Wisła
Narciarska skocznia imienia mistrza

Na fali „małyszomanii” w budowę skoczni zaangażowali się wszyscy ważni (no może oprócz ekologów). W podpisaniu aktu erekcyjnego na rynku w Wiśle wziął udział nawet prezydent Aleksander Kwaśniewski.
Podoba Ci się ten tekst? Powiedz o tym innym na FacebookuPolub ten wpis na FacebookuPolub wpis na Facebooku
Sprawdź nasz Instagram
fot: Stanisław Błachnio
Wisła. Narciarska skocznia imienia mistrza
Przy odrobinie szczęścia można trafić na trening zawodników. Warto to zobaczyć, skoki na żywo wyglądają zupełnie inaczej niż w telewizji.
Uwaga! Materiał został zamieszczony w naszym portalu już ponad rok temu.
A świat się zmienia… Niektóre informacje praktyczne mogą okazać się nieaktualne!

Gdy pojedziemy z Wisły w kierunku przełęczy Salmopolskiej i Szczyrku, drogę przegrodzi nam niezwykła konstrukcja. Droga poprowadzi przez nią jak przez bramę. Na ścianie wisi transparent: skocznia narciarska im. Adama Małysza. 

Skocznia ma długą historię, bo pierwszy, drewniany obiekt stanął tu w 1933 roku. W annałach zapisano, że pierwszym jej rekordzistą był Mieczysław Kozdrun, który skoczył tu na odległość 41 metrów. Skocznię przebudowywano wielokrotnie, od lat 50. ubiegłego wieku przynajmniej raz na dekadę. Powiększano ją, modernizowano, drewno zastąpiły stalowo-betonowe konstrukcje. Jednak w dniu zawodów zamykano drogę z Wisły do Szczyrku i zasypywano ją śniegiem. Bo na tej właśnie szosie kończył się zeskok skoczni. Drugiej co do rozmiarów i standardów po zakopiańskiej Krokwi.

I pewnie tak by zostało do dziś, gdyby nie pasmo sukcesów Adama Małysza. Na fali ?małyszomanii? w budowę skoczni zaangażowali się wszyscy ważni (no może oprócz ekologów). W podpisaniu aktu erekcyjnego na rynku w Wiśle wziął udział nawet prezydent Aleksander Kwaśniewski. Prace zaczęto w 2004 roku, a miała potrwać trzy lata. W 2006 roku jednak osuniecie się ziemi na zeskoku spowodowało katastrofę budowlaną. Ostatecznie skocznie otwarto z półtorarocznym opóźnieniem, w roku 2008.

Skocznia ma punkt konstrukcyjny K-120. Brzydki budynek stojący nad drogą to okalające zeskok trybuny na ponad 1200 miejsc i zaplecze techniczne. Skocznie narciarską im. Adama Małysza można zwiedzać: wejść na widownię da się za darmo, a za 6 zł mozna wjechać krzesełkiem na górę i wejść na stanowisko trenerskie. Przy odrobinie szczęścia można trafić na trening zawodników. Warto to zobaczyć, skoki na żywo wyglądają zupełnie inaczej niż w telewizji.

Poczytaj więcej o okolicy:

Komentarze: 1

    wojciech, 3 kwietnia 2013 @ 08:33

    Śmieszna konstrukcja – ta skocznia. Z opowieści tylko wiem, że kiedyś miedzy Szczyrkiem a Wisłą zamykano drogę na czas konkursu skoków i zasypywano śniegiem. Mówili moi gospodarze z Cieńkowa, jak byłem w Wiśle. Teraz zamykać jej nie trzeba,ceglano-betonowa trybuna (strasznie obwieszona reklamami!) z tunelem przegradza drogę.Pierwszy raz w życiu oglądałem skoki na żywo, trening do mistrzostw Polski, a potem jeden z konkursów. Widać mniej niż w telewizji, człowieczek na rozbiegu jest taki maleńki. Nie bardzo też widać , jak daleko skoczył, bo nie ma „komputerowej” kreski. Ale polecam, raz warto to zobaczyć na żywo ;). Teraz rozumiem fanów!

Dodaj komentarz
(Dozwolone typy plików: jpg, gif, png, maksymalny waga pliku: 4MB.)
(wymagany, niepublikowany)
Wszystkie materiały zamieszczone na naszym portalu chronione są prawem autorskim. Możesz skopiować je na własny użytek.
Jeśli chcesz rozpowszechniać je dla zysku bez zgody redakcji i autora – szukaj adwokata!
Zamknij