Hoi An
36 godzin w wietnamskim autobusie

Wietnamczycy nie odczuwają takich potrzeb, jak poszanowanie integralności osobistej. Tłoczą sie nagminnie, pakują na kolana, popychając i stając niemal na moich palcach, podczas gdy obok jest miejsce....
Podoba Ci się ten tekst? Powiedz o tym innym na FacebookuPolub ten wpis na FacebookuPolub wpis na Facebooku
Sprawdź nasz Instagram
fot: Katarzyna Pąk
Hoi An. 36 godzin w wietnamskim autobusie
Wymijanie osób nie jest ich specjalnością, obijanie się o siebie to normalka...
Uwaga! Materiał został zamieszczony w naszym portalu już ponad rok temu.
A świat się zmienia… Niektóre informacje praktyczne mogą okazać się nieaktualne!

Stoi taka jejmość przede mną i domaga się, bym jej oddała kanapkę , która właśnie jem. Ewidentnie prowokuje? To nie były żebry, a domaganie się: daj mi! I mnie stuka w nogę, pomachując głową. Po chwili następny jegomość stuka palcem w mój przewodnik, który czytałam koleżance na głos. Wsadza mi rękę przez ramię, w mój przewodnik i głośno, pokazuje coś swojemu sąsiadowi… Albo jest to lekceważenie obcego i taka arogancja, albo istotnie oni nie mają problemów z zachowaniem naszego metra przyzwoitości.

O dydaktycznych projekcjach

Jechałyśmy z Laosu (granica w  Lao Bao) do Hoi An 36 godzin. To sporo czasu, zwłaszcza że na dwóch najdłuższych dystansach mimo podłych i brudnych autobusów puszczali DVD. Ale żadnych rąbanek, ani strzelaniny! Spokojne wideo-dyski o poetycko lirycznej wymowie! Każdy był jak opowieść, schemat bardzo pedagogiczny i życiowy. Główny motyw jest taki:  młody człowiek wyjeżdża ze wsi (żegna go matka lub dziewczyna) do miasta. Ciężko tam pracuje. W zależności od wariantu – zatrudnia się w fabryce (bardzo czystej), w garkuchni (niczym fast food) lub kieruje taksówką etc. Tęskni za matką (dziewczyną – w zależności od wariantu) no i historie kończą się powrotem na wieś, ale żadnego całowania! Żadnego ślubu! Było też łzawe zakończenie, kiedy dziewczynę okradziono i bez pieniędzy wróciła w objęcia starowiny-matki. Tutaj te matki na wideo wszystkie są jak listki na wietrze, nad grobem (sekwencja z targanymi wiatrem bambusami)… Nie zauważyłam, by jakakolwiek para przeniosła się do miasta. Był jeszcze wariant „uwaga narkotyki”: Biedny rikszarz czeka. Ale ma komórkę więc dzwoni do dziewczyny, która ma smutne oczy. Dziewczyna, niestety, ulega jakiemuś młodym miejskiemu facetowi, zaczyna pić… Wsiada na motor z pięknisiem smutno wodząc oczami za rikszarzem… W Laosie i w Wietnamie oba warianty obowiązywały podobnie, część produkcji była o dziwo tajska. Ale nie chińska! Tam obowiązuje inny etos.

Czytaj dalej - strony: 1 2

Poczytaj więcej o okolicy:

 
Dodaj komentarz
(Dozwolone typy plików: jpg, gif, png, maksymalny waga pliku: 4MB.)
(wymagany, niepublikowany)
Wszystkie materiały zamieszczone na naszym portalu chronione są prawem autorskim. Możesz skopiować je na własny użytek.
Jeśli chcesz rozpowszechniać je dla zysku bez zgody redakcji i autora – szukaj adwokata!
Zamknij