Caracas
Z taksówkarzem za przewodnika
A świat się zmienia… Niektóre informacje praktyczne mogą okazać się nieaktualne!
Chicharrón i merrengue
Powoli oddalamy się od starego centrum, Juan opowiada mi trochę o swoim życiu. Urodził się w Kolumbii, niedaleko Popayan ale już od ponad 20 lat mieszka w Wenezueli, ma żonę i dzieci, a jego nastraszy syn studiuje na uniwersytecie, z czego Juan jest niesłychanie dumny. Dość długą chwilę rozmawiamy też o kolumbijskim jedzeniu i kulturze, Juan uwielbia chicharrón, smażoną skórę prosiaka, która mi niespecjalnie posmakowała, ale za to oboje lubimy wesoły taniec, merrengue. Po kilkunastu minutach jazdy zatłoczonymi ulicami, mijamy nareszcie jakiś kawałek zieleni, jak się później okazało ? wcale nie taki mały. Park Los Caobos wydaje się idealnym miejscem do odpoczynku od zatłoczonego miasta. To jedno z ulubionych miejsc na niedzielne wypady mieszkańców Caracas. Rozległy, zielony teren a na nim lasy, palmy, jeziora, fontanny. Okazuje się, że takich miejsc jest w Caracas o wiele więcej.
Deptak z marną reputacją
Jedziemy teraz na Sabana Grande, szeroki, długi deptak, który przez lata uchodził za najpopularniejsze miejsce w mieście. Juan wspomina dawne czasy, gdy można było tutaj pospacerować w niedzielne popołudnie, pójść na zakupy, napić się kawy w pobliskich kawiarenkach. Obecnie w dalszym ciągu miejsce to przyciąga turystów, ale za sprawą domów publicznych, podejrzanych interesów i handlu narkotykami, deptak już dawno stracił swoją reputację. Sabana Grande kończy się przy stacji metra Chacaito, z której jest już tylko raptem kilka kroków do nowoczesnej, finansowej i handlowej dzielnicy Caracas. Znajdują się tutaj nowoczesne, olbrzymie domy handlowe i ekskluzywne hotele.
Przez rozrywkowe centrum miasta
Kilka przecznic na wschód zaczyna się dzielnica Las Mercedes, rozrywkowe centrum miasta. To najbogatsza część Caracas, pełna świetnych restauracji, galerii sztuki, barów i nocnych klubów. Niestety, robi się coraz później, szybko więc przejeżdżamy przez Las Mercedes zatrzymując się jedynie na światłach, w ekspresowym tempie zahaczamy też o niektóre mieszkalne dzielnice, przypominające blokowiska z krakowskiej Nowej Huty, mijamy jeszcze kilka placów i parków. W oddali cały czas widać cień slumsów, najuboższych dzielnic które otaczają stolicę. Po kilku rundkach wzdłuż zatłoczonych ulic jedziemy w końcu na dworzec.
Nieoceniona pomoc taksówkarza
Brudny, olbrzymi, hałaśliwy, typowy dla ameryki południowej. Juan proponuje mi jednak inne miejsce na złapanie autobusu. Przystaję na jego propozycję i już za parę minut siedzę w małej, czystej hali zajadając się bananowym ciastem. Dodatkowo mój dzisiejszy przewodnik pomógł mi przetransportować plecak i wynegocjował przystępną cenę biletu. To jedna z najmilszych osób jakie poznałam w całej podróży. I właśnie dzięki niemu, jestem chyba jedną z nielicznych osób, której pobyt w Caracas, dobrze się kojarzy.







Dodaj komentarz