Przełom Hornadu
Od Klasztornego Jaru na skraj Letanowiec

Długi most wisi w powietrzu, kołysze się? pod spodem nurt wody. Niesamowite. Wejść na most może tylko pięć osób, turyści sami regulują ruchem. Każdy jednak chce przez moment stanąć na środku, zrobić fotkę i się pohuśtać...
Podoba Ci się ten tekst? Powiedz o tym innym na FacebookuPolub ten wpis na FacebookuPolub wpis na Facebooku
Sprawdź nasz Instagram
fot: Barbara Górecka (8), ARO redakcja (1)
Przełom Hornadu. Od Klasztornego Jaru na skraj Letanowiec
Bardzo tu ciasno i trzeba się szybko decydować co dalej z sobą zrobić i jaki kierunek wybrać...
Uwaga! Materiał został zamieszczony w naszym portalu już ponad rok temu.
A świat się zmienia… Niektóre informacje praktyczne mogą okazać się nieaktualne!

Znów na rozdrożu

Dochodzimy do kamiennego mostu, uginającego się od czarnych łebków. Tu przy Trstienym Potoku jest skrzyżowanie dróg. Można iść dalej przełomem (szlak niebieski) do Čingova, czerwonym na Klaštorisko, żółtym na Tomaszowski Widok (Tomášovský výhl’ad) , żółtym do Gardzieli Hornadu przez Ihrik, albo drogą polną przez łąki. Ta ostatnia wiąże się z koniecznością przejścia przez spore osiedle romskie znajdujące się między wejściem do Słowackiego Raju a wsią Letanovce.

Przez osiedle Romów

Mam mieszane uczucia co do wyboru drogi… Iść w górę już mi się nie chce, bo jestem zmęczona. Iść dalej, tym bardziej nie… Przez wieś trochę się boję, że nie odgonię się od natarczywych dzieci – tak to przedstawiane jest wszędzie w tematyce „Raju”. Moja współtowarzyszka wędrówki jest odważna, a za nami idą inni turyści… Idziemy w stronę wsi. Po leśnej drodze spacerują matki z dziećmi w wózkach, starsze dzieci gonią na kamienny most, bo tam zawsze coś się dzieje, chodzą ludzie… Już wyłania się wieś. Tu czas się zatrzymał. Droga się skończyła… Domki sklecone z różnych materiałów. Przylegają jeden do drugiego. Poniżej „drogi” płynie potok, w którym dzieci mają „basen”. Na moście kobieta pierze kolorowy „turecki” dywan. Na barierach mostu siedzą starsze dzieciaki. Gwar tu niesamowity… Trzeba niestety przez ten mostek przejść, bo nie ma innej drogi. Z dobrą miną powoli się przemieszczam. Trochę się obawiam o swój dobytek… Nikt mnie jednak nie zaczepia, nie woła o wsparcie – podejrzane to trochę. Już z bezpiecznej odległości nagrywam kilka klatek.

Czy sięgnąć do plecaka?

Widzę, że za mną podąża chłopiec około 10 lat. Grzecznie się wita i rozpoczyna rozmowę na temat naszej wędrówki. Wskazuje, dokąd powinnyśmy iść? Dziękuję mu za zainteresowanie i stwierdzam, że znam drogę, mam mapę więc problemu nie będzie. Chłopiec w zamian za usługę prosi o cukierka… ciastko… albo chociaż pieniążek. No głupia sprawa… Jak zacznę wyciągać cokolwiek z plecaka, to zwalą się tu wszystkie dzieci z osiedla. Z drugiej strony cukierek się należał za sympatyczne zachowanie chłopca. Mam jednak wyrzuty sumienia.

Czytaj dalej - strony: 1 2

Poczytaj więcej o okolicy:

Komentarze: 2

    Bombella, 28 czerwca 2015 @ 15:42

    Potwornie stereotypowe myślenie o Cyganach – złodziejach i zebrakach. Spotkanie z groźnym Obcym – romskim dzieckiem, które, o Jeżu! , będzie chciało cukierka! Wstyd.

    tolerancyjna, 29 czerwca 2015 @ 19:49

    A ja widziałam to miejsce, o którym pisze autorka artykułu. I – zapewniam – pisze bardzo oględnie, spokojnie i bez złości. Ja rozumiem jej obawę, że dziecko będzie chciało cukierki. Stereotypowo to myśli tylko autorka powyższego komentarza. Po prostu nie wie, o czym pisze. Nie widziała zapewne nigdy cygańskiego osiedla na Słowacji. A TEGO osiedla w szczególności.

Dodaj komentarz
(Dozwolone typy plików: jpg, gif, png, maksymalny waga pliku: 4MB.)
(wymagany, niepublikowany)
Wszystkie materiały zamieszczone na naszym portalu chronione są prawem autorskim. Możesz skopiować je na własny użytek.
Jeśli chcesz rozpowszechniać je dla zysku bez zgody redakcji i autora – szukaj adwokata!
Zamknij