Żółwin
Tajemnica uczonego awanturnika

W Żółwinie, wsi położonej na południe od podwarszawskiej Podkowy Leśnej stoi niewielki pałac. Do niedawna w ruinie, teraz ładnie odnowiony, nie wyróżniałby się spośród wielu podwarszawskich rezydencji, gdyby nie związana z nim tajemnicza historia…
Podoba Ci się ten tekst? Powiedz o tym innym na FacebookuPolub ten wpis na FacebookuPolub wpis na Facebooku
Sprawdź nasz Instagram
fot: Zuzanna Grabska
Żółwin. Tajemnica uczonego awanturnika
Pewnego wojennego dnia, w styczniu 1945 roku, w Żółwinie zjawił się niemiecki oficer. Nazywał się Ungern von Sternberg (bratanek majora-awanturnika). O czym rozmawiali? Następnego dnia Ferdynand Antoni Ossendowski zmarł.
To już 10 lat! Materiał został zamieszczony w naszym portalu ponad dekadę temu.
A świat się zmienia… Niektóre informacje praktyczne mogą okazać się nieaktualne!

W Żółwinie, wsi położonej na południe od podwarszawskiej Podkowy Leśnej stoi niewielki pałac. Do niedawna w ruinie, teraz ładnie odnowiony, nie wyróżniałby się spośród wielu podwarszawskich rezydencji, gdyby nie związana z nim tajemnicza historia?

Pałac w Żółwinie wybudowali Aleksandra i Michał Radziwiłłowie dla swojej córki, Michaliny, po mężu Leonowej Rzyszczewskiej. Zaprojektował go Józef Bobiński. Wkrótce pałac zmienił właścicieli, było ich wielu do II wojny. Gdy podczas Powstania Warszawskiego zjawił się tu Ferdynand Antoni Ossendowski, należał do państwa Witczaków.

Ferdynand Antoni Ossendowski, podróżnik, uczony, pisarz, członek Akademii Francuskiej i prezes Towarzystwa Literatów i Dziennikarzy, był w czasach dwudziestolecia ważną postacią. Jego książki były naprawdę czytane, a najbardziej znana ?Ludzie, zwierzęta i bogowie?  miała 142 wydania w 19 językach.

Zanim Ferdynand Ossendowski osiadł w niepodległej Polsce, przebywał na Wschodzie. Był uczonym prowadził badania na Syberii i w Mongolii. Tam zastała go rewolucja październikowa. Stanął po stronie białych, przyłączył się do armii generała Kołczaka. Kiedy bolszewicy rozbili tę armię, Ossendowski przedostał się do Mongolii. Tu zetknął się z majorem baronem Ungernem von Sternberg. Był to bałtycki Niemiec w służbie carskiej. Gdy imperium carów targane było wojną domową ogłosił się chanem Mongolii. Ossendowski, doskonale znający geografię i miejscowe języki stał się jego zaufanym doradcą i powiernikiem. Legenda mówi, że to jemu właśnie baron Ungern powierzył skarb ? przekazaną mu przez Kołczaka kasę białej armii wzbogaconą o dobra zrabowane z buddyjskich klasztorów. Ungerna schwytali i rozstrzelali bolszewicy w 1921 roku. Jego państwo przestało istnieć. A o skarbie słuch zaginął.

Ferdynand Ossendowski osiadł w Warszawie. Pisał książki. W jednej z nich nadmienił, że pewien lama przepowiedział Ungernowi rychłą śmierć. A Ossendowski, według tej samej wróżby miał umrzeć dopiero, gdy baron Ungernem von Sternberg mu o tym powie. I rzeczywiście. Pewnego wojennego dnia, w styczniu 1945 roku, w Żółwinie zjawił się niemiecki oficer. Nazywał się Ungern von Sternberg (bratanek majora-awanturnika). O czym rozmawiali? Następnego dnia Ferdynand Antoni Ossendowski zmarł. Pochowano go na cmentarzu w Milanówku. Gdy Warszawę zajęli Rosjanie, do Żółwina zajechało NKWD. Szukali Ossendowskiego. Gdy dowiedzieli się, że nie żyje, rozkopali grób, by sprawdzić, czy na pewno?

Warto wiedzieć

Teraz pałac w Żółwinie jest prywatną własnością, znajduje się tu niewielki hotel, choć ani na bramie, ani na budynku informacji o tym nie znalazłam.

Poczytaj więcej o okolicy:

Dodaj komentarz
(Dozwolone typy plików: jpg, gif, png, maksymalny waga pliku: 4MB.)
(wymagany, niepublikowany)
Wszystkie materiały zamieszczone na naszym portalu chronione są prawem autorskim. Możesz skopiować je na własny użytek.
Jeśli chcesz rozpowszechniać je dla zysku bez zgody redakcji i autora – szukaj adwokata!
Zamknij