Svartisen
Spacerkiem po skandynawskim lodowcu

Lód na skraju jęzora jest szaro-bury. Zaśmiecony odłamkami skalnymi, pyłem. Im wyżej, im głębiej lodowego pola, tym staje się bielszy, czystszy, aż niebieski. Słońce topi jego powierzchnię. W głębokich szczelinach płyną potoki wody.
Podoba Ci się ten tekst? Powiedz o tym innym na FacebookuPolub ten wpis na FacebookuPolub wpis na Facebooku
Sprawdź nasz Instagram
fot: Anna Ochremiak
Svartisen. Spacerkiem po skandynawskim lodowcu
Idziemy noga za nogą za naszym młodym przewodnikiem. Siedmioosobowa grupa lodowcowych dyletantów nie posuwa się szybko. Bo też nie jest łatwo uwierzyć, że raki utrzymają stopy na śliskiej powierzchni.
To już 10 lat! Materiał został zamieszczony w naszym portalu ponad dekadę temu.
A świat się zmienia… Niektóre informacje praktyczne mogą okazać się nieaktualne!

Widokowa droga numer 15 prowadząca przez norweskie fiordy od miejscowości Bod? na północy do Steinkjer na południu jest nieprzerwanym pasmem niecodziennych widoków. Zwłaszcza, gdy dopisze pogoda. A najatrakcyjniejszym jej punktem jest lodowiec Svartisen, najniżej położony w całej Europie.

Widać go już z szosy. Biała czapa okrywająca góry wychyla się raz po raz spośród szczytów opadających stromymi zboczami wprost do morza. Już wiemy: to jest cel naszej wycieczki. Wyczytaliśmy w przewodniku, że atak na nigdy nie topniejący lód powinniśmy przypuścić w miejscowości Holland. Miejscowości! To zbyt mocno powiedziane. Jest tu informacja turystyczna, spory parking, kilka domów w dalszej okolicy. I niewielka przystań, bo do błyszczącego po przeciwnej stronie fiordu lodowca można dotrzeć jedynie małym stateczkiem, a potem trzeba powędrować pieszo. W informacji zasięgamy języka: tak, można wejść na lodowiec, ale tylko z przewodnikiem. Wycieczki organizowane są codziennie, jednak trzeba zarezerwować miejsce co najmniej dzień wcześniej. Nie mamy takiej rezerwacji. Czy nam się uda? Tego dziewczyny z informacji nie wiedzą. Musimy pytać w ?kafeterii? po drugiej stronie. Dostaniemy się tam jutro, pierwszy statek odpływa o godz. 8.

W oczekiwaniu

Szykujemy się do noclegu. Nie ma tu ani hotelu, ani kempingu. Niewielka reklama zaprasza nas na pole namiotowe położone 30 kilometrów stąd. Za daleko: przecież musimy stawić się na przystani przed ósmą. Rozbijamy namiot na łące: korzystamy ze skandynawskiego prawa, które pozwala biwakować przez jedną noc w dowolnym miejscu, byle nie za blisko zabudowań, tak by nie zakłócać spokoju mieszkańców. Wieczorem parking przed informacją zapełnia się kamperami. Naliczyłam ich trzynaście. Jeden norweski, reszta to Niemcy. Oni też wybiorą się jutro pod lodowiec.

Siła przekonywania

Z rana rozczarowanie: wszyscy przewodnicy już zajęci, możemy zapisać się na wycieczkę na następny dzień. Nie mamy czasu! Chcemy dziś. Opowiadamy szefowi przewodników o napiętym planie naszej skandynawskiej wyprawy. Kręci głowa ze zdziwieniem i w końcu znajduje rozwiązanie: jednak możemy wyruszyć za dwie godziny. Rzucamy się na trawę nad jeziorem, patrzymy jak z hukiem spływa do niego woda spod białego jęzora. Wygrzewamy się na słońcu. Niebo błękitne, bezchmurne, bardzo ciepło. Aż trudno uwierzyć, że jesteśmy ponad sto kilometrów za kołem polarnym…

Czytaj dalej - strony: 1 2

Poczytaj więcej o okolicy:

Dodaj komentarz
(Dozwolone typy plików: jpg, gif, png, maksymalny waga pliku: 4MB.)
(wymagany, niepublikowany)
Wszystkie materiały zamieszczone na naszym portalu chronione są prawem autorskim. Możesz skopiować je na własny użytek.
Jeśli chcesz rozpowszechniać je dla zysku bez zgody redakcji i autora – szukaj adwokata!
Zamknij