Interlaken
Alpy Berneńskie zimą… bez nart
A świat się zmienia… Niektóre informacje praktyczne mogą okazać się nieaktualne!
Nie jeździsz na nartach? Nie szkodzi. Interlaken ma do zaoferowania wiele innych zimowych atrakcji.
To małe (6 tys. mieszkańców) miasteczko w Berneńskim Oberlandzie usadowiło się na płaskim skrawku lądu pomiędzy dwoma jeziorami: Thun i Brienz. Sąsiaduje z potężnymi masywami Jungfrau, Mönch i Eiger ? fantastyczne widoki zapewnione.
Piruety na lodzie i raclette
Widok z 14. piętra hotelu Metropole mam na Alpy Berneńskie i na główną promenadę Höheweg, przy której stoi dom zdrojowy, większość eleganckich sklepów i hoteli. Widzę coś jeszcze: ogromną ślizgawkę. Szmaragdowe jeziora Thun i Brienz nigdy nie zamarzają, Interlaken zainwestowało więc w sztuczne lodowisko. Nazywa się nie byle jak: ?Top of Europe Ice Magic?. Wieczorem jest bajecznie oświetlone.
Główna tafla ma powierzchnię 750 m kwadratowych, są jeszcze 3 mniejsze ślizgawki i zagródka dla dzieci. Wytrawni łyżwiarze śmigają po 400-metrowym torze. Nie jeździsz na łyżwach? Można zagrać, rzecz jasna grupowo, w curling bawarski. Kto zmarznie, rozgrzewa się kubkiem grzanego wina. Restauracja Igloo zaprasza na kolację z raclette w roli głównej: podgrzany, roztopiony ser, kartofle w mundurkach, marynowana cebulka i korniszony. Smakuje znakomicie.
Rakiety w Lombachalp
Tej zimy w Interlaken śniegu nie ma za wiele, ale wyżej w górach na szczęście jest. Samochód firmy Outdoor Interlaken dowozi nas do Lombachalp na wysokość ok. 2 tys. m n.p.m. Latem można tu oglądać, podobno jedne z najpiękniejszych w Szwajcarii, wrzosowiska. Teraz, jak okiem sięgnąć, białe połacie śniegu na łagodnych zboczach. I piękne lasy świerkowe. Z pomocą przewodnika zakładamy rakiety śnieżne, umożliwiające wędrówkę po głębokim śniegu. Debiutantom sprawia to pewien kłopot. Zdarzają się fałszywe kroki i spektakularne upadki w zaspę.
Wokół dziewicza natura, cisza, spokój, żadnych tłumów na szlaku. Na gładkiej białej powierzchni widać wyraźnie ślady lisa i królika. Po trzech godzinach wędrówki w słońcu (okulary przeciwsłoneczne konieczne!) docieramy do gospody Jägerstübli. Tu czeka nas typowe danie Berneńskiego Oberlandu: rösti, czyli podawane prosto z patelni placki z tartych gotowanych ziemniaków. Oczywiście z roztopionym serem.
Jeszcze jedna rozrywka za miastem: park linowy ?Vertical Rush? w koronach wysokich drzew. Tyrolka, bezwładne spadanie i inne zabawy gwarantujące przypływ adrenaliny. 20 i 30 metrów nad ziemią. ?Giant Swing? z prędkością 75 km na godzinę. Raczej dla orłów.
Czekoladowy workshop
W Interlaken przy Bernastrasse jest natomiast coś dla miłośników intrygujących zagadek ? ?Mystery Room?, gra typu Escape The Room. Zostajemy zamknięci na klucz w pokoju, z którego dzięki logicznemu myśleniu i sprytowi mamy się wydostać w ciągu godziny. Prawie się udało.
Na koniec wizyta w Funky Chocolate Club przy Jungfraustrasse. W niewielkim sklepiku leżą w pudełkach dziwne przedmioty: zardzewiałe nożyczki, komplet kluczy francuskich, obcęgi, stary aparat fotograficzny. Wszystko z czekolady! Na zapleczu ? sala, w której słuchamy wykładu o historii czekolady. Potem, ubrani w fartuchy i czerwone czepce, pod okiem instruktorki przystępujemy do produkcji. Po godzinie każdy wychodzi z trzema tabliczkami pysznej czekolady własnego wyrobu. I z zaświadczeniem na piśmie: właśnie zostałeś ?Swiss Chocolatier?.
Ogólnie, jeśli chodzi o Szwajcarię, to wydaje się, że naprawę warto się tam wybrać całą rodziną, nawet jeśli nie wszyscy są miłośnikami białego szaleństwa albo jeśli po prostu chce się spędzić czas różnorodnie, nie tylko na nartach. W tym roku planujemy rodzinny wyjazd w Alpy, właśnie planowaliśmy wstępnie Szwajcarię. Na razie jesteśmy na etapie poszukiwań dobrego organizatora___. Musimy się rozejrzeć i dowiedzieć dokładnie.