Rovaniemi
Chrapanie świętego Mikołaja

Tańczymy zaimprowizowany radosny i dostojny zarazem Taniec Koła Podbiegunowego. Ale nas zaniosło… No dobra – muzeum. I – skucha. Trafiamy na Santa Official Sleeping Hours. Mikołaja nie ma, tylko z głośników dobiega chrapanie…
Podoba Ci się ten tekst? Powiedz o tym innym na FacebookuPolub ten wpis na FacebookuPolub wpis na Facebooku
Sprawdź nasz Instagram
fot: Anna Michałowska
Rovaniemi. Chrapanie świętego Mikołaja
Pamiątki, pamiątki, pamiątki. Trochę normalnej w takich miejscach tandety ale są i sympatyczne akcenty. Kupujemy jakieś drobiazgi ? ja portfel ze skóry renifera.
To już 10 lat! Materiał został zamieszczony w naszym portalu ponad dekadę temu.
A świat się zmienia… Niektóre informacje praktyczne mogą okazać się nieaktualne!

Zatrzymujemy się nad samą wodą. Z okien panorama miasta. Do północy jemy kolację i rozmawiamy. Obserwujemy ruch na rzece – normalnie, co jakiś czas przemknie jakiś wyczynowy kajak albo gospodarska motorówka ale około północy jesteśmy świadkami dziwnego poruszenia: dwie duże łodzie z kilkunastoma umundurowanymi w jednakowe kamizelki osobami na każdej płyną w świat. Na każdej – flaga państwowa. Regaty ratowników-ochotników… Za jakiś czas są z powrotem. Ciekawe, co to było. Niestety, nie chce na dobre się ściemnić, choć słońca nie widać.

Do Mikołaja jedziemy następnego dnia autobusem. Idziemy na dworzec – zapomniana już u nas instytucja. W poczekalni bujane zabawki dla dzieci, schludne ławeczki i sklepik z prasą i słodyczami. W kasie (–) panienka poinformowała nas, że bilety kupuje się u kierowcy. Do dziś nie wiem co robiła. Świetliczanka…

Autobus jest punktualny co do sekundy. Zanim zaczniemy pławić się w rozkoszach tego miejsca trzeba się posilić. Jest bar. Aluminiowe tace, dwa dania do wyboru – jemy. Ceny – jak na Finlandię całkiem rozsądne – tylko dwa razy więcej niż u nas. W smaku też obleci. No to czas na zwiedzanie. Pamiątki, pamiątki, pamiątki. Trochę normalnej w takich miejscach tandety ale są i sympatyczne akcenty. Kupujemy jakieś drobiazgi – ja portfel ze skóry renifera. Zadziwiające – jest miękka i cienka, jak na rękawiczki, ale podobno bardzo mocna. Zobaczymy.

Teraz do muzeum św. Mikołaja. Po drodze na placu znajdujemy „w podłodze” ułożoną z ciemniejszych kamieni ukośną krechę. To to. Znaczy – koło polarne. Natychmiast kojarzy mi się Przyprawa do Bieguna Północnego. Czujemy coś z ducha Wielkich Zdobywców. Tańczymy zaimprowizowany radosny i dostojny zarazem Taniec Koła Podbiegunowego. Wychodzi nam bardzo pięknie – zaśmiewamy się do łez. Ale nas zaniosło…

No dobra – muzeum. I – skucha. Trafiamy na Santa Official Sleeping Hours. Mikołaja nie ma, tylko z głośników dobiega chrapanie. „Chłopcy są trochę zawiedzione”. Na pocieszenie oglądamy wystawę zdjęć – kto się fotografował z Mikołajem: od Spice Girls przez Mela Gibsona do Myszki Miki, brakuje tylko Mieczysława Fogga. No i Kuźmicza, ale on tu na pewno był, tylko jak zwykle zabrał zdjęcie.

Czytaj dalej - strony: 1 2

Poczytaj więcej o okolicy:

Komentarze: 1

    ana2, 13 marca 2010 @ 17:35

    Zupełnie nie przejmowałabym się tymi znajomymi, którzy spoglądali… Też tam była, nie podobało mi się. Ale widziałam, już wiem. Już wiem, że drugi raz nie ma powodu się tam zatrzymywać. Św. Mikołaj z Rovaniemi należy do kręgu kulturowego Kaczora Donalda i Myszki Miki. I niech sobie należy. A że znajduje wielu kupców? Znaczy, towar potrzebny. A sądząc po liczbie kupców – bardzo potrzebny. Tam można zobaczyć to bardzo dokładnie. I po to warto się zatrzymać. Raz.

Dodaj komentarz
(Dozwolone typy plików: jpg, gif, png, maksymalny waga pliku: 4MB.)
(wymagany, niepublikowany)
Wszystkie materiały zamieszczone na naszym portalu chronione są prawem autorskim. Możesz skopiować je na własny użytek.
Jeśli chcesz rozpowszechniać je dla zysku bez zgody redakcji i autora – szukaj adwokata!
Zamknij