Buenos Aires
Zwiastun udanej wyprawy

Taksówkarz okazuje się synem polskich imigrantów, wiec cała droga mija nam na rozmowie – miksujemy polski, hiszpański i angielski. To spotkanie potraktowałam jako dobry zwiastun w podroży, bo przecież spotkałam prawdopodobnie jedynego polskiego taksówkarza w całej Argentynie…
Podoba Ci się ten tekst? Powiedz o tym innym na Facebooku
Sprawdź nasz Instagram
fot: Anna Kiełtyka
Buenos Aires. Zwiastun udanej wyprawy
Wysiadam na ulicy o nazwie Urugwaj, stąd już tylko parę kroków do słynnego 70-metrowego obelisku.
  • Buenos Aires. Zwiastun udanej wyprawy
  • Buenos Aires. Zwiastun udanej wyprawy
  • Buenos Aires. Zwiastun udanej wyprawy
Uwaga! Materiał został zamieszczony w naszym portalu już ponad rok temu.
A świat się zmienia… Niektóre informacje praktyczne mogą okazać się nieaktualne!

Buenos Aires w dosłownym przekładzie znaczy ?dobre powietrze?. Nestety ta nazwa z prawdą nie ma za dużo wspólnego. Już po wyjściu z lotniska wita mnie wielka smuga siwego dymu unosząca się nad miastem. Zanieczyszczenie powietrza jest tutaj największe w całym kraju.

Taksówką z lotniska jadę do mieszkania znajomego, u którego zatrzymam się na czas pobytu tutaj. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności taksówkarz okazuje się synem polskich imigrantów, wiec cała droga mija nam na rozmowie ? miksujemy polski, hiszpański i angielski. To spotkanie potraktowałam jako dobry zwiastun w podroży, bo przecież kilkanaście minut po przyjeździe do obcego kraju spotkałam prawdopodobnie jedynego polskiego taksówkarza w całej Argentynie? Jak się potem okazało, szczęście do fajnych taksówkarzy nie opuściło mnie przez cały czas wyprawy. Juan Rózga też był wyraźnie podekscytowany, w czasie drogi opowiedział mi historię swojej rodziny, a nawet zadzwonił do swojego polskiego znajomego, który z kolei zaprosił mnie na spotkanie do ?Domu Polskiego? w Buenos Aires. Przez te kilkadziesiąt minut w taksówce, sympatyczny i uśmiechnięty Juan Rózga, całkowicie nieświadomie sprawił, że jeżeli miałam jeszcze jakiekolwiek wątpliwości, obawy czy strach przed samotną podrożą, to właśnie one zniknęły.

Mój znajomy, Tito, mieszka w Olivos, dzielnicy Buenos która jeszcze nie tak dawno była osobnym miasteczkiem. Stolica Argentyny cały czas się rozrasta, obecnie to największe miasto kraju i trzecie co do wielkości na całym kontynencie. Po szybkim zadomowieniu ruszam na zwiedzanie. Tito jedzie do pracy, ja próbuję okiełznać komunikację miejską, co nie jest łatwe, bo sam rozkład jazdy autobusów wydaje się nie do opanowania. W końcu znajduję właściwy numer, ale podróż do centrum zajmuje ponad pół godziny. Wysiadam na ulicy o nazwie Urugwaj, stąd już tylko parę kroków do słynnego 70-metrowego obelisku.

Wzniesiony w 1935 roku, aby upamiętnić pierwsza próbę założenia miasta, zajmuje centralne miejsce na alei Avenida 9 Julio, jednej z najbardziej ruchliwych i szerokich ? prawie 200 metrów ? ulic świata. Przejście na drugą stronę zajmuje dobre kilkanaście minut. W końcu w uroczej kawiarence zamawiam swoja pierwsza argentyńską kawę. Jest bardzo mocna, ciężka do przełknięcia, dlatego tutaj podaje się ją zawsze w towarzystwie szklanki wody. Po krótkiej przerwie kontynuuję spacer. Ulica Lavalle  pełna jest kramów z tandetnymi pamiątkami, można tutaj kupić wszystko, z czego słynie Argentyna: koszulki Maradony i Messi?ego, kubeczki do picia Mate, muzykę do tanga, stroje do tanga, obrazki z parami tańczącymi tango?

Czytaj dalej - strony: 1 2

Poczytaj więcej o okolicy:

 
Dodaj komentarz
(Dozwolone typy plików: jpg, gif, png, maksymalny waga pliku: 4MB.)
(wymagany, niepublikowany)
Wszystkie materiały zamieszczone na naszym portalu chronione są prawem autorskim. Możesz skopiować je na własny użytek.
Jeśli chcesz rozpowszechniać je dla zysku bez zgody redakcji i autora – szukaj adwokata!
Zamknij