Siemianówka
Wielka woda z niepewną przyszłością
Zalew Siemianówka, zwany Jeziorem Siemianowskim, jest zaporowym zbiornikiem wodnym w dolinie górnej Narwi. Gdy się spogląda na ogrom tej wody trudno uwierzyć, że zasiliła go ta niewielka tu rzeczka, wypływająca spod przepustu zapory. A jednak.
Pomysł zbudowania zbiornika na górnej Narwi zrodził się w 1964 r. Główną motywacją jego powstania był odczuwany w latach 50 i 60. XX w. znaczny deficyt wody w tej części Podlasia. Miał zaspokoić potrzeby rozwijających się zakładów przemysłowych Białegostoku i Łap, pełnić funkcje retencyjne oraz stworzyć perspektywy rozwoju ośrodków wypoczynkowych i sportów wodnych dla okolicznych mieszkańców.
Pierwszą łopatę wbito w 1977 r.
Zalew budowano 13 lat. Tamę postawiono na 367. kilometrze rzeki (liczy się od ujścia) w pobliżu wsi Łuka i Rybaki. Pod budowę wywłaszczono 289 gospodarstw z ośmiu wsi, z których pięć zlikwidowano.
Zainteresowanych wysiedlonych przeniesiono do dwu blokowisk w Michałowie i Bondarach. Niektórzy przenieśli się do Białegostoku i innych miejscowości. Powstała także wieś Nowa Łuka. Przeczytałam gdzieś, że zalew napełnił się łzami wysiedlonych…
Piętrzenie wody rozpoczęto w 1988 r., gdy ukończono budowę zapory o długości 810 m. Docelowy poziom wody osiągnięto w 1993 r. Na zaporze w 1996 roku uruchomiono elektrownię wodną o mocy 165 kW.
Przedzielony Koleją Carską
Od początku Siemianówka składa się z dwu basenów. Zachodni mieści się między tamą a groblą, po której przebiega linia kolejowa z Hajnówki na Białoruś, do miejscowości Świsłocz (dwa tory, normalny i rosyjski, szeroki). To fragment dawnej Kolei Warszawsko-Petersburskiej, znanej także jako Kolej Carska, zbudowanej w II połowie XIX wieku.
Wschodni basen mieści się między groblą a bagnami przy białoruskiej granicy. Oba akweny łączy przepust pod mostem kolejowym. Ale o ile ten zachodni utrzymuje akceptowalny poziom wody przez cały czas, to wschodni, znacznie płytszy, czasami ją wytraca.
Mnóstwo krytyki – kiedyś i teraz
Źle o powstaniu zalewu Siemianówka od blisko 50. lat wypowiadają się i miejscowi i uczeni. Tym pierwszym trudno było pogodzić się z wysiedleniami – to jasne i zrozumiałe. Później komentowali fakt, że nie oczyszczono, czy może – niedostatecznie oczyszczono dno zalewu z warstw gleby, torfu a wreszcie starych przygospodarskich szamb, a nawet pozostałości budynków. Więc jakość wody nieustannie budziła zastrzeżenia i emocje.
























Dodaj komentarz