Saas-Fee
 „Last Christmas” w alpejskiej wiosce

Alpejska zima musi wyglądać pięknie, ja jednak spędziłam tu kilka dni jesiennych. Było pustawo i nieco hałaśliwie: po sezonie letnim a przed zimowym dozwolone są remonty. Jednak to drobiazg w porównaniu z widokami wokół...
Podoba Ci się ten tekst? Powiedz o tym innym na Facebooku
Sprawdź nasz Instagram
fot: Elżbieta Sawicka
Saas-Fee.  „Last Christmas” w alpejskiej wiosce
Stare domy i spichlerze z modrzewiowego drewna, które z latami nabrały szlachetnej czarno-cynamonowej barwy, stoją jak stały. Nie wolno ich burzyć.
  • Saas-Fee.  „Last Christmas” w alpejskiej wiosce
  • Saas-Fee.  „Last Christmas” w alpejskiej wiosce
  • Saas-Fee.  „Last Christmas” w alpejskiej wiosce
  • Saas-Fee.  „Last Christmas” w alpejskiej wiosce
  • Saas-Fee.  „Last Christmas” w alpejskiej wiosce
  • Saas-Fee.  „Last Christmas” w alpejskiej wiosce
  • Saas-Fee.  „Last Christmas” w alpejskiej wiosce
  • Saas-Fee.  „Last Christmas” w alpejskiej wiosce
  • Saas-Fee.  „Last Christmas” w alpejskiej wiosce
  • Saas-Fee.  „Last Christmas” w alpejskiej wiosce
  • Saas-Fee.  „Last Christmas” w alpejskiej wiosce
  • Saas-Fee.  „Last Christmas” w alpejskiej wiosce
  • Saas-Fee.  „Last Christmas” w alpejskiej wiosce
  • Saas-Fee.  „Last Christmas” w alpejskiej wiosce

Można by ten opis i dziś powtórzyć, z tą różnicą, że mieszkańców jednak przybyło. Jest ich dziś w Saas-Fee 1700, a w całej dolinie Saas cztery tysiące. Stare domy i spichlerze z modrzewiowego drewna, które z latami nabrały szlachetnej czarno-cynamonowej barwy, stoją jak stały. Nie wolno ich burzyć. Nie znaczy to jednak, że wioska stała się skansenem. Przeciwnie, Saas-Fee żyje. Rodzą się dzieci, funkcjonuje przedszkole i szkoła podstawowa. Jest kościół katolicki i uroczyste procesje w dniu Bożego Ciała, kiedy to miejscowi wyciągają z kufrów tradycyjne stroje ludowe.

Wszystkie barwy modrzewia

Największy ruch panuje w Saas-Fee zimą – w sezonie narciarskim przyjeżdża tu ponad 9 tysięcy turystów. Większość (60 procent) stanowią Szwajcarzy, kolejne miejsca zajmują Niemcy, mieszkańcy Beneluksu i Brytyjczycy.

Alpejska zima musi wyglądać naprawdę pięknie, ja jednak spędziłam w Saas-Fee kilka dni jesiennych. Było pustawo i nieco hałaśliwie: tylko po sezonie letnim a przed zimowym dozwolone są remonty i przebudowy. Widok robotników w kaskach na dachach hoteli czy pensjonatów nie jest niczym nadzwyczajnym, podobnie jak odgłosy wydawane przez świdry i młoty. Jednak to drobiazg w porównaniu z widokami wokół – na szczytach otaczających wioskę stoją wielkie ściany lasów modrzewiowych. Kolory fantastyczne –  od kanarkowego, przez intensywnie żółty aż po barwę starego złota.

Mittelallalin, czyli pełny obrót

Pierwszego dnia pobytu w Saas-Fee, prosto z dworca autobusowego ruszamy w stronę lodowca Fee. Podróż – dwiema kolejkami linowymi a na koniec alpejskim metrem, czyli podziemną kolejką linowo-szynową – trwa 45 minut. Jej podstawowym celem jest zjedzenie obiadu na wysokości 3500 m n.p.m. Położona najwyżej na świecie obrotowa restauracja Mittelallalin, która w ciągu godziny robi pełny obrót (360°), należy tu do największych atrakcji. I nie tyle dania (raczej przeciętne w smaku) robią wrażenie, co wspaniałe widoki przesuwające się powoli przed oczami. Przez ogromne okno, nie ruszając się z miejsca przy stoliku, można w ciągu godziny zobaczyć ośnieżone szczyty kilku czterotysięczników. Są wśród nich m.in. Monte Rosa (drugi co do wysokości szczyt w Alpach), Dom, a nawet Eiger, Mnich i Jungfrau. Oczywiście pod warunkiem, że jest akurat dobra widoczność. Była – mieliśmy szczęście, świeciło słońce.

Wędrówka odłożona na przyszłość

Następnego dnia chcieliśmy pójść na górską wędrówkę szlakiem Carla Zuckmayera, jednak fatalna pogoda (ołowiane chmury, wicher i zacinający deszcz) pokrzyżowała te plany. Szlak powstał w 1996 roku dla upamiętnienia niemieckiego pisarza żydowskiego pochodzenia, który uciekając przed  Hitlerem osiedlił się w 1938 roku w Szwajcarii, w Saas-Fee. Carl Zuckmayer, trochę dziś zapomniany, był kiedyś znaczącą postacią życia literackiego. Współautor scenariusza słynnego „Błękitnego anioła” z Marleną Dietrich, autor granej na całym świecie sztuki „Kapitan z Köpenick”, wygłosił mowę pogrzebową nad grobem Thomasa Manna na cmentarzu w Kilchbergu – byli zaprzyjaźnieni.

Szlak zaczyna się przy dawnym domu Zuckmayera i prowadzi w górę do Café Alpenblick, leżącej pośrodku zaśnieżonego lasu na górze Hannig. Zejście gwarantuje ponoć spektakularne widoki na Saas-Fee, ale o tym nie dane nam było się przekonać. Ten dzień nie nadawał się na górskie wędrówki, za to jak najbardziej na smakowanie wina, serów i suszonych wędlin z kantonu Wallis. I tak też się skończył.

Czytaj dalej - strony: 1 2

Poczytaj więcej o okolicy:

 
Dodaj komentarz
(Dozwolone typy plików: jpg, gif, png, maksymalny waga pliku: 4MB.)
(wymagany, niepublikowany)
Doceniają nas!

 

Stowarzyszenie Dziennikarzy Podróżników Globtroter wyróżniło Otwarty Przewodnik Krajoznawczy nagrodą
za najciekawsze publikacje turystyczne w 2019 r.

Cieszymy się!

 

Pisz razem z nami

Dlaczego otwarty? Bo jego pisanie nigdy się nie kończy... Bo może go pisać każdy, także Ty...

przyślij swój tekst i zdjęcia
Wszystkie materiały zamieszczone na naszym portalu chronione są prawem autorskim. Możesz skopiować je na własny użytek.
Jeśli chcesz rozpowszechniać je dla zysku bez zgody redakcji i autora – szukaj adwokata!
Zamknij