Krzywcze
W kryształowym labiryncie na Podolu

Największą atrakcją podolskiej wsi jest gipsowa jaskinia nad jarem Cyganki. U nas ciągle mało znana. We współczesnych polskich przewodnikach turystycznych nie znalazłem o niej nawet wzmianki. W ukraińskim - niepełne cztery wiersze.
Podoba Ci się ten tekst? Powiedz o tym innym na FacebookuPolub ten wpis na FacebookuPolub wpis na Facebooku
Sprawdź nasz Instagram
fot: Cezary Rudziński
Krzywcze. W kryształowym labiryncie na Podolu
W dużych komorach i grotach mijanych na wytyczonej trasie uwagę przyciągają stalaktyty i stalagmity, fantazyjne formacje skalne oraz cienie rzucane przez ich fragmenty pod wpływem światła lamp.
Uwaga! Materiał został zamieszczony w naszym portalu już ponad rok temu.
A świat się zmienia… Niektóre informacje praktyczne mogą okazać się nieaktualne!

Schodzenie po śliskich skałach wymaga wysiłku oraz silnego gimnastykowania się. Dalej, w korytarzach prowadzących do komór podziemnego labiryntu, też nie jest łatwo.

Nie mam kasku, propozycja zwiedzenia tej jednej z najdłuższych w świecie jaskiń padła nieoczekiwanie podczas podróży po Podolu i trudno było zrezygnować z takiej okazji. Tyle, że po dwu pierwszych otarciach się łysiną o ostre skały, dalej na niskich odcinkach posuwałem się już z prawą dłonią na ciemieniu. Drugą trzymałem latarkę. Gdy po z górą godzinie wyszedłem na powierzchnię, wierzch dłoni był nieźle poharatany. Ale warto było. Jaskinia Kryształowa – jej nazwa pochodzi od skrystalizowanego gipsu, znajduje się na Podolu koło wsi Krzywcze, po ukraińsku Krywcze (Кривче), leżącej około 5 km od rejonowego (powiatowego) Borszczewa, w obwodzie – dawnym, w II Rzeczypospolitej, województwie – tarnopolskim. Niespełna 200 km od naszej obecnej wschodniej granicy. We wsi zachowały się resztki ruin, w tym wież i murów, fortecy z XVII w. Największą jej atrakcją jest jednak ta gipsowa jaskinia nad jarem Cyganki. U nas  ciągle mało znana.

W dawnych przewodnikach

We współczesnych polskich przewodnikach turystycznych nie znalazłem o niej nawet wzmianki. W ukraińskim niepełne cztery wiersze informacji z nieaktualną już długością: 18 785 m oraz wzmianką o źródłach wód mineralnych koło niej. Według naszego przewodnika – samodzielne wchodzenie do jaskini jest ze względów bezpieczeństwa niemożliwe, chociaż nie wiem, czy dotyczy to również speleologów – przebadano już ponad 23 km długości tej jaskini, z czego ponad 3 km udostępniono do zwiedzania. Z lat międzywojennych natrafiłem tylko na pocztówkę wydaną w 1936 roku przedstawiająca Grotę Bawolą. Jej nazwa pochodzi od skały rzeczywiście przypominającej łeb bawoła. Najpełniejszy – poza dezaktualizacją niektórych faktów, o czym za chwilę, a zarazem ciekawy opis ówczesnego miasteczka  Krzywicze oraz jaskini, znajduje się w „Przewodniku po Galicji” dr. Mieczysława Orłowicza wydanym we Lwowie w 1914 roku. Warto go przypomnieć:

W rynku karczmy Rosenblatta i Budabina (nocleg 1 kor.) – napisał znakomity podróżnik. – Położenie piękne nad jarem Cyganki; na jego krawędzi ruiny zamku, składające się z kilku baszt i resztek bramy wjazdowej. Postawiony w XVII w. przez Kackich, był często zajmowany przez Kozaków, Tatarów i Turków, w XVIII w. urządzony po magnacku, zamieszkały jeszcze z początkiem XIX., po przejściu w żydowskie ręce został rozebrany, a z jego materyału zbudowano stojąca w dole gorzelnię i budynki gospodarcze. 3 km. na południe, nad jarem Cyganki, obok świeżo wystawionej cerkiewki, znajduje się wejście do jaskini w Krzywczu, która należy do największych osobliwości ziem polskich. Klucz do jaskini w urzędzie gminnym.

 Już ks. Rzączyński w swoim dziele o Polsce wydanem w r. 1721 w Sandomierzu opisuje ją jako największą w Polsce; wiodły do niej wówczas schody, z których dziś nie ma ani śladu. Z czasem pamięć o jaskini zaginęła do tego stopnia, że „Słownik Geograficzny” podaje lakonicznie: „Kirkor zbadał, że żadnej jaskini tu nie ma”, a w r. 1908 uważano ją za nowo odkrytą, nadając pojedynczym częściom ruskie nazwy. Wejście do jaskini niesłychanie mozolne – możliwe jedynie dla osób szczupłych, o silnych nerwach. Przez półtorej godziny od wejścia trzeba się posuwać, czołgając na czworaka, lub brzuchu – dopiero potem zaczyna się właściwa jaskinia.

Jest to ogromny labirynt wązkich i wysokich korytarzy, do których zwiedzenia nie wystarczy cały dzień; ściany są wykładane kryształami gipsu i alabastru, błyszczącymi kolorami tęczy – czasem mają ciekawe rysunki, niby szron na szybie. Pojedyncze komory mają swoje nazwy: Magazyn, Jadalnia, Grota Adelsberska (w niej nieduże stalaktyty), Grota Chmielińskiego, Śnieżny Przechód, Stróż i t. p. Idąc do jaskini należy zaopatrzyć się w ogromny zwój szpagatu, i sporo świec. Niektórzy z wiejskich chłopców znają przejścia podziemne. Gips, z którego utworzona jest jaskinia, jest przeźroczysty i da się łupać w cienkie płyty. Informacyi o zwiedzeniu jaskini (często wejście jest zasypane) można zasięgnąć u dyrektora szkoły p. Demczuka.

I współcześnie

Obecnie wejście do Jaskimi Kryształowej i zwiedzanie jej jest też trudne – opisałem je na wstępie, ale nie tak, jak w czasach Orłowicza. Nie trzeba się czołgać, wystarczy tylko silnie schylać i w niektórych miejscach przeciskać przez wąskie miejsca w korytarzach. Mówię oczywiście o części udostępnionej dla zwiedzania, w której byłem. W dużych komorach i grotach mijanych na wytyczonej trasie uwagę przyciągają stalaktyty i stalagmity, fantazyjne formacje skalne oraz cienie rzucane przez ich fragmenty pod wpływem światła lamp. No i wspomniane przez autora „Przewodnika po Galicji” błyszczące w nim ściany skrystalizowanego gipsu. Piękno wymagające jednak sporego wysiłku. I nie zalecane, oczywiście, dla osób cierpiących na klaustrofobię.

Poczytaj więcej o okolicy:

 
Dodaj komentarz
(Dozwolone typy plików: jpg, gif, png, maksymalny waga pliku: 4MB.)
(wymagany, niepublikowany)
Wszystkie materiały zamieszczone na naszym portalu chronione są prawem autorskim. Możesz skopiować je na własny użytek.
Jeśli chcesz rozpowszechniać je dla zysku bez zgody redakcji i autora – szukaj adwokata!
Zamknij