Warna
Więcej niż złote piaski na plażach
Wybrzeże wokół Warny jest wszystkim naraz…
Średniowiecznym klasztorem wykutym w skale, królewskim ogrodem pachnącym różami, kamiennym lasem, który wygląda jak plan zdjęciowy „Gwiezdnych Wojen”, i klifami, na których rockmani witają słońce jak starożytni kapłani.
Aładża – klasztor wykuty w skale
Gdy idziesz ze Złotych Piasków, od Morza Czarnego w stronę lasu, nagle robi się cicho. I wtedy pojawia się Aładża – klasztor wykuty w pionowym klifie, dwupoziomowy, surowy, piękny. Nie ma tu marmurów, nie ma złotych ikon, nie ma barokowych ołtarzy. Jest skała. I cisza.
To miejsce wygląda jakby ktoś w średniowieczu postanowił zrobić wersję „loftu” dla mnichów: cerkwie, cele, kaplica, jadalnia, krypta, wszystko w skale. W Europie Zachodniej budowano wtedy katedry, które miały pokazać potęgę kościoła. W Bułgarii – wykuwano klasztory w klifach. I to mówi o tym kraju więcej niż niejedna książka. Aładża jest jak przypomnienie, że duchowość nie zawsze potrzebuje architektury. Czasem wystarczy pionowa ściana i odrobina odwagi.
Św. Konstantyn i Helena pachną morzem i siarką
Między Złotymi Piaskami a Warną jest miejsce, które wygląda jakby ktoś połączył sanatorium z eleganckim letniskiem. Św. Konstantyn i Helena – najstarszy bułgarski kurort, traktowany przez Bułgarów niczym rodowe srebra. W dawnym, znanym z komunistycznych czasów ośrodku Drużba, spotkamy obecnie bodaj najbardziej eleganckie hotele na bułgarskim wybrzeżu.
Ale w gorących źródłach kąpano się tu już pod koniec XIX w., a na początku następnego ruszył pierwszy w tym kraju kurort balneologiczny i klimatyczny.
Bułgaria ma ponad 1600 źródeł mineralnych, w tym również gorących i jest drugim, po Islandii, zasobnym w nie krajem w Europie. A woda mineralna, która wypływa tu z ziemi, ma w sobie coś z tureckich hamamów i słowackich uzdrowisk.
Kamienny Las – Stonehenge się chowa
Jeśli ktoś myśli, że Stonehenge robi wrażenie, to znaczy, że nie widział Kamiennego Lasu. To miejsce wygląda jakby natura postanowiła zrobić własną wersję antycznego miasta, ale w połowie roboty stwierdziła: „A niech to, zostawiam jak jest”.
Setki kamiennych kolumn, niektóre wysokie na dziesięć metrów, inne krzywe, pęknięte, jakby ktoś je tu porzucił po nieudanej próbie budowy świątyni. I najważniejsze: to nie jest dzieło człowieka. W odróżnieniu od Stonehenge, tu wszystko stworzyła natura. Bez planu, bez architekta, bez komitetu ds. zabytków. Efekt? W Kamiennym Lesie człowiek zaczyna się zastanawiać, czy przypadkiem nie trafił na plan zdjęciowy „Gwiezdnych Wojen”.
Oficjalna nazwa tego geologicznego szaleństwa to Pobiti Kamani. Rezerwat rozciąga się na siedmiu kilometrach kwadratowych i od lat jest przedmiotem sporów naukowców. Geolodzy przez lata kłócili się o to miejsce. Jedni twierdzili, że to skamieniałe korzenie pradawnych drzew, inni że pozostałości po starożytnych budowlach. Ostatecznie zwyciężyła teoria, która brzmi jak scenariusz dokumentu BBC: ocieplenie klimatu, parowanie wód morskich, erozja dna i wypłukanie miękkich skał. Zostały tylko te najtwardsze – i stoją dziś jak armia kamiennych strażników.
Miasto, w którym polski król ma swoje miejsce
Warna jest jak album z historią. Rzymskie termy, bizantyjskie ślady, osmańskie budowle. Ale dla Polaków ma szczególne znaczenie – tu poległ Władysław III Jagiellończyk, Warneńczyk, w bitwie z Turkami w 1444 roku. Na długo przed Sobieskim, zanim husaria ruszy pod Wiedeń, król Polski i Węgier próbuje zatrzymać Turków właśnie tutaj, nad Morzem Czarnym.

























Dodaj komentarz