Singapur
Smaki, kolory, zapachy…

Autorka: Anna Kiełtyka
To co ma najlepszego do zaoferowania Chinatown, to bez wątpienia jedzenie. W tutejszych restauracjach można spróbować prawdziwych rarytasów kuchni państwa środka. Na niemal każdej ulicy rozstawione sa prowizoryczne restauracje, budki z przekąskami, małe bary oferujące przepyszne zupy.
fot: Anna Kiełtyka
Singapur. Smaki, kolory, zapachy…
Singapur przez wielu nazywany jest jedną z najczystszych i najlepiej zorganizowanych metropolii nie tylko w Azji ale i na całym globie. Niestety, jest to drogie miejsce.
To już 10 lat! Materiał został zamieszczony w naszym portalu ponad dekadę temu.
A świat się zmienia… Niektóre informacje praktyczne mogą okazać się nieaktualne!

Dziś, razem z Francuzką Jen kontynuujemy zwiedzanie. Na początek kierujemy się w stronę  portu, żeby zrobić sobie obowiązkowe zdjęcie z Merlion?em, symbolem Singapuru. Wielki pomnik stwora z głową lwa i ciałem ryby to obowiązkowy punkt na mapie każdej osoby odwiedzającej to miasto. Merlion ustawiony jest frontem do wody zatoki, za jego plecami wznosi się betonowa dżungla.

Singapur to po Japonii najbardziej rozwinięte państwo Azji. Wieżowce, drapacze chmur, nowoczesna architektura przypominają o tym niemal na każdym kroku. Poza tym miasto jest niesłychanie czyste. Za wyrzucenie śmieci na ulicy albo chociażby nawet niedopalonego papierosa grożą wysokie kary. Ale pomimo to mało kto decyduje się stąd wyjechać, bo Singapur to doskonale miasto do życia, ludzie dobrze zarabiają, jest czysto, nie ma korków (to za sprawą przepisu, który w dużej mierze utrudnia posiadanie samochodu, jeżeli nie ma się miejsca parkingowego).

Ostatniego dnia razem z Jen i Loranie ? Filipinką mieszkającą na stałe w Singapurze, idziemy do Asian Civilisations Museum. Mam znowu szczęście bo okazuje się, że z  okazji obchodów chińskiego nowego roku wszyscy urodzeniu w roku szczura wchodzą za darmo. Można w nim spędzić wiele godzin, zgromadzono tutaj imponująca liczbę eksponatów, a orientalna oprawa dźwiękowa podkreśla niepowtarzalny klimat tego miejsca. Zwiedzający mają też do dyspozycji specjalne sale multimedialne, a wszystko to w  pięknie zaprojektowanych minimalistycznych wnętrzach.

Kolejnym przystankiem na niezwykle atrakcyjnej mapie Singapuru jest Little India. Hindusi to druga po Chińczykach największa populacja miasta. Dzielnica jest oddalona od centrum, ale absolutnie warta odwiedzenia. To jak zobaczyć Indie w pigułce. W sklepach można dostać najróżniejsze przyprawy, kolorowe stroje, plac targowy zapełniony jest egzotycznymi warzywami i najróżniejszymi owocami. W powietrzu unosi się specyficzny zapach curry, na każdym rogu można spróbować tradycyjnej kuchni indyjskiej. Pod koniec wizyty w tej kolorowej i aromatycznej dzielnicy w lokalnym salonie piękności starsza Hinduska maluje mi na pamiątkę dłonie henną. Czarne kwiatuszki wiją się od nadgarstka aż po czubki palców ? takie zdobienia sa niezwykle popularne wśród tutejszych kobiet.

Pod koniec dnia jedziemy jeszcze do jednego  z wielu gigantycznych domów handlowych na obrzeżach miasta. Singapur to miasto, które słynie nie tylko z jedzenia ale też z zakupowego szaleństwa. Przez galerie handlowe codziennie przewijają się tysiące ludzi, dziś nie jest inaczej, pomimo późnej pory w sklepach sa prawdziwe tłumy. Do hostelu wracam jednak z pustymi rękami, ale za to z piękną henną na dłoniach.

Myślałam, że wyjadę z Singapuru z samego rana, jednak nawet w tak idealnie zorganizowanym mieście zdarzają się niespodzianki. Z powodu awarii pociągu przyszło mi spędzić na dworcu kolejowym prawie cały dzień. Dopiero późnym popołudniem wyruszyłam w drogę do Kuala Lumpur. Na moje pytanie, jakim cudem w tak dokładnym, przemyślanym mieście jakim jest Singapur  zdarzają się takie opóźnienia, konduktor szybko udzielił odpowiedzi, ?Pociąg jest malezyjski?.

Czytaj dalej - strony: 1 2
 
Dodaj komentarz
(Dozwolone typy plików: jpg, gif, png, maksymalny waga pliku: 4MB.)
(wymagany, niepublikowany)
Wszystkie materiały zamieszczone na naszym portalu chronione są prawem autorskim. Możesz skopiować je na własny użytek.
Jeśli chcesz rozpowszechniać je dla zysku bez zgody redakcji i autora – szukaj adwokata!
Zamknij