Coro
Stare miasteczko i lotne piaski

Wielką tutejszą atrakcją jest położony zaledwie kilka kilometrów od miasta Park Narodowy Los Médanos de Coro, gdzie można podziwiać olbrzymie ruchome wydmy o wysokości sięgającej nawet do 25 m. Coro znajduje się na półwyspie Paraguana.
Podoba Ci się ten tekst? Powiedz o tym innym na FacebookuPolub ten wpis na FacebookuPolub wpis na Facebooku
Sprawdź nasz Instagram
fot: Anna Kiełtyka
Coro. Stare miasteczko i lotne piaski
W mieście nie ma już turystów, właśnie zakończył się sezon, wiec w spokoju można rozkoszować się ciszą. Pierwsze dni spędzam w wygodnym hamaku i książką w ręce. Posadę od ulicy oddziela gruby mur, dlatego nie dochodzą tu żadne hałasy...
Uwaga! Materiał został zamieszczony w naszym portalu już ponad rok temu.
A świat się zmienia… Niektóre informacje praktyczne mogą okazać się nieaktualne!

Taką Amerykę warto zapamiętać

Nim się obejrzałam spędziłam tutaj prawie cztery dni i w końcu nadeszła moja ostatnia noc, nie tylko w Coro, ale też w Ameryce Południowej. Wszystko jest dokładnie tak, jak sobie wyobrażałam, całą posadę wypełnia głośna salsa i znajomi mojego gospodarza. Są tańce, śpiewy i mnóstwo dobrego jedzenia, taka właśnie atmosfera towarzyszyła mi przez ostatnie miesiące w podróży, w różnych  hostelach, w autobusach, na plaży i w mieście, taką Amerykę Południową warto zapamiętać. Zabawa trwa aż do białego rana.

Jak wymienić pozostałe boliwary?

Samolot na Arubę odlatuje następnego dnia  z pobliskiego Porto Fijo. Podobnie jak na początku mojej wizyty w Wenezueli, przed odlotem muszę jeszcze załatwić kwestię pieniędzy. Tym razem potrzebuję zamienić pozostałe boliwary na amerykańskie dolary, których używa się na Arubie. Niestety, tutaj sprawa nie jest taka prosta jak w Caracas, nie ma już panów z zawieszonymi na szyi kalkulatorami. Zagadana w tej sprawie sprzedawczyni, każde mi iść na zaplecze skromnej lotniskowej restauracji, po paru minutach przychodzi umówiony kelner, który szybko wręcza mi plik dolarów.

Pożegnanie z Ameryką Południową

Z nowymi pieniędzmi jestem gotowa opuścić Wenezuelę, ale okazuje się że Wenezuela nie chce wcale wypuścić mnie. Niespodziewanie, jako jedyna pasażerka, zostaję zaproszona na szczegółową kontrole bagażu. Strażnik po kolei rozpakowuje mój nabity plecak i dokładnie bada każdą przewożoną przeze mnie rzecz. Sprawdza kawę z Kolumbii, przetrzepuje poncho z Peru, ogląda kapelusz z Ekwadoru. Po kilkunastu minutach cała zawartość ląduje na podłodze. Urzędnik skanuje pusty plecak parę razy. Po pół godziny kontroli nareszcie puszczają mnie wolno. Szybko, byle jak, upycham rzeczy w plecaku, który z trudnością się teraz dopina i biegnę do samolotu.

Czytaj dalej - strony: 1 2

Poczytaj więcej o okolicy:

 
Dodaj komentarz
(Dozwolone typy plików: jpg, gif, png, maksymalny waga pliku: 4MB.)
(wymagany, niepublikowany)
Wszystkie materiały zamieszczone na naszym portalu chronione są prawem autorskim. Możesz skopiować je na własny użytek.
Jeśli chcesz rozpowszechniać je dla zysku bez zgody redakcji i autora – szukaj adwokata!
Zamknij