Tbilisi
Odnawiane oblicze stołecznej starówki

Nagle znalazłem się w innym świecie, przypominającym dekoracje katastroficznego lub wojennego filmu. Nieliczne domy już zrewaloryzowane i mnóstwo zrujnowanych, podpartych belkami aby nie upadły...
Podoba Ci się ten tekst? Powiedz o tym innym na FacebookuPolub ten wpis na FacebookuPolub wpis na Facebooku
Sprawdź nasz Instagram
fot: Cezary Rudziński
Tbilisi. Odnawiane oblicze stołecznej starówki
Kilka uliczek którymi szedłem ma nawet cały las poziomych i poprzecznych konstrukcji podtrzymujących równocześnie po obu stronach frontony starych, na oko z końca XIX w, a może i starszych domów.
  • Tbilisi. Odnawiane oblicze stołecznej starówki
  • Tbilisi. Odnawiane oblicze stołecznej starówki
  • Tbilisi. Odnawiane oblicze stołecznej starówki
  • Tbilisi. Odnawiane oblicze stołecznej starówki
  • Tbilisi. Odnawiane oblicze stołecznej starówki
  • Tbilisi. Odnawiane oblicze stołecznej starówki
  • Tbilisi. Odnawiane oblicze stołecznej starówki
  • Tbilisi. Odnawiane oblicze stołecznej starówki
  • Tbilisi. Odnawiane oblicze stołecznej starówki
  • Tbilisi. Odnawiane oblicze stołecznej starówki
  • Tbilisi. Odnawiane oblicze stołecznej starówki
Uwaga! Materiał został zamieszczony w naszym portalu już ponad rok temu.
A świat się zmienia… Niektóre informacje praktyczne mogą okazać się nieaktualne!

Tego rodzaju przygoda spotkała mnie w życiu po raz pierwszy. Na starówce w Tbilisi miałem problem z odnalezieniem hostelu, w którym się zatrzymałem! Przy czym, co w tym kraju wymaga podkreślenia, byłem absolutnie trzeźwy.

Godziny były późno-popołudniowe, ale widno i pogoda świetna. Miałem przy sobie plan miasta, wizytówkę hostelu z jego adresem, telefonem i planem okolicy na odwrocie, oraz osobno zapisany adres aktualnego wejścia na czas wymiany sieci wodociągowej przed głównym. I telefon komórkowy! A później jeszcze miejscowego pomocnika, młodego Gruzina.

Wystarczył jeden błędny krok

A było to tak. Po pierwszym, wielogodzinnym chodzeniu po starym mieście i jego okolicach wracając do hotelu skręciłem, jak się później okazało, w niewłaściwą uliczkę. Dodam, że lokalizacja tego hostelu, podobnie jak kilku sąsiednich, jest znakomita. Do najważniejszych zabytków, miejsc, a także metra i marszrutek jest kilka ? kilkanaście minut drogi pieszo, czasem pod górkę. Bo przecież tutejsza starówka, poza wąskimi fragmentami nad rzeką Mtkwari, położona jest na zboczach dosyć stromego wzgórza, którego dominantami są: twierdza Narikała i ogromny, 20-metrowy pomnik Matki Gruzji. I niemal każdy krok robi się albo w górę, albo w dół. Wiedziałem, że hostel musi znajdować się gdzieś w pobliżu. Zacząłem więc pytać, jak do niego dojść rzadko spotykanych mieszkańców, którzy albo wzruszali ramionami, nawet oglądając wizytówkę z adresem i planem dojścia, albo odpowiadali ?to chyba tam, na prawo? a może na lewo pod górę?. Zadzwonienie do hostelu z prośbą o informację jak do niego dotrzeć nie wchodziło w grę, gdyż nie byłem w stanie ustalić, gdzie się znajduję. Wszystkie uliczki, placyki i zaułki miały bowiem tabliczki z nazwami wyłącznie w alfabecie gruzińskim, którego nie znam. Wreszcie starsza pani z, jak się okazało, wnukiem poleciła mu pomóc mi. Goście, zwłaszcza Polak, nawet mówiący po rosyjsku, są tu traktowani bardzo życzliwie. Ale odnalezienie wejścia do hostelu także przy pomocy gruzińskiego chłopaka dzwoniącego do niego z własnego telefonu, zajęło nam ponad 20 minut. Drogi szukaliśmy idąc jakimiś zapuszczonymi uliczkami, wśród zrujnowanych, lub bliskich zawalenia się domów, odsłaniając przede mną zupełnie nieznane oblicze tbiliskiej starówki.

Sceneria jak z filmów wojennych

Zdążyłem już tego dnia zobaczyć jak bardzo zmieniła się ona na korzyść we wschodniej, prawobrzeżnej części. Postanowiłem więc następnego dnia obejrzeć również okolice hostelu, idąc w kierunku kilku starych świątyń i obiektów zalecanych przez przewodniki oraz plany miasta. Ułatwił mi to widok z balkonu mojego pokoju wychodzący na podświetlone w nocy: twierdzę, pomnik oraz widoczne w dzień wieże świątyń wyglądające jak w zasięgu ręki. Trasa była prosta: prowadzącą w górę ul. Jerozolimską i przez odchodzące od niej uliczki i zaułki, przy których stoją dwie świątynie zwane betlejemskimi ? Górna i Dolna. Łączy je wytyczony w 1850 roku przez architekta Timote Beloi szlak, opisywany obecnie, obok języka gruzińskiego, także po angielsku, jako Betlemi street ? stairs. Ciekawość wciągała mnie jednak również w boczne zaułki, placyki i podobne miejsca.

Czytaj dalej - strony: 1 2

Poczytaj więcej o okolicy:

 
Dodaj komentarz
(Dozwolone typy plików: jpg, gif, png, maksymalny waga pliku: 4MB.)
(wymagany, niepublikowany)
Wszystkie materiały zamieszczone na naszym portalu chronione są prawem autorskim. Możesz skopiować je na własny użytek.
Jeśli chcesz rozpowszechniać je dla zysku bez zgody redakcji i autora – szukaj adwokata!