Lwów
Zarażeni kresowym mitem

Dla wielu Kresy są wspomnieniem rodziców i dziadków, echem odległej historii Rzeczpospolitej, światem z literatury. Dla wielu z nas to kolejny powrót do kraju dzieciństwa i młodości...
Podoba Ci się ten tekst? Powiedz o tym innym na FacebookuPolub ten wpis na FacebookuPolub wpis na Facebooku
Sprawdź nasz Instagram
fot: Jerzy Leśniak
Lwów. Zarażeni kresowym mitem
Obecne od 700 lat polskie ślady, mimo prowadzonej przez wiele lat celowej dewastacji, trzymają się dobrze, zwłaszcza we Lwowie, zwłaszcza na cmentarzu Łyczakowskim, dzielnicy za Styksem?
To już 10 lat! Materiał został zamieszczony w naszym portalu ponad dekadę temu.
A świat się zmienia… Niektóre informacje praktyczne mogą okazać się nieaktualne!

Dla wielu z nas, jak dla Bolesława Biłowusa z żoną Zofią czy dr. Wiesława Mieckowskiego, był to kolejny powrót do kraju dzieciństwa i młodości. Państwo Biłowusowie dokładnie 50 lat temu w lwowskim kościele Marii Magdaleny stanęli na ślubnym kobiercu.

Dla wielu Kresy są też wspomnieniem rodziców i dziadków, echem odległej historii Rzeczpospolitej, światem z literatury (Trylogii). Bożena Cetnarowska (żona znanego sądeckiego aptekarza Bolesława) po raz pierwszy odwiedziła kamienicę przy ul. Krzywonosa we Lwowie, gdzie przyszła na świat w 1940 r. (pod okupacją sowiecką). Nie trudno sobie wyobrazić jak była poruszona?

Najstarszy uczestnik wyprawy, Władysław Bednarski (86 lat) z Rożnowa, zanim w 1944 r. przybrał mundur żołnierza i z I Armią Wojska Polskiego pomaszerował na Berlin, przypomniał sobie podróże służbowe z galicyjskiego Teksasu ? Borysławia i Drohobycza do znajdującej się przy lwowskim pomniku Adama Mickiewicza (przy dawnych Wałach Hetmańskich) siedziby dyrekcji Towarzystwa Naftowego.

Była okazja przywitać się z nowymi pomnikami np. Nikifora Krynickiego (rzeźbę stojącą przy kościele Dominikanów należy obowiązkowo pociągnąć za nos, który od tych czułości jest wypolerowany aż błyszczy), a podczas spotkania z prezesem Towarzystwa Kultury Polskiej Ziemi Lwowskiej, Emilem Legowiczem wspomnieć też założyciela nowosądeckiej organizacji lwowiaków, śp. doktora Jerzego Masiora, człowieka renesansowego, właściciela wielu pasji, przyjaciela młodzieży, który wychował się w domu przy ul. Leśnej 16 (w dzielnicy Orląt, niedaleko rodowego gniazda Zbigniewa Herberta), uczył się II Gimnazjum i Liceum im. Karola Szajnochy, a na wierzchołku Kopca Unii Lubelskiej, nad Wysokim Zamkiem, składał przyrzeczenia harcerskie.

Obecne od 700 lat polskie ślady, mimo prowadzonej przez wiele lat celowej dewastacji, trzymają się dobrze, zwłaszcza we Lwowie, zwłaszcza na cmentarzu Łyczakowskim, dzielnicy za Styksem?, tam gdzie śpią lwowskie Orlęta. Widać odnowione wysiłkiem Polaków stare nagrobki, z pięknymi rzeźbami, z postaciami aniołów, amorków, zamyślonych płaczek.

O podtrzymywanie pamięci i zarażanie kresowymi mitami dba młody przewodnik Dariusz Kompanowicz, rodowity lwowiak, absolwent wydziału prawa na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie, opowiadając barwnie o tym, jak ponad 90 lat temu Lwów, który miał stać się stolicą zachodniej Ukrainy, został obroniony przy pomocy całej Galicji, na czele z Nowym Sączem i Krakowem.

Czytaj dalej - strony: 1 2

Poczytaj więcej o okolicy:

Komentarze: 1

    wędrowiec, 24 czerwca 2011 @ 17:55

    Do mnie to jeszcze trochę przemawiają takie patriotyczne kawałki. Ale czy przemawiają do ludzi młodych? Bym się obawiał.

Dodaj komentarz
(Dozwolone typy plików: jpg, gif, png, maksymalny waga pliku: 4MB.)
(wymagany, niepublikowany)
Wszystkie materiały zamieszczone na naszym portalu chronione są prawem autorskim. Możesz skopiować je na własny użytek.
Jeśli chcesz rozpowszechniać je dla zysku bez zgody redakcji i autora – szukaj adwokata!
Zamknij