Warna
Więcej niż złote piaski na plażach
Władysław znalazł się tu, bo Europa liczyła, że młody król poprowadzi krucjatę, która odwróci losy regionu. Ten ruszył więc na wyprawę, która miała być wielkim zwycięstwem – a stała się tragicznym symbolem.
Nie udało mu się – zginął w bitwie w 1444 r., mając zaledwie 20 lat. Ale sama obecność polskiego króla na drugim końcu Europy nie jest przypadkiem ani egzotyczną ciekawostką. To był ostatni, desperacki pomysł Zachodu, by zatrzymać rosnącą potęgę Imperium Osmańskiego.
Najstarsza biżuteria świata
Mauzoleum Władysława Warneńczyka stoi w dawnym trackim kurhanie. W środku – symboliczny nagrobek. Symboliczny, bo ciała króla nigdy nie odnaleziono. W parku wokół mauzoleum stoją sarkofagi z herbami państw walczących z Turkami. To miejsce, które nie jest pomnikiem – jest opowieścią.
A w Warneńskim Muzeum Archeologicznym czeka „złoto Warny” – najstarsze znane przedmioty ze złota na świecie. 6500 lat historii, które pokazują, że hierarchia społeczna zaczęła się dużo wcześniej, niż myślimy. I że Bułgaria była ważna na długo przed tym, zanim ktokolwiek wymyślił przewodniki. Mnie, prawdę mówiąc, najbardziej zastanawiało to, jakich narzędzi używali jubilerzy epoki kamienia łupanego, by stworzyć precjoza z tak wysublimowanymi detalami.
Disneyland w bułgarskim wydaniu
W Warnie jest atrakcja, która wygląda jak połączenie rejsu wycieczkowego z teatralną inscenizacją. Statki wypływają z portu, kierują się w stronę ujścia rzeki Kamczija – tej, która dzieli Warnę na dwie części – i tam zaczyna się spektakl.
Kamczija sama w sobie jest piękna – szeroka, spokojna, otoczona rezerwatem biosfery UNESCO.
Sama bitwa to zupełnie inna bajka: dwa statki, załogi w kostiumach, armatki wodne, okrzyki, rozebranych do kąpielówek uczestników, którzy z zapałem strzelają do siebie, muzyka, a czasem nawet sztuczny dym. To troszkę Disneyland, ale na bułgarską modłę. Jedno w tej bitwie wywołuje autentyczne zaskoczenie – zabawa często wciąga bardziej dorosłych niż dzieci.
Plaże Warny – morze, które wchodzi do miasta
Polscy turyści znają tutejsze wybrzeże od Kavarny przez Bałczik, Albenę, Złote Piaski ale w samej Warnie plaże są tak blisko centrum, że można wyjść z muzeum i po pięciu minutach zanurzyć stopy w piasku. Nirvana Beach, Sachara Beach, ale najciekawsza jest Varna Beach – największa, miejska, z wejściem prosto z parku. Obok Muzeum Morskiego, Akwarium, Obserwatorium Kopernika i Sea Parku dla dzieci.
To plaża, która żyje od rana do nocy. I która pokazuje, że Bułgaria potrafi być jednocześnie miejska i nadmorska.
July Morning – rock, klify i wschód słońca
A jeśli ktoś chce zobaczyć Bułgarię w jej najbardziej magicznym wydaniu, musi pojechać na północ – na klify Kaliakry i Kamiennego Brzegu. To tu, 1 lipca o świcie, dzieje się coś, czego nie da się opisać jednym zdaniem.
July Morning – święto wolności, zrodzone z winylu, rocka i tęsknoty za Zachodem. Ludzie stoją na klifach, patrzą na wschód słońca, słuchają „July Morning” Uriah Heep. To święto, które nie ma regulaminu, patrona ani budżetu. A jednak żyje.
W 2007 roku na Kamiennym Brzegu śpiewał John Lawton. Jego głos odbijał się od klifów, a słońce wschodziło jak kurtyna na koncercie. Lawton wracał tu co roku, aż do śmierci. Jego prochy rozsypano właśnie tu – tam, gdzie Bułgaria wita pierwszy lipcowy dzień.
July Morning jest jak bułgarski Woodstock. Bez sceny, bez biletów, bez VIP ów. Jest tylko morze, światło i ludzie, którzy wierzą, że każdy lipiec zaczyna się od nadziei.

























Dodaj komentarz