Szczecin
Filharmonia: gmach z wielkim potencjałem

Autorka: Anna Zaborska
O budynku mówiono różnie. Dla jednych od razu był „ikoną miasta”, dla innych pokracznym „blaszakiem”. Byli też tacy, którym jego kształt utożsamiał się ze szczytami XIX wiecznych kamienic...
fot: Anna Zaborska
Szczecin. Filharmonia: gmach z wielkim potencjałem
Biała, wydawałoby się prawie przezroczysta bryła przyklejona jest do starego, ceglanego gmachu, mieszczącego komendę wojewódzką policji.

Ten obsypany nagrodami architektonicznymi, niezwykły budynek filharmonii szybko stał się symbolem Szczecina. Warto tu zajrzeć nawet wtedy, gdy nie jest się melomanem.

Na mapie Szczecina filharmonia pojawiła się w 2014 roku. W miejscu, gdzie przed wojną stał Konzerthaus, popularny ośrodek kultury tamtych czasów (rozebrany w 1962 r.).

Kicz czy arcydzieło?

Biała, wydawałoby się prawie przezroczysta bryła przyklejona jest do starego, ceglanego gmachu, mieszczącego komendę wojewódzką policji. O budynku mówiono różnie. Dla jednych od razu był „ikoną miasta”, dla innych pokracznym „blaszakiem”. Byli też tacy, którym jego kształt utożsamiał się ze szczytami XIX wiecznych kamienic i ten ukłon w stronę historii przyjmowali jako symboliczne nawiązywanie do instrumentu miasta (chodzi o organy, których zresztą w filharmonii nie ma).

Znawcom architektury przypadł od razu do gustu. Już rok po otwarciu, w 2015 roku, budynek został nagrodzony najważniejszym w Europie konkursie architektonicznym. Filharmonia Szczecińska zdobyła główną nagrodę Unii Europejskiej im. Miesa van der Rohe. Pokonała 420 innych obiektów z 36 krajów.

Zaczęło się od komitetu

Inauguracyjny koncert zaczątków filharmonii czyli orkiestry symfonicznej odbył się w październiku 1948 roku. W wynajętej sali obrad urzędu miasta. Muzycy ulokowali się w lewym skrzydle tzw. szpinakowego pałacu (nazwanego tak ze względu na kolor elewacji). W 1953 roku miejsce to stało się Państwową Filharmonią w Szczecinie im. Mieczysław Karłowicza. W gmachu, który nie był przystosowany do koncertów, akustyka pozostawiała wiele do życzenia.

O potrzebie powstania nowej siedziby zaczęto mówić pod koniec lat 90. W 2004 roku zawiązał się społeczny komitet budowy nowej filharmonii. Warto zaznaczyć, że była to oddolna inicjatywa mieszkańców i muzyków, którzy chcieli mieć obiekt z prawdziwego zdarzenia. Ogłoszono międzynarodowy konkurs architektoniczny. Wzięły w nim udział 44 pracownie z całego świata. Wygrał hiszpańsko-włoski duet Barcelo-Fabricio Barozzi i Alberto Veiga ze Estudio Barozzi Veiga, we współpracy ze Studio A4.

Biel i minimalizm

Gmach ma cztery kondygnacje nad ziemią i podziemny, dwupoziomowy parking. Na prawie 13 tys. m kw. powierzchni urządzono dwie sale koncertowe, kawiarnię, sklep muzyczny. Piętro czwarte to pomieszczenia administracyjno-gospodrcze i przestronne galerie sztuki. Wszędzie króluje biel (z niewielkim dodatkiem czerni i szarości). To ważne przy założeniu, że światło pada wyłącznie przez specjalne świetliki na dachu. I choć w całym gmachu są tylko trzy okna, we wnętrzach jest jasno i przestronnie.

Mniejsza sala, kameralna, mieści 192 widzów. Od czarnego koloru ścian, srebrnych numerów na fotelach i możliwości osiągnięcia całkowitego zaciemnienia zwana jest także „księżycową”.

Sala symfoniczna kolorem nawiązuje do słońca. Jej ściany są pokryte złotymi płatami szlagmetalu (materiał imitujący metale szlachetne). Ma 951 miejsc. Fotele są obite specjalnym materiałem, który pochłaniały dźwięki. Numery na nich wyszyto złotą nicią. Także ich kształt dopasowano do wymogów akustyki (podobno ich projektowanie i testowanie zajęło około roku). Specjalnie zaprojektowane krzywizny na ścianach i suficie umożliwiają uzyskanie dźwięku na bardzo wysokim poziomie. Eksperci uważają, że akustyka może być przyrównana do tej w sali koncertowej Musikvierein czyli siedziby filharmoników wiedeńskich, uznawanej za wzorcową.

Nie zapomniano także o przestrzeni poza salami koncertowymi. Wszystkie elementy w środku, nie tylko panele akustyczne, umieszczone między zewnętrzną a wewnętrzną elewacją, zostały tak pomyślane, by minimalizować pogłos w przestronnych holach.

Przestrzeń wypełniona życiem

Gdy byłam tam pod koniec sierpnia w głównym holu krzątało się wielu młodych ludzi, układających kolorowe wstążki. Byli to muzycy, którzy zapraszani są co rok na tygodniowe warsztaty i koncerty. Właśnie układali muzyczną mandalę do wieczornego happeningu.

Od bywalców usłyszałam, że spotkania z różną muzyką, nie tylko klasyczną, są tu stale obecne. ­ – Staramy się być instytucją otwartą. By każdy czuł się wyjątkowo i znalazł coś dla siebie. Na tej idei opieramy program – usłyszałam od dyrektor filharmonii Doroty Serwy. To już teraz rozumiem, dlaczego co dwa tygodnie po foyer na pierwszym piętrze raczkują roczne niemowlaki. Mają tu swoje zajęcia umuzykalniające.


P.S. Uwagi do zdjęć: ten zielony ślimak to spiralna klatka schodowa widziana z góry. Srebrny „totem” na tle paskowanej ściany to rzeźba Oskara Zięty. Został wypożyczony przez artystę, ale chyba zostanie tu na zawsze.

Poczytaj więcej o okolicy:

Dodano: 24 września 2022; Aktualizacja 6 października 2022;
 
Dodaj komentarz
(Dozwolone typy plików: jpg, gif, png, maksymalny waga pliku: 4MB.)
(wymagany, niepublikowany)
Wszystkie materiały zamieszczone na naszym portalu chronione są prawem autorskim. Możesz skopiować je na własny użytek.
Jeśli chcesz rozpowszechniać je dla zysku bez zgody redakcji i autora – szukaj adwokata!
Zamknij