witold nie zdradził jednak Jagiełły. Zgodnie z miejscową legendą, Krzyżacy zamurowali więc jego rodzinę w zamkowych piwnicach. Od tego czasu, gdy nad zamkiem zapada zmrok, po komnatach przechadza się podobno duch Białej Damy. Nam nie było dane się z nim spotkać… Może dlatego, że nocowaliśmy kilkaset metrów dalej, w klimatycznej Willi pod Zamkiem.
Udało się nam natomiast spróbować zupy dyniowej i kiszonej kapusty, serwowanych w starym młynie przerobionym na gościniec. Ogrzani po posiłku ruszyliśmy w dalszą drogę.
Mikołajki – mazurski port, Król Sielaw i tor saneczkowy
Kolejnym przystankiem były Mikołajki, o których słyszałam wielokrotnie, a dopiero teraz je odwiedziłam. Nieoficjalna letnia stolica Mazur i żeglarska stolica Polski przywitała nas gwałtowną ulewą utrudniającą rozkoszowanie się posezonowym klimatem miasteczka. Ale turystyczna dusza musiała oczywiście wygrać wewnętrzną walkę z niesprzyjającymi warunkami, toteż nie chciałam modyfikować intensywnego planu zwiedzania i czekać pod daszkiem aż przestanie padać.
Spacer po promenadzie, oglądanie licznych jachtów, przejście kładką nad Jeziorem Mikołajskim – zaliczam do udanych. Niestety, nie udało się nam wdrapać na wieżę kościoła św. Mikołaja, ponieważ była zamknięta. W ostatniej chwili zdążyliśmy zaś na przejażdżkę po torze saneczkowym, której jako miłośniczka tego typu atrakcji zdecydowanie nie mogłam pominąć.























Dodaj komentarz