Szklarska Poręba
Na szrenickiej narciarskiej arenie

Gdy wieje silny wiatr, taki przekraczający 23-24 m na sekundę, zatrzymuje się górny odcinek kolejki, ale można korzystać z dolnego, osłoniętego w lesie przed gwałtownymi podmuchami.
Podoba Ci się ten tekst? Powiedz o tym innym na FacebookuPolub ten wpis na FacebookuPolub wpis na Facebooku
Sprawdź nasz Instagram
fot: Anna Ochremiak
Szklarska Poręba. Na szrenickiej narciarskiej arenie
Górny odcinek kolejki wyprowadza tuż pod szczyt, na którym jest schronisko. Można podejść tam by się rozgrzać, napić herbaty i coś zjeść, ale w butach narciarskich zajmie to parę minut.
To już 10 lat! Materiał został zamieszczony w naszym portalu ponad dekadę temu.
A świat się zmienia… Niektóre informacje praktyczne mogą okazać się nieaktualne!

Tereny narciarskie na stokach Karkonoszy ponad miasteczkiem Szklarska Poręba noszą nazwę Skiarena Szrenica. Trochę na wyrost, zwłaszcza gdyby przyszło nam do głowy porównanie tych stoków z alpejskimi ośrodkami o podobnej nazwie. Ale na polską skalę to jedno z największych narciarskich boisk.

Główną nitką Skiareny jest kolejka krzesełkowa pod szczyt  Szrenicy (1362 m n.p.m.). Wyciąg składa się z dwu odcinków, ze stacją przesiadkową pośrodku. To sprawdza się z kilku powodów: początkujący narciarze mogą wyjechać tylko do połowy stoku  i zjeżdżać łatwą, dobrze utrzymaną i w zasadzie przypisaną do dolnego odcinka kolejki trasą.  Nazywa się ona Puchatek i rzeczywiście odpowiada potrzebom narciarskich Puchatków. Półtorakilometrowy zjazd z różnicą poziomów  sięgającą tylko 174 metrów  jest w sam raz na pierwsze poważne zjazdy.

Gdy wieje silny wiatr

Są jednak takie momenty, kiedy z braku lepszej oferty zaglądają tu i zaawansowani. A dzieje się tak wtedy, gdy wieje silny wiatr, taki przekraczający 23-24 m na sekundę. Zatrzymuje się górny odcinek kolejki, ale można korzystać z dolnego, osłoniętego w lesie przed gwałtownymi podmuchami.

Długa droga do schroniska

Górny odcinek kolejki wyprowadza tuż pod szczyt, na którym jest schronisko.  Można podejść tam by się rozgrzać, napić herbaty i coś zjeść, ale w butach narciarskich zajmie to parę minut.  Dawno temu można było krzesełkiem dojechać  aż do samego schroniska, ale po tym jak spadła lina starego wyciągu, wymieniono go na krótszy, z austriackiego demobilu. W zasadzie znów przydałaby się wymiana.

Czarna trasa to wyzwanie

Gdy wysiądziemy z kolejki pod szczytem Szrenicy i staniemy twarzą ku północy, mamy przed sobą widok na Kotlinę Jeleniogórską i grzbiet Gór Izerskich. I dwie możliwości zjazdów: w prawo i w lewo.  Jeśli pojedziemy na prawo, znajdziemy się na czarnej trasie mającej homologacje FIS. Tu od razu jest  w dół, i to kusi także tych, którzy nie mają dość umiejętności, by podjąć wyzwanie. Stok usiany jest  zjeżdżającymi w stylu ratuj się kto może, niewielu  jest takich, którzy wiedzą, po co skręcili w tę stronę. To nie jest bezpieczne ani dla jednych, ani dla drugich.

Czytaj dalej - strony: 1 2

Poczytaj więcej o okolicy:

Dodano: 6 października 2009; Aktualizacja 12 lutego 2019;

Komentarze: 1

    kajek., 10 grudnia 2009 @ 22:29

    To oni nie zbudowali jeszcz tego krzesła na Świąteczny kamień? przecież opowiadają o tym od lat?

    blach, 2 marca 2019 @ 17:46

    Właśnie dziś byłem na nartach na Szrenicy. A teraz przeczytałem ten tekst. I najbardziej zdziwiło mnie to, że ten opis ośrodka sprzed 10 lat w zasadzie odpowiada temu, co tu napisane. Tak, otwarto sześcioosobową kolejkę – ale to było w 2010 roku. Kolejka na szczyt, jak była stara, tak jest. I jeździ strasznie powoli. Natomiast czarna jedynka – Ściana, była bardzo dobrze przygotowana – tyle, że było trochę lodu, ale pogoda taka, że musiało być. Nie zrozumiem natomiast, dlaczego nie ma fajnych knajpek na stoku. Przy stacji przesiadkowej starych wyciągów – tylko „zimny” bar. Do schroniska na szczycie – trzeba podejść. Przy schronisku na Hali Szrenickiej Ski-Bar to jakaś ponura przybudówka, gdzie grzane piwo kosztuje 12 zł i wcale nie jest dobre. Nawet – niedobre. Można oczywiście wejść do schroniska, ale tam też oferta skromna (choć piwo lepsze). A na dole, przy dolnych stacjach wyciągów, jest taki pierdolnik, że człowiek w ogóle nie ma ochoty się tam zatrzymywać. Czy to się tu nie opłaci, żeby zbudować jakąś fajną knajpę na górze, jak bywa w innych miejscach? Nie moge tego zrozumieć. I jeszcze jedno: za parking na cały dzień trzeba zapłącić 20 zeta. Czy widział kto, żeby w Alpach brali za parkingi? Albo w Czechach? Albo na Słowacji? Nie biorą. Tylko u nas każdy dziabie swoje.

Dodaj komentarz
(Dozwolone typy plików: jpg, gif, png, maksymalny waga pliku: 4MB.)
(wymagany, niepublikowany)
Wszystkie materiały zamieszczone na naszym portalu chronione są prawem autorskim. Możesz skopiować je na własny użytek.
Jeśli chcesz rozpowszechniać je dla zysku bez zgody redakcji i autora – szukaj adwokata!
Zamknij