Lienz
Narty w Tyrolu z dolomicką duszą

W Lienz góry nie są tłem. One są bohaterem. Mają w sobie coś teatralnego – ostre krawędzie, pionowe ściany, światło, które zmienia się jak scenografia. To tu widać najlepiej, jak bardzo Lienz jest „dolomicki”.
fot: Jarosław Kałucki
Lienz. Narty w Tyrolu z dolomicką duszą
Austriacka precyzja, ale włoskie światło. Surowe skały, ale miękkie, słoneczne stoki.
  • Lienz. Narty w Tyrolu z dolomicką duszą
  • Lienz. Narty w Tyrolu z dolomicką duszą
  • Lienz. Narty w Tyrolu z dolomicką duszą
  • Lienz. Narty w Tyrolu z dolomicką duszą
  • Lienz. Narty w Tyrolu z dolomicką duszą
  • Lienz. Narty w Tyrolu z dolomicką duszą
  • Lienz. Narty w Tyrolu z dolomicką duszą
  • Lienz. Narty w Tyrolu z dolomicką duszą
  • Lienz. Narty w Tyrolu z dolomicką duszą
  • Lienz. Narty w Tyrolu z dolomicką duszą
  • Lienz. Narty w Tyrolu z dolomicką duszą
  • Lienz. Narty w Tyrolu z dolomicką duszą
  • Lienz. Narty w Tyrolu z dolomicką duszą
  • Lienz. Narty w Tyrolu z dolomicką duszą
  • Lienz. Narty w Tyrolu z dolomicką duszą
  • Lienz. Narty w Tyrolu z dolomicką duszą

Kiedy słońce zachodzi, skały robią się pomarańczowe, a całe miasto wygląda jak kadr z filmu. To nie jest przypadek. Lienz jest jednym z najbardziej słonecznych miast Austrii, a światło jest tu tak intensywne, że nawet zimą człowiek ma wrażenie, że ktoś podkręcił saturację.

Miasteczko jak z filmowych kadrów

Lienz ma ponad tysiąc lat historii, ale nie epatuje nią na każdym kroku. To nie jest skansen. To miasto, które żyje – z rynkiem pełnym ludzi, z kawiarniami, które wieczorem są pełne, z uliczkami, które wyglądają jak plan filmowy. Ten klimat buduje Schloss Bruck – XIII-wieczny zamek z muzeum i obrazami Eggera Lienza, lokalnego malarza, który potrafił uchwycić Tyrol Wschodni tak, że człowiek zaczyna rozumieć, dlaczego tu się żyje inaczej. Liebburg to pałac na rynku, który wygląda jakby ktoś go zaprojektował specjalnie pod zdjęcia. No i historyczne centrum – wieczorem ma klimat, który trudno opisać, a łatwo poczuć.

Ciszej nad tym Chrystusem

Prawdziwą atrakcją jest kaplica pamiątkowa, znajdująca się przy gotyckim kościele St Andrä, zbudowana na początku lat 20. XX wieku. Fundatorzy mieli nadzieję na pomnik wojenny, gloryfikujący chwałę oręża cesarskiego wojska. Jednak Albin Egger-Lienz wzniósł pomnik przeciwko I wojnie światowej, z wychudzonym Jezusem Chrystusem. Wywołało to ogromny skandal, który dotarł aż do Watykanu. Nie mniejszą burzę wywołało malowidło Chrystusa nad wejściem do kaplicy. Jedni twierdzili, że Jezus wygląda tam „zbyt cielesnie”. Ktoś kiedyś dopatrzył się czegoś, co nazwał „erekcją”. Ktoś inny – że Chrystus jest bez brody, co dla wielu było wręcz obrazoburstwem.

Tymczasem prawda jest bardziej subtelna. W ikonografii chrześcijańskiej istnieje bardzo stara tradycja przedstawiania Chrystusa młodzieńczego, bez brody. To nie błąd, nie prowokacja, nie skandal. To echo wczesnochrześcijańskich wzorców, które przetrwały w sztuce. Dla znawców malowidło nie jest jest kontrowersyjne. Ale fresk stał się częścią lokalnej legendy.

Luskusowe pierniki i owocowe procenty

Na Messingasse, uliczce w centrum wyglądającej niczym adwentowy jarmark, znajdźcie destylarnię sznapsa Rudolfa Schwarzera , wytwarzającego Preglera – to oryginalny sznaps z tego regionu, pędzony z jabłek, gruszek i śliwek. Ale Pregler to tylko jeden ze specjałów przechowywanych w piwnicy Rudolfa Schwarzera. Jego najnowszym eksperymentem jest „bitters”, czyli sznaps wytwarzany na przykład z wermutu lub alpejskich ziół.

Kilka kroków dalej, na lienzkim rynku koniecznie zajrzyjcie do City Café Glanzl – to jedna z trzech cukierni, które produkują Lienzer Lebzelt, luksusową wersję piernika, aromatyzowaną miodem, żurawiną, orzechami laskowymi i przyprawami. Przepis pochodzi z XVII wieku. Na koniec ciastko pokrywane jest warstwą marcepanu z wytłoczonym zamkiem Bruck.

Passegiata w wersji lienzkiej

Lienz to nie jest ośrodek, w którym po zamknięciu wyciągów zapada cisza. Tu dopiero zaczyna się drugi akt. Nocne życie w mieście ma swój alpejski, lekko imprezowy klimat, ale to bardziej „stylowe après ski” niż głośne kluby do rana. Lienzkie wieczory kręcą się wokół małych barów, pubów i lokali z muzyką na żywo. W centrum wszystko jest blisko siebie, więc łatwo przejść z jednego miejsca do drugiego.

Wieczorne Lienz ma w sobie coś z włoskiej passeggiata: spacer między kawiarniami, krótkie przystanki na kieliszek wina, rozmowy na rynku, który nawet zimą potrafi wyglądać jak plan filmowy. W barach słychać mieszankę języków, ale atmosfera pozostaje lokalna — swobodna, ciepła, bez zadęcia. Après ski ma tu zupełnie inny charakter niż w wielkich ośrodkach: mniej hałasu, więcej stylu. To raczej spotkanie przy dobrym drinku niż impreza do rana.

Czytaj dalej - strony: 1 2

Poczytaj więcej o okolicy:

Dodano: 16 marca 2026; Aktualizacja 11 kwietnia 2026;
 
Dodaj komentarz
(Dozwolone typy plików: jpg, gif, png, maksymalny waga pliku: 4MB.)
(wymagany, niepublikowany)
Wszystkie materiały zamieszczone na naszym portalu chronione są prawem autorskim. Możesz skopiować je na własny użytek.
Jeśli chcesz rozpowszechniać je dla zysku bez zgody redakcji i autora – szukaj adwokata!
Zamknij