Buenos Aires
Zdążyć przed końcem meczu
A świat się zmienia… Niektóre informacje praktyczne mogą okazać się nieaktualne!
Spacerujemy główną ulicą, oczywiście muszę zrobić sobie obowiązkowe zdjęcie w oknie kolorowego domu i następne, z klimatycznie ubraną parą tancerzy tanga. Warto zaznaczyć że to stąd wywodzi się ten słynny taniec. Początkowo tańczony przez emigrantów i robotników na ulicach albo w zadymionych domach publicznych, przez długie lata uważany był za taniec biedoty, dopiero na początku dwudziestego wieku został określony jako tango argentyńskie i wszedł na salony. Oprócz tancerzy tanga co jakiś czas podchodzi do nas tez sobowtór Maradony oferując za 10 peso za zdjęcie z „prawie prawdziwym Diego”. Kupuję kartki i charakterystyczny kubek do picia mate. Picie mate to w Buenos Aires swoisty rytuał. Prawie wszędzie można napotkać kogoś niosącego termos z gorącą wodą do zalania liści. Mate pije się w domu, w pracy i na spotkaniach w kawiarniach, po kilka razy dziennie.
Na obiad wybieramy się do jednej z wielu znajdujących się tutaj restauracji, w cenę steku wliczony jest krótki pokaz tanga i tańczących gaucho – kowbojów pracujących na pampach, trawiastych równinach Argentyny. Co do jedzenia, to jest ono naprawdę wyśmienite. Tutejsze mięso należy do najlepszych na świecie. Co ciekawe, zamawiając stek dostaje się tylko mięso bez sałatki czy ziemniaków. – Po co? – dziwi się Tito – skoro mięso jest takie dobre, nie ma sensu zapychać się jakimiś wypełniaczami jak np. ziemniaki!
Niestety czas się zbierać, za parę minut mecz się skończy, a wtedy mieszkańcy La Boca będą celebrować albo opłakiwać wynik. Wracamy do samochodu, który na szczęście wciąż stoi na swoim miejscu. Policjant pospiesza nas informując, że zaraz zostaną zablokowane wszystkie drogi. Jedziemy wiec, zostawiając La Boca radosnym bądź wciekłym kibicom.






Dodaj komentarz