Sagaing
Klasztor Mahaghandayon… od kuchni

Na długo zapamiętam twarze mnichów nie wyrażające żadnych uczuć, tylko spokój i dyscyplinę. Czy wyglądałbym inaczej, powoli posuwając się ku skromnemu obiadowi – chochli ryżu z dodatkami, w szpalerze gapiących się i bez przerwy pstrykających gości…
Podoba Ci się ten tekst? Powiedz o tym innym na FacebookuPolub ten wpis na FacebookuPolub wpis na Facebooku
Sprawdź nasz Instagram
fot: Cezary Rudziński
Sagaing. Klasztor Mahaghandayon… od kuchni
Od jednych otrzymują łyżkę ryżu, od innych jajko, jakieś warzywo czy owoc, aby móc z tego przyrządzić główny ? i jedyny aż do następnego rana ? posiłek.
Uwaga! Materiał został zamieszczony w naszym portalu już ponad rok temu.
A świat się zmienia… Niektóre informacje praktyczne mogą okazać się nieaktualne!


W pobliżu Madalaj znajduje się jedno z głównych centrów birmańskiego buddyzmu ? Sagaing. W otaczających je dolinach i na wzgórzach stoi kilkaset klasztorów, z których czynnych jest tylko część. Mieszka w nich obecnie łącznie ponad 5 tys. mnichów.

Byłem w paru z nich, w tym w największym Mahaghandayon, w którym żyje  ponad 1200 mnichów. Klasztor dostępny jest także dla osób z zewnątrz, nawet kobiet. Ucieszyło mnie to bardzo, gdyż bywałem już w klasztorach chrześcijańskich, tybetańskich, nepalskich, a nawet chińskich. Ciekaw byłem, jak wygląda życie w birmańskim klasztorze buddyjskim. Nie spodziewałem się, że spotka mnie w nim największe rozczarowanie podczas całej podróży po Birmie.

Mnisi z zasady żyją z jałmużny

Tutejsi buddyjscy mnisi, podobnie jak w innych krajach, żyją przede wszystkim z jałmużny. Zajmują zaś medytacją, nauką oraz czytaniem i recytowaniem świętych ksiąg. Dla biednych azjatyckich społeczeństw, a Birma pod tym względem należy do niechlubnej czołówki, stanowią więc poważne obciążenie. Równocześnie jednak zwyczaj nie pozwala odmówić im jałmużny, przede wszystkim w naturze. Po bardzo lekkim posiłku o świcie mnisi wyruszają w codzienny obchód. Pukają do drzwi, chodzą po ulicach i bazarach nadstawiając swoje, współcześnie już zamykane z góry, miseczki.  Od jednych otrzymują łyżkę ryżu, od innych jajko, jakieś warzywo czy owoc, aby móc z tego przyrządzić główny ? i jedyny aż do następnego rana ? posiłek. Na tutejszych bazarach wielokrotnie widziałem zarówno mnichów w szafranowych szatach, jak i mniszki w różowych strojach z czepkami na głowach. Stawali przed straganami z żywnością, wystawiali swoje miseczki i bez słowa czekali, przeważnie bardzo krótko, aż zostanie im coś do nich włożone. Dziwnie kojarzyli mi się z poborcami podatkowymi, których uniknąć nie sposób.

Dobroczynność na pokaz

Klasztor Mahaghandayon okazał się niepodobny do tych, jakie kiedykolwiek i gdziekolwiek widziałem. Bardziej przypominał trochę podupadły, niewielki ośrodek wypoczynkowy. Z centralnym, dwupiętrowym, murowanym budynkiem, z suszącymi się na jego tarasach ręcznikami. Kilkoma podobnymi mniejszymi, lub jednopiętrowymi, budynkami mieszkalnymi. Uliczkami i małymi placykami. Gdzieś skrytą niewielką pagodą, czteropiętrową wieżą zegarową, parkingiem.

Czytaj dalej - strony: 1 2

Poczytaj więcej o okolicy:

 
Dodaj komentarz
(Dozwolone typy plików: jpg, gif, png, maksymalny waga pliku: 4MB.)
(wymagany, niepublikowany)
Wszystkie materiały zamieszczone na naszym portalu chronione są prawem autorskim. Możesz skopiować je na własny użytek.
Jeśli chcesz rozpowszechniać je dla zysku bez zgody redakcji i autora – szukaj adwokata!
Zamknij