Kyaikhtiyo
Pielgrzymka na Złotą Skałę

Dotarcie tutaj wymaga, zwłaszcza od cudzoziemców, pewnego wysiłku. Przekonałem się o tym na własnej skórze. Do wioski Kinpun dojeżdża się w otwartych pudłach ciężarówek, dalej już tylko pieszo...
fot: Cezary Rudziński
Kyaikhtiyo. Pielgrzymka na Złotą Skałę
Jednym z dobrych uczynków jest wykupienie za niewielką kwotę ptaszka z klatki oraz wypuszczenie go na wolność. To, że wytresowany ptak szybko wraca do klatki, nie ma już większego znaczenia.
Uwaga! Materiał został zamieszczony w naszym portalu już ponad rok temu.
A świat się zmienia… Niektóre informacje praktyczne mogą okazać się nieaktualne!

Złota Skała Kyaikhtiyo znajduje się w stanie Mon, na terenie byłego królestwa Mon w południowo-wschodniej Birmie-Myanmar. W odległości niespełna 130 km w linii prostej od Rangunu, do niedawna stolicy kraju.

I na dosyć wąskim pasie górzystego lądu między Morzem Andamańskim – fragmentem Oceanu Indyjskiego i Tajlandią. W dolinie poniżej skały Kyaikhtiyo płynie niewielka rzeka Thanlwin. Na południowy zachód jest już morze. Dotarcie tutaj wymaga, zwłaszcza od cudzoziemców, pewnego wysiłku. Przekonałem się o tym na własnej skórze. Autokarem dojechaliśmy z Rangunu do miasta Kyaikto. Dalsza podróż możliwa była już tylko mniejszym pojazdem. Ale podczas krótkiej przerwy mogliśmy zobaczyć, w jaki sposób buddyści spełniają dobre uczynki. Ich suma daje im – według wiary w reinkarnację po śmierci – szansę na lepsze wcielenie. Jednym z takich dobrych uczynków jest wykupienie za niewielką kwotę ptaszka z klatki oraz wypuszczenie go na wolność. To, że wytresowany ptak szybko wraca do klatki, nie ma już większego znaczenia. Liczy się okazana dobroć serca.

Na pace ciężarówki

Do wioski Kinpun, w której rozpoczyna się pieszy szlak do sanktuarium na szczycie góry, dojeżdża się w otwartych pudłach ciężarówek, siedząc nie na ławach, lecz bardzo wąskich drewnianych belkach lub trzymając się ich, gdy miejsca przy burcie zajęli bardziej przedsiębiorczy i doświadczeni w tego rodzaju transporcie podróżni. Kierowcy tą krótką, nawet nie 10-kilometrową drogą, ale o pełnej dziur i wykrotów nawierzchni, a ponadto bardzo stromą, z licznymi ostrymi zakrętami, pędzą jak szaleni. A podróżni są podrzucani i gwałtownie opadają na zastępujące siedzenia belki. Mimo iż podróżowałem w życiu jeszcze gorszymi, górskimi drogami, tak boleśnie poobijany chyba jeszcze nie byłem. „Wylizywałem się” z tego przez kilka dni mając problemy z siadaniem nawet na miękkich fotelach. Jadąc ten sposób, cudzoziemcy nie mogą jednak dotrzeć aż na samą górę, chociaż dowożeni są na nią miejscowi pielgrzymi. Podobno chodzi o bezpieczeństwo, gdyż w przeszłości zdarzyło się kilka nieszczęśliwych wypadków. Bardziej prawdopodobne wydaje się jednak, że jest to sposób na umożliwienie zarobku mieszkańcom wioski.

Nie dałem się wnieść…

Dalsza droga w górę, równie kręta, jest dosyć ostrym podejściem, zajmującym od 45 minut do godziny marszu. Kto nie ma na to siły lub ochoty, może zostać wniesiony przez czterech osiłków za 10 dolarów. A bagaż w koszach na plecach i na głowach kobiet. Chętnych do wnoszenia jest jednak o wiele mniej, niż tragarzy. Pielgrzymi tradycyjnie chodzą pieszo. A i wśród turystów inwalidzi i ludzie starzy oraz słabi trafiają się rzadko. Tragarze towarzyszą więc podróżnym – piechurom przez część drogi z nadzieją, że ktoś załamie się lub zrezygnuje z wysiłku. Kusząc ceną obniżaną nawet o połowę. Podejście to nie jest jednak zbyt męczące.

Czytaj dalej - strony: 1 2

Poczytaj więcej o okolicy:

 
Dodaj komentarz
(Dozwolone typy plików: jpg, gif, png, maksymalny waga pliku: 4MB.)
(wymagany, niepublikowany)
Wszystkie materiały zamieszczone na naszym portalu chronione są prawem autorskim. Możesz skopiować je na własny użytek.
Jeśli chcesz rozpowszechniać je dla zysku bez zgody redakcji i autora – szukaj adwokata!
Zamknij